SPORT Piłka nożna Sporty walki Tenis Sportowcy Inne sporty Tabele Żagle Tour de Pologne 2017
Sport piłka nożna ekstraklasa Terence Makengo: Bóg wyznaczył mi drogę do Sosnowca

Terence Makengo: Bóg wyznaczył mi drogę do Sosnowca

08.02.2017, godz. 06:52
Gol, bramka, piłka nożna
foto: gwizdek24.pl

Terence Makengo (25 l.), który w Zagłębiu Sosnowiec został następcą Vamary Sanogo, ma szansę zostać odkryciem wiosny w pierwszej lidze. Francuski napastnik przeszedł do historii AS Monaco jako najmłodszy piłkarz w historii klubu z profesjonalnym kontraktem. Jego dziadek i ojciec grali w kadrze Zairu, a on w młodzieżowych reprezentacjach Francji. W Zagłębiu liczy na "restart" kariery.

„Super Express”: - W wieku 16 lat podpisałeś umowę z Monaco jako najmłodszy w historii klubu. Jak do tego doszło?

Terence Makengo: - Do szkółki Monaco trafiłem jako dzieciak. W juniorskich drużynach szło mi super. Pewnego dnia, w meczu zespołów do lat 16, strzeliłem 7 goli w meczu z Ajaccio. W tamtym czasie zrobiło się o mnie głośno w środowisku skautów wielkich klubów. Było zainteresowanie ze strony Interu i Chelsea, więc, żeby mnie nie stracić, Monaco zaproponowało profesjonalny kontrakt. Zostałem najmłodszym piłkarzem w historii klubu, który podpisał taką umowę. Przez te kilka lat w zespołach różnych kategorii wiekowych Monaco spotkałem kilku bardzo dobrych piłkarzy. Grałem na przykład z Dennisem Appiahem, Layvinem Kurzawą. Ze wspólnej gry znam też Germain’a.

- Potem coś poszło jednak nie tak, skoro teraz jesteś w Sosnowcu…

- Zdążyłem zagrać trochę spotkań w pierwszym zespole Monaco, ale spadliśmy do drugiej ligi, a wtedy pojawił się rosyjski miliarder, który przejął klub. Dla wielu młodych zabrakło miejsca, zaczął sprowadzać gwiazdy typu Falcao czy James Rodriguez. Poszedłem grać do Auxerre i Chateauroux, a przez ostatnie pół roku nie miałem klubu, bo z kilkoma nie mogłem się dogadać. Teraz mam nadzieję na odbudowę w Sosnowcu. Czemu tak mi nie poszło? W klubach ciągle zmieniali się trenerzy, ale po mojej stronie winy też nie brakowało. Dziś pewne rzeczy robiłbym inaczej, jednak czasu nie cofnę.

- Monaco kojarzy się z bogactwem, ale i kasynem. Skusiłeś się kiedyś, żeby zagrać?

- Nie, nigdy nie byłem w kasynie. Uważam, że od tego typu rozrywek lepiej trzymać się z daleka.

- Na twitterowym koncie masz wielki napis „Jezus” i zdanie: „Urodziłem się, aby służyć Panu Jezusowi Chrystusowi”. Francja raczej kojarzy się z odejściem od takich wartości…

- Ale ja zostałem wychowany na praktykującego chrześcijanina, a dokładniej - ewangelika. Dlatego niczego w życiu nie żałuję, bo wierzę w przeznaczenie, w to, że to Bóg wyznacza mi drogę. Biblia ma dla mnie ogromne znaczenie. Skoro teraz trafiłem do Sosnowca, to widać, że Bóg tak chciał. Akceptuję wszystko, co mi ześle. A w Sosnowcu szybko chciałbym znaleźć kościół do którego będę mógł chodzić.

- Pochodzisz z piłkarskiej rodziny…

- Dziadek grał w Zairze, a tata we Francji, głównie w Lens. Jestem trzecim piłkarskim pokoleniem. Zarówno dziadek, jak i ojciec grali w reprezentacji Zairu, teraz to DR Kongo. Z kolei ja występowałem w młodzieżowych reprezentacjach Francji. Od U 16, przez U17 aż po U20.

- Kto reprezentuje twoje interesy?

- Antoine Sibierski, były piłkarz, polskiego pochodzenia. A przed podjęciem decyzji o przyjściu do Sosnowca rozmawiałem z Vamarą Sanogo. Naopowiadał mi samych dobrych rzeczy o klubie. Mówił, że są tu super ludzie, świetni kibice, fajny klub. No więc jestem. I zamierzam strzelić tu dużo goli.

- Myślisz, żeby pójść tą samą drogą co Sanogo? Pół roku pograł w Sosnowcu i jest w Legii…

- Jak mówiłem, idę drogą, którą wyznacza mi Bóg. I nie wiem co będzie miał dla mnie za pół roku. Najpierw chcę pokazać się w Zagłębiu, pomóc klubowi w awansie do ekstraklasy. Potrzebuję miejsca, w którym ludzie mi ufają, wtedy się odbuduję. Sosnowiec właśnie na takie miejsce mi wygląda. A potem zobaczymy co się będzie działo. Może to będzie właśnie tego typu droga: Zagłębie – wielki polski klub – duży klub europejski?

- A wzorowałeś się na kimś?

- Dla mnie absolutnie niepowtarzalnym piłkarzem był Thierry Henry. Uwielbiałem i wciąż uwielbiam oglądać fragmenty jego najlepszych akcji. Na nim się wzorowałem, był dla mnie idolem. Nawet, gdy byłem młodszy, to zachowując wszelkie proporcje, słyszałem, że mam podobną charakterystykę gry. Henry jest drogi mojemu sercu również dlatego, że był graczem Monaco, a ja do tej pory traktuję ten klub jako mój najbardziej ulubiony. Oglądam mecze tej drużyny i bardzo podziwiam Kamil Glika. Ktoś tak dobry jak on był nam w obronie bardzo potrzebny.

autor: Piotr Koźmiński zobacz inne artykuły tego autora
Marcin Szczepański zobacz inne artykuły tego autora
Więcej sportu
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: