SPORT Piłka nożna Sporty walki Tenis Sportowcy Inne sporty Tabele Żagle Rio 2016
Sport piłka nożna ekstraklasa Dramat Wisły Płock w Chorzowie. Ruch wyrwał remis w doliczonym czasie

Dramat Wisły Płock w Chorzowie. Ruch wyrwał remis w doliczonym czasie

08.08.2016, godz. 19:59
Mariusz Stępiński, Ruch Chorzów
foto: EAST NEWS

Wisła Płock była o krok od historycznego zwycięstwa z Ruchem w Chorzowie, ale wygraną straciła w doliczonym czasie gry, kiedy to rzut karny dla gospodarzy wykorzystał ich kapitan Rafał Grodzicki. Ostatecznie spotkanie zakończyło się remisem 2:2, a płocczanie mogą czuć ogromny niedosyt, bo przy ul. Cichej byli drużyną lepszą.

Poniedziałkowe mecze przyzwyczaiły nas do tego, że - delikatnie mówiąc - do najlepszych nie należą. Tymczasem oglądając spotkanie w Chorzowie byliśmy całkiem pozytywnie zaskoczeni. Szybkie tempo, ciekawe akcje z obu stron, a przede wszystkim dwa bardzo ładne gole. Czego chcieć więcej? Najważniejszym momentem pierwszej połowy spotkania był zdecydowanie gol Jose Kante, który w polskiej ekstraklasie trafił do siatki po raz pierwszy, a potrzebował na to aż 19 spotkań (konkretnie 1305 minut). Wisła jednak nie cieszyła się długo z prowadzenia, bo już kilkadziesiąt sekund później ładną akcję gospodarzy strzałem głową wykończył Mariusz Stępiński. Był to drugi w tym sezonie mecz Ruchu w Chorzowie i drugi gol napastnika reprezentacji Polski.

Przez całe spotkanie swoją postawą imponował też Dominik Furman, który grał momentami wręcz po profesorsku. Odkąd wrócił do Polski po nieudanych wojażach we Francji i Włoszech jest zdecydowanie wyróżniającą się postacią nie tylko Wisły, ale całej ligi. Przeciwko Ruchowi próbował nie tylko prostopadłych podań, ale też mocno pracował w defensywie i był pierwszą ścianą, przez którą nie potrafili się przebić zawodnicy Ruchu. Po wejściu na boisko różnicę zrobił z kolei inny z graczy powracających do LOTTO Ekstraklasy - Siergiej Kriwiec. Najpierw jego strzał wylądował na słupku, a później popisał się kapitalnym prostopadłym podaniem, po którym padł gol na 2:1 dla gości.

Jednak tym, który najbardziej przyczynił się do trafień Wisły, był... bramkarz Ruchu, 21-letni Kamil Lech, syn słynnego golkipera Piotra Lecha. Młody zawodnik najpierw źle wyszedł do dośrodkowania i dał strzelić gola Kante, a później niepotrzebnie opuścił pole karne, nastrzelił Giorgiego Merebaszwiliego, po czym piłka wpadła do siatki gospodarzy. Gorszego debiutu chyba nie mógł sobie wymyślić... Na jego szczęście w końcówce Ruch znowu wyrównał, bo Rafał Grodzicki wykorzystał rzut karny i spotkanie ostatecznie zakończyło się remisem 2:2.

RUCH CHORZÓW - WISŁA PŁOCK 2:2 (1:1)

Bramki: Stępiński 47, Grodzicki 91 - Kante 45, Merebaszwili 80

Żółte kartki: Stępiński - Rogalski, Furman, Szymiński, Stefańczyk

Ruch Chorzów: Lech – Konczkowski, Grodzicki, Cichocki, Koj – Surma, Urbańczyk (85. Arak) – Przybecki, Lipski (57. Nowak), Ćwielong (76. Mazek) – Stępiński

Wisła Płock: Kiełpin – Stefańczyk, Szymiński, Bozic, Stępiński – Furman, Rogalski (63. Kriwec) – Merebaszwili, Iliew, Reca (58. Kun) – Kante

autor: Maciej Wdowiarski zobacz inne artykuły tego autora
Więcej sportu
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: