SPORT Piłka nożna Sporty walki Tenis Sportowcy Inne sporty Tabele Żagle
Sport inne sporty kolarstwo Maciej Bodnar: Od dziecka marzyłem o zwycięstwie w Tour de France [GALERIA]

Maciej Bodnar: Od dziecka marzyłem o zwycięstwie w Tour de France [GALERIA]

26.07.2017, godz. 07:36
Maciej Bodnar
Maciej Bodnar cieszy się z wygranej w 20 etapie Tour de France 2017. Polak pokonał 22,5 km odcinek jazdy indywidualnej na czas z wynikiem 28 minut i 15 sekund. foto:

Na jego miejscu niejeden kolarz już dawno odstawiłby rower do kąta. Maciej Bodnar (32 l., Bora-Hansgrohe) kontuzjami mógłby obdzielić pół peletonu. Żeby wspomnieć tylko te ostatnie - trzykrotnie złamany obojczyk i doszczętnie połamana szczęka. Jakby tego było mało, na dwa miesiące przed Tour de France zmarł tata i największy kibic kolarza. "Bodi" nie załamał się, zacisnął zęby i w pięknym stylu wygrał 20. etap Tour de France - jazdę indywidualną na czas. Tym samym zapisał się w historii jako trzeci Polak, po Zenonie Jaskule i Rafale Majce, który triumfował na etapie Wielkiej Pętli.

Super Express: - W czasówce Tour de France los oddał panu to, co zabrał na 11. etapie tego wyścigu. Uciekał pan przez ponad 200 km, by stracić prowadzenie 200 m przed metą.

Maciej Bodnar: - Te 200 m w sobotę zamieniło się w jedną sekundę szczęścia. O tyle byłem szybszy od drugiego Michała Kwiatkowskiego.

- Co pan czuł, czekając, aż startujący po panu kolarze dojadą do mety? Strach, niepewność czy przekonanie, że tym razem wreszcie się uda?

- Były  nerwy. Ostatni jechał lider wyścigu Chris Froome, bardzo mocny w jeździe na czas. Kiedy okazało się, że Brytyjczyk nas  nie wyprzedzi, pojawiła się wielka radość. Pomyślałem, że to tata, który zmarł na raka dwa miesiące przed TdF z góry dodawał mi sił i popychał do przodu. Kiedy odszedł, w trakcie moich przygotowań do wyścigu, rower poszedł na bok. Ciężko było się pozbierać, ale musiałem się zmobilizować, bo wiedziałem, że tata na mnie liczy.

Zobacz: Tour de France: Kolarz oświadczył się w trakcie wyścigu! [WIDEO]

- Po dekoracji powiedział pan, że wygrana w TdF to spełnienie marzeń z dzieciństwa. Co takiego wyjątkowego jest w tym wyścigu?

- Tour de France to magia. Pamiętam, gdy jako dzieciak zaczynałem jeździć na rowerze, to marzyłem, żeby zostać zawodowym kolarzem i wygrać w Wielkiej Pętli. To były czasy, gdy rywalizowali Armstrong, Pantani i Jan Ullrich. Wyobrażałem sobie, że jestem Ullrichem. Choć nigdy nie pokonał Armstronga, to strasznie mi imponował, bo wspaniale jeździł na czas.

- O pana kontuzjach można napisać książkę. Który z urazów był najgorszy?

- Szczęka. To było rok temu na treningu w Belgii. Po wywrotce ludzie z mojej grupy zakazali mi otwierać usta. Bali się, że wylecą zęby. Operacja trwała cztery godziny. Wsadzili mi blachy w podbródek i zadrutowali każdy z korzeni. Kiedy wychodziłem ze szpitala, Belgowie zażądali, żebym napisał oświadczenie, że będę zawsze  nosił przy sobie obcążki. Gdybym zaczął się dusić, miałem nimi przecinać druty w buzi. W tym tourze też leżałem. W tej samej kraksie co Rafał Majka. Pościerałem  biodro, taka dola kolarza.

Źródło: X-NEWS
autor: Rozmawiał Piotr Dobrowolski zobacz inne artykuły tego autora
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: