SPORT Piłka nożna Sporty walki Tenis Sportowcy Inne sporty Tabele Żagle Tour de Pologne 2017
Sport inne sporty sporty zimowe MŚ w Lahti. Martin Schmitt: Na dużej skoczni Kamil Stoch jest najmocniejszy!

MŚ w Lahti. Martin Schmitt: Na dużej skoczni Kamil Stoch jest najmocniejszy!

28.02.2017, godz. 07:09
Martin Schmitt
Martin Schmitt podczas mistrzostw świata Lahti 2017 foto:

Pojedynki Adama Małysza (40 l.) i Martina Schmitta (39 l.) w mistrzostwach świata w Lahti w 2001 roku elektryzowały całą Polskę. Teraz obaj wrócili do fińskiego miasta: pierwszy jako dyrektor reprezentacji Polski, a drugi - w roli eksperta Eurosportu. Niemiec jest pod wrażeniem formy Polaków i uważa, że przynajmniej jeden z nich stanie w Lahti na podium.

"Super Express": - Zaskoczył cię brak Polaków na podium w sobotę na normalnej skoczni?

Martin Schmitt: - Tak. Kamil Stoch był faworytem do złota, ale mistrzostwa świata rządzą się swoimi prawami. Na normalnej skoczni czołówka jest zawsze bardzo wyrównana, więc jeżeli gdziekolwiek popełni się jakiś błąd, to nie ma mowy o medalu. Oczywiście dla polskiego zespołu to gorzka pigułka, bo mieliście czterech zawodników z szansami na podium. Rozmawiałem wczoraj z Wernerem Schusterem (trener reprezentacji Niemiec - red.) i mówił, że dziękuje losowi za dwa medale dla Niemiec, bo to Polacy wydawali się najmocniejsi na normalnej skoczni.

- Co może dać nam nadzieje na medale w czwartek na dużej skoczni?

- Kamil jest w dobrej formie i to na dużej skoczni jest najmocniejszy. Myślę, że będzie tam liderem polskiego zespołu i zdobędzie swój medal. A ostatnie gorsze skoki nie powinny go wyprowadzić z równowagi.

- Spodziewałeś się, że Polacy będą tak mocni w tym sezonie?

- Po tak dobrym w ich wykonaniu sezonie letnim wiadomo było, że i zimą będą daleko skakać. Do formy wrócił Kamil, który bez wątpienia jest jednym z najlepszych skoczków w historii tej dyscypliny. Na dużej skoczni w Lahti znów będzie faworytem do złota.

- Jest trudna technicznie?

- Bardzo dobrze ją znam, zawsze tu świetnie skakałem (śmiech). Ma stromy rozbieg, ale do progu dojeżdża się stosunkowo długo. Uważam, że można na niej fajnie poskakać. Ma trochę inny profil niż najnowsze skocznie. Stochowi powinna pasować.

- W 2001 roku zostałeś tu w Lahti mistrzem świata właśnie na dużej skoczni, wyprzedzając Adama Małysza. Jak wspominasz tamten konkurs?

- To była pełna napięcia rywalizacja z Adamem. Punktowo byliśmy bardzo blisko siebie. Przed drugą serią ja byłem trzeci, drugi Janne Ahonen, a prowadził Adam. Czułem, że są ode mnie lepsi. Ale zmobilizowałem się, w drugiej serii poszedłem na całość i oddałem superskok. Tego dnia to ja miałem szczęście, a kilka dni później Adam wygrał na normalnej skoczni.

- Od tamtego konkursu minęło wiele lat, a w skokach znów rządzą Polacy i Niemcy.

- W międzyczasie bywało jednak inaczej (śmiech). Niemieckie skoki były w kryzysie w latach 2003-2008. Ale ostatnie lata były dla nas już dobre. Z kolei Polacy od czasów Adama i roku 2001 skakali coraz lepiej. Potem pojawił się Kamil, a teraz cała drużyna jest niesamowicie mocna. Uważam, że w kolejnych sezonach będziecie jeszcze lepsi.

- Jakie mieliście relacje z Małyszem?

- Zawsze się dobrze rozumieliśmy. Rywalizacja była fair, nawet gdy zawody były bardzo zacięte. Nawet jeśli on był lepszy, szczerze mu gratulowałem. Cały czas utrzymujemy dobre stosunki.

- Jak skoki zmieniły się, od kiedy ty i Małysz skończyliście kariery?

- Możemy o tym godzinami rozmawiać (śmiech). Wszystko się zmieniło. Kombinezony są bardziej przylegające do ciała, inne są wiązania nart, teraz trzeba skakać o wiele agresywniej. Wyjątkowo liczy się moment wyjścia z progu. Należy wybić się bardzo precyzyjnie i symetrycznie, aby żadna z nart nie odskoczyła na bok.

- Tęsknisz za skokami?

- Czasem tak, ale chyba bym się nie odważył wyjść tu na skocznię w Lahti i zjechać z rozbiegu (śmiech).

autor: Rozmawiali w Lahti Przemysław Ofiara i Andrzej Lange zobacz inne artykuły tego autora
Więcej sportu
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: