SPORT Piłka nożna Sporty walki Tenis Sportowcy Inne sporty Tabele Żagle Tour de Pologne 2017
Sport inne sporty sporty zimowe Maciej Kot kocha skoki i rajdy [GALERIA]

Maciej Kot kocha skoki i rajdy [GALERIA]

11.03.2017, godz. 02:00
Maciej Kot, Jakub Kot
Maciej Kot z bratem Jakubem podczas rajdu w Limanowej foto:

Skoki narciarskie nie są jedyną pasją Macieja Kota (26 l.). Drużynowy mistrz świata z Lahti zimą fruwa na skoczniach, a po sezonie ściga się rajdówką. Miłość do prędkości zaczęła się u Kota od oglądania godzinami Formuły 1. Podziwiał Michaela Schumachera.

- A potem pojawił się Robert Kubica, śledziłem każdy jego wyścig - opowiada Kot. - Kiedy odszedł z F1 po wypadku, było mi smutno. Ale potem bardzo się cieszyłem, kiedy przeniósł się do rajdów.

Idolem Kota jest trzykrotny mistrz świata F1 Brazylijczyk Ayrton Senna.

- Pamiętam te słowa Senny, chyba z Grand Prix Monako, kiedy mówił, że jechał jak w tunelu i czuł się, jakby wyszedł ze swojego ciała. To podobne do tego, co dzieje się w czasie najlepszych skoków. Można sobie kupić jazdę bolidem Formuły 1, ale nie doświadczy się tego, co czuł Senna. Ja też mogę komuś pożyczyć narty i kombinezon, ale nie poczuje w czasie swojego skoku tego, co ja lecąc przez 230 metrów - tłumaczy.

Pasję Kota do F1 i rajdów podziela jego tata, Rafał Kot. Raz był nawet jego pilotem.

- To właściwie on zaraził mnie tą pasją. Kiedy jeździł na rajdy jako ratownik czy widz, często zabierał mnie ze sobą. Potem parę razy nawet startował ze mną jako pilot. Trochę się denerwował tą rolą, bo jeszcze nie do końca umiał sobie poradzić z moimi notatkami. Ale dobrze czytał, wszystko było w tempie i stworzyliśmy naprawdę szybką załogę - opowiada Maciek.

Kot wystąpił w Memoriale Janusza Kuliga i Mariana Bublewicza.

- Wiadomo, że nie jechałem tam dla wyniku. To nie było możliwe ze względów organizacyjnych, finansowych, sprzętowych... Znaleźliśmy jakieś stare opony, to miały być "slicki" średniej miękkości, ale leżały tak długo, że zrobiły się już trochę twarde. Na 3-kilometrowej trasie nie było szans, żeby je dogrzać. Gdy dojeżdżałem do pierwszego zakrętu, jadąc jakieś 100 kilometrów na godzinę, po naciśnięciu hamulca wszystkie koła się zablokowały. Nie miałem, jak hamować i jedną szykanę rozwaliłem - wspomina.

autor: Przemysław Ofiara zobacz inne artykuły tego autora
Więcej sportu
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: