SPORT Piłka nożna Sporty walki Tenis Sportowcy Inne sporty Tabele Żagle Tour de Pologne 2017
Sport piłka nożna ekstraklasa Marzena Sarapata: Muzyka dla samobójców wprawia mnie w dobry nastrój [ZDJĘCIA]

Marzena Sarapata: Muzyka dla samobójców wprawia mnie w dobry nastrój [ZDJĘCIA]

25.01.2017, godz. 07:07
Marzena Sarapata
Marzena Sarapata foto:

Marzena Sarapata (36 l.) jest pierwszą kobietą prezesem w 111-letniej historii Wisły Kraków. Przejęła rządy pół roku temu, kiedy klub stanął na krawędzi bankructwa. Nam opowiedziała o tym burzliwym okresie, nowym trenerze i czy. piłkarze proponowali jej kolację.

Super Express: - Jak się zostaje szefową jednego z najbardziej znanych i utytułowanych klubów piłkarskich w Polsce?
Marzena Sarapata: - Nagle. Po burzliwej końcówce sierpnia, otrzymałam niespodziewaną, ale nieprzypadkową, propozycję objęcia funkcji prezesa Wisły. Moja kancelaria od lat specjalizuje się w prawie sportowym, więc już od dłuższego czasu miałam kontakt z tym środowiskiem, a jedenaście lat temu trafiłam do Wisły.

- Rządząc sporą grupą mężczyzn potrafi pani uderzyć pięścią w stół, czy łagodzi obyczaje?
- Jestem dobrym człowiekiem, ale nie mam łagodnego usposobienia. Jednak ludzie, którzy pracują w spółce oddają klubowi serce, dlatego nie mam za wiele powodów, by uderzać pięścią w stół.

- Gdybyście pod koniec sierpnia nie wykupili klubu z rąk Jakuba Meresińskiego, to Wisła dziś jeszcze by istniała?
- Wszystkie podejrzenia wobec tej osoby najpierw pojawiły się w mediach. Nie poznałam tego pana, ale wiem że w klubie był zaledwie kilka razy, co też świadczy o jego sposobie zarządzania. Można więc założyć nawet najgorsze scenariusze.

- To prawda, że zanim Meresiński sprzedał Towarzystwu Sportowemu Wisłę, to zdążył wyprowadzić z klubu znaczną sumę pieniędzy?
- Poprzedni właściciel nie dostał od Wisły Kraków ani złotówki. Prawdą jest, że zastaliśmy np. umowy, które ta osoba próbowała zawierać w imieniu klubu, jednak w naszej ocenie nie były ważnie zawarte. Udało nam się już większość spraw wyprostować i największe pożary ugasić.

- Jak duże jest zadłużenie klubu?
- Kiedy przejmowaliśmy spółkę były dwu-trzymiesięczne opóźnienia z pensjami dla piłkarzy. Dziś jesteśmy na bieżąco. Z wierzycielami zewnętrznymi zawarliśmy ugody. Wychodzimy na prostą.

- Po przejęciu klubu od Meresińskiego, Bogusław Cupiał chciał od was odkupić Wisłę?
- Nie. Zanim klub trafił do poprzedniego właściciela, bardzo długo prowadziliśmy rozmowy z Telefoniką na temat jego odkupienia. Te negocjacje zostały przerwane, bo Wisłę kupił Jakub Meresiński. Tu wypadałoby zapytać właściciela, który władał spółką przez 20 lat, dlaczego tak nagle i takiej osobie powierzył klub.

- Które miejsce na koniec sezonu spełni pani ambicje?
- Grupa mistrzowska to minimum, a marzeniem jest podium.

- Co pani uważa za swój największy sukces w Wiśle?
- Trwające okienko transferowe. Nie spodziewałam się, że będziemy tak aktywnie pozyskiwać zawodników. Naszym sukcesem jest też spełnienie wymogów licencyjnych i… wiceprezes do spraw sportowych Manuel Junco. Zmieniliśmy postrzeganie Wisły. „Biała Gwiazda” była uważana za spółkę, w której kupuje się zawodników żeby coś wygrali, a potem się z nimi rozstaje. Według naszej wizji każdy zawodnik z Akademii Piłkarskiej Wisły Kraków czy Centralnej Ligi Juniorów, który na to zasługuje, ma dostać szansę w pierwszym zespole. Taki sposób działania zaakceptował i zaczął wprowadzać w życie prezes Junco. Wisła ma być fabryką, a nie sklepem. Według tego klucza był też szukany trener.

- Skąd pomysł na zatrudnienie trenera z hiszpańskiej trzeciej czy czwartej ligi? Przecież to policzek dla polskich szkoleniowców.
- Manuel Junco miał obawy, że Kiko Ramirez będzie postrzegany jako jego kolega, ale to nieprawda. Trener był poszukiwany wszędzie. Przeprowadziliśmy rozmowy z wieloma szkoleniowcami, również z Polakami. Dla mnie nie ma znaczenia jakiej narodowości jest szkoleniowiec. Miał to być ktoś nowy, kto wprowadzi inną jakość.

- Skoro Ramirez nie był kolegą Manuela Junco, to w jaki sposób udało się wam go znaleźć? Związany trzydzieści lat z Hiszpanią Jan Urban powiedział nam, że nigdy nie słyszał o nowym trenerze Wisły.
- Kiedy Jan Urban zaczynał pracę w Ekstraklasie, to też nie mógł się pochwalić porywającymi osiągnięciami szkoleniowymi. To kompletna bzdura, że Wisła zatrudniła trenera z czwartej ligi, bo jemu się mniej płaci. Gdyby tak było, to zespół nadal prowadziliby Radek Sobolewski i Kazimierz Kmiecik. Prezes Junco ma bardzo szeroką siatkę znajomości i dostęp do informacji z wielu źródeł. Prześwietlił Ramireza bardzo gruntownie i dlatego na niego postawiliśmy.

- Jak pani skomentuje stwierdzenia, że dziś Wisłą rządzą kibole?
- Wyglądam na kibola?! Klub bez kibiców traci swoją tożsamość. Nasi fani są dziś poważnym sponsorem Wisły, a w klubie nie pracuje chyba ani jedna osoba, która nie byłaby kibicem Wisły.

- Przez te pół roku piłkarze często do pani przychodzili?
- Częściej dzwonią. I raczej ci młodsi. Był u mnie tylko Boban Jović, który poprosił o zgodę na odejście do Bursasporu.

- Któryś z piłkarzy próbował panią zaprosić na kolację?
- Nie miałam takich propozycji. Nawet nie przyszło mi do głowy, że mogłyby się pojawić.

- Ile czasu zajmuje pani praca i co po niej?
- Nie da się odpocząć od Wisły. Lubię posłuchać Radiohead. Znajomi żartują, że słucham muzyki dla samobójców, ale mnie wprawia w dobry nastrój.

- Co pani najbardziej ceni u ludzi?
- Lojalność, lotny umysł i zdrową pokorę. Nie lubię arogancji.

autor: Marcin Szczepański zobacz inne artykuły tego autora
Piotr Dobrowolski zobacz inne artykuły tego autora
Więcej sportu
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: