SPORT Piłka nożna Sporty walki Tenis Sportowcy Inne sporty Tabele Żagle Tour de Pologne 2017
Sport inne sporty tenis Agnieszka Radwańska: Dawid Celt zobaczył we mnie kobietę [FRAGMENTY KSIĄŻKI]

Agnieszka Radwańska: Dawid Celt zobaczył we mnie kobietę [FRAGMENTY KSIĄŻKI]

04.07.2017, godz. 10:55
Agnieszka Radwańska, Dawid Celt_1pub
Dawid Celt gratuluje Agnieszce Radwańskiej wygranej z Petrą Kvitovą w finale turnieju BNP Paribas WTA Finals w Singapurze (1 listopada 2015 roku) foto:

Agnieszka Radwańska (28 l.) - milionerka, córka, przyszła żona, a przede wszystkim tenisistka, która dziś rozpocznie walkę w Wimbledonie. Wczoraj opublikowaliśmy w "Super Expressie" obszerne fragmenty książki "Jestem Isia". Dziś drugi odcinek, w którym nasza gwiazda opowiada m.in. o relacjach z ojcem i narzeczonym.

O kłótniach z ojcem trenerem i o tym, jak dużo mu zawdzięcza

Doszliśmy do takiego stadium, kiedy każda wymiana zdań kończyła się kłótnią. Relacja córka - ojciec już nie istniała, był tylko trener z wszystkim na "nie". To był jedyny powód naszego rozstania na gruncie zawodowym. Do warsztatu taty nie mam żadnych zastrzeżeń (...). Zawsze chciał jak najlepiej. Wbrew opiniom ludzi pukających się w głowę, a było ich mnóstwo, i mówiących, że nigdy nie będziemy grały w tenisa, wierzył w nas od samego początku. Bez jego wiary i poświęcenia na pewno byśmy teraz nie rozmawiały. To przede wszystkim jego zasługa.

O pieniądzach

Szanuję je. Kiedyś ich nie miałam; nie było nic, bo wszystko inwestowaliśmy w tenis. Do tego stopnia, że z wielu turniejów wracaliśmy do Krakowa bocznymi drogami, bo nie było nas stać na płatną autostradę. Albo pożyczaliśmy od znajomych, żeby zapłacić rachunek za hotel. Chociaż na torebki i buty wydałam potem majątek, to jednak nie obnoszę się z pieniędzmi, nie szastam nimi na prawo i lewo. Źle bym się wtedy czuła.

Zobacz: Radwańska o rozbieranej sesji, polityce, rozwodzie rodziców...

O tym, czemu nie mieszka w Monte Carlo - podatkowym raju

Były takie pomysły. Interesowałam się, jak by to wyglądało formalnie, i doszłam do wniosku, że za dużo zachodu, a za mało korzyści. Na przykład nie mogłabym wracać do Polski tak często, jak bym chciała, i praktycznie każdą przerwę między turniejami musiałabym spędzać w Monte Carlo. Ludzie, którzy płacą podatki trzy razy wyższe niż w Monako, też mogą być szczęśliwi, a ja pod tym względem - jeśli oczywiście nic się w Polsce nie zmieni - nie mam najgorzej. Temat upadł, bo najlepiej czuję się na własnych śmieciach, a to jest bezcenne. Warto też pamiętać, że podatki od nagród w turniejach i tak wszyscy płacą tam, gdzie jest rozgrywany turniej (...). Różnie, ale średnio około jednej trzeciej.

O tym, czym ją "kupił" narzeczony Dawid Celt

Tym, że zobaczył we mnie kobietę. Na pewno także zaradnością, jest bardzo ustatkowany i uporządkowany. Mnie tych cech trochę brakuje, a u innych bardzo je cenię. I normalnością, dzięki czemu po treningu mogę spędzić czas jak każda inna dziewczyna. Już po mojej minie widzi, kiedy w turniejowej restauracji coś mi nie smakuje, i od razu, jeszcze nawet nie zdążę poprosić, idzie po sól do sąsiedniego stolika. Odciąża mnie od wszystkiego, czego nie lubię i nie muszę robić sama.

O finale Wimbledonu w 2012 roku

Sporo finałów w życiu zagrałam, ale ten był naprawdę szczególny. Bo do półfinału wszystko idzie normalnie, jak w każdym innym turnieju – mecz, konferencja prasowa, zabiegi fizjo, po prostu rutyna. Aż tu nagle, dosłownie minutę po zakończeniu półfinału, świat zaczyna się kręcić tylko wokół dwóch tenisistek. W szatni pustki, a my wszędzie – na zdjęciach, w gazetach, w telewizji, na konferencjach prasowych nawet w dniu poprzedzającym finał, kwiaty przed wejściem na kort, pełne trybuny, loża królewska również... To wszystko naprawdę buduje napięcie. Kiedy wyszłam na kort centralny, niemal nie mogłam ruszać głową, a w gardle czułam kluchę – tak bardzo byłam zdenerwowana. Później to wszystko puściło, ale kosztowało mnie pierwszego seta. Dla Sereny finał Wielkiego Szlema to przecież chleb powszedni, a ja dopiero po tym meczu mogłam powiedzieć, że już wiem, jak to jest.

O porannej kontroli dopingowej

Kiedyś, gdy jeszcze mieszkałam z Ulą w Krakowie, kontrolerzy zadzwonili do drzwi o szóstej. Mam płytki sen, wystarczy, że ktoś zapuka, a ja już jestem na baczność. Zanim Ula się wygramoliła z łóżka, ja jeszcze w totalnym zaćmieniu, na śpiocha, niemal jak automat, poszłam do łazienki. Gdy spuściłam wodę, usłyszałam pytanie Uli z jej sypialni: "Czy ty się właśnie wysikałaś?!". Dopiero wtedy naprawdę się obudziłam.

 

KSIĄŻKA JUŻ 19 LIPCA

"Jestem Isia. Rozmowa z Agnieszką Radwańską" to pierwsza autoryzowana książka o naszej gwieździe. Jest zapisem rozmowy tenisistki z dziennikarzem Arturem Rolakiem. Ukaże się 19 lipca (jest już w przedsprzedaży).

autor: Wybrał i opracował CH zobacz inne artykuły tego autora
Więcej sportu
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: