SPORT Piłka nożna Sporty walki Tenis Sportowcy Inne sporty Tabele Żagle Tour de Pologne 2017
Sport piłka nożna ekstraklasa Vrdoljak ostro o Czerczesowie: To cwaniak i kłamca! [GALERIA]

Vrdoljak ostro o Czerczesowie: To cwaniak i kłamca! [GALERIA]

01.03.2017, godz. 13:40
Ivica Vrdoljak
Ivica Vrdoljak foto:

Ivica Vrdoljak (33 l.) przez półtora roku walczył o powrót na boisko po kontuzji kolana. Nie udało się i były kapitan Legii Warszawa zdecydował się zakończyć  karierę. Specjalnie dla czytelników „Super Expressu” chorwacki pomocnik  dokonał sportowego bilansu zysków i strat.

"Super Express: - Czujesz się spełniony jako piłkarz?
Ivica Vrdoljak: - Tak. Zdobyłem sześć tytułów mistrza Chorwacji i Polski. Jestem szczęśliwy, że grałem w Legii, chociaż jeszcze przed transferem do Warszawy mogłem trafić do Borussii Dortmund. Niemcy dawali Dynamu 300 tysięcy euro za wypożyczenie, a potem chcieli dopłacić za transfer definitywny. Dynamo zażądało od razu półtora miliona. Przed Dortmundem był temat FC Koeln, ale ostatecznie przyszedłem do Legii i to był piękny czas.

- Który niespodziewanie się skończył. Dlaczego musiałeś zrezygnować z gry w piłkę?
- Przez kontuzję kolana. Mam tzw. kolano skoczka. Leczyłem się w Polsce, Niemczech, we Włoszech, Chorwacji i Serbii. Wszyscy ortopedzi, u których byłem uznali, że pierwsza operacja przeprowadzona przez lekarzy Legii była niepotrzebna. Po niej mam krótsze więzadło i ono powoduje ucisk na rzepkę przez co mechanika pracy kolana jest inna. Chodzę normalnie, ale kiedy pokonuję schody, jeżdżę na rowerze czy próbuję biegać, ból wraca.

- Mimo, że leczysz się półtora roku, Wisła Płock podpisała z tobą kontrakt. Nawet już trenowałeś z zespołem…
- Po sierpniowej, drugiej operacji w klinice Orto Med Sport w Łodzi, wszystko szło do przodu. Jesienią trzy tygodnie ćwiczyłem z drużyną. Mówiono, że zdążę wrócić na mecz z Legią w Warszawie. Potem jednak zrobiło się zimno, trenowaliśmy na sztucznym boisku i ból znowu się pojawił. Usiadłem do rozmów z prezesem i trenerem Wisły. Myślałem, że to kwestie przeciążeniowe i dolegliwości ustąpią. Poprosiłem o ostatnią szansę na powrót na boisko. Daliśmy sobie czas do końca lutego. Prijo polecił mi lekarza w Splicie, u którego leczył się też Vadis Odjidja – Ofoe, kiedy grał w Norwich. I ten lekarz rozwiał nadzieje na powrót do zdrowia. Nie było sensu się już oszukiwać. Żeby było jasne – nie mam żalu do lekarzy Legii. Błędy się zdarzają, wierzę że chcieli dla mnie jak najlepiej. Boli mnie to, że pewni ludzie w klubie mówili że symuluje, że nie chce mi się trenować. To trudno zapomnieć… Jedynym człowiekiem, który do końca o mnie walczył był Michał Żewłakow. Jestem mu bardzo wdzięczny, że nie stracił we mnie wiary.

- Podobno w Wiśle chciałeś grać za darmo?
- Podpisałem kontrakt za zwrot kosztów dojazdów. Ostatnio,  kiedy rozmawialiśmy z prezesem i trenerem chciałem zrzec się tych pieniędzy do czasu powrotu do gry. Mimo, że do dziś konsultacje lekarskie w całej Europie i leczenie kosztowało mnie ponad 80 tysięcy złotych.  Legia pokrywała koszty do wizyty w klinice w Rzymie. Potem zostałem zesłany do rezerw i musiałem radzić sobie sam.

- Od pierwszego zespołu odsunął cię trener Stanisław Czerczesow.
- Na obozie na Malcie. To najgorszy trener jakiego miałem, ale głównie jako człowiek, a nie szkoleniowiec. Jego warsztatu nie mogę ocenić… Nie można mu jednak odmówić, że z Legią wygrał ligę i Puchar Polski. Zawsze mi powtarzał, że mam problem z głową, nie z kolanem. Cwaniak i kłamca. Do prasy mówił, że potrenuję w rezerwach dla swojego dobra, żeby wrócić do pełni sił, że na mnie czeka. Kłamał. Bo mnie w oczy w obecności tłumacza pana Adama i Aleksandara Vukovica powiedział, że dopóki on będzie trenerem, to ja nie ma wstępu do szatni pierwszego zespołu. Wszystko zaczęło się przed jednym z treningów właśnie na Malcie. Kolano mnie bolało i powiedziałem doktorowi Maćkowi Tabiszewskiemu, że nie wyjdę na trening, nawet gdyby kazał mi to zrobić Jose Mourinho, bo to może całkiem rozwalić mi chorą nogę. Przez szybę autokaru zobaczyłem jak lekarz rozmawia z Czerczesowem. Po zajęciach trener wszedł do środka, i przy całej drużynie wygonił mnie z autobusu.

- Trener Wisły Płock Marcin Kaczmarek powiedział, że nie będzie na ciebie czekał, a do niego takiego żalu nie masz.
- Szanuję go, bo to co mnie oznajmił w obecności prezesa, powtórzył słowo w słowo do prasy. Miał prawo uznać, że potrzebuje zawodnika od razu gotowego do gry i nie może czekać czy uda mi się wrócić, czy nie. A Czerczesow zwyczajnie kłamał dziennikarzom, że na mnie liczy, a w tym czasie wygonił mnie z drużyny. Poza Żewłakowem nie ujął się za mną nikt z kierownictwa Legii. Decyzję o przeniesieniu do rezerw wręczył mi na piśmie Jacek Mazurek, który wtedy nie miał już nic wspólnego z pierwszą drużyną.

- Wróćmy do kwestii piłkarskich. Kosztowałeś milion euro i przez długi czas byłeś najdroższym piłkarzem kupionym do Ekstraklasy. Ta świadomość ci ciążyła?
- Absolutnie, bo z Dynama piłkarze odchodzili za dużo większe pieniądze. W Chorwacji ten milion na nikim nie robił wrażenia, to były grosze.. A ja nie czytałem jeszcze wtedy polskiej prasy i nie ruszało mnie to co pisano o moim transferze, bo miałem wcześniej  dużo wyższe oferty, ale prezes mnie nie puścił, bo młody, bo blisko reprezentacji…

- Najlepszy piłkarz z jakim grałeś?
- Miro Radović, Luka Modrić dziś Real i Milan Badejl z Fiorentiny.

- Najlepszy przyjaciel z czasów występów w Legii?
- Miro Radović. Nie ma dnia żebyśmy nie rozmawiali. Była nawet taka opcja, żebym był ojcem chrzestnym jego syna. Jako ludzie znakomicie się uzupełniamy. Dzieci i żony też bardzo się lubią. Dla mnie nie liczy się czy jesteś Chorwatem, Serbem, Rosjaninem czy Polakiem. Ważne jest  jakim jesteś człowiekiem. Polityka mnie  nie interesuje. Radko to mój” brate”. To nas wiąże już na zawsze. Świetnie, że znowu jest w Legii. Wrócił do domu. Śmiejemy się, że w jakiej  formie odszedł, w takiej wrócił.

- Dynamo Zagrzeb regularnie gra w Lidze Mistrzów i żyje ze sprzedaży zawodników. Myślisz, że Legia powinna iść śladem chorwackiego klubu?
- Uważam, że Legia przez ostatnich siedem lat w Europie zrobiła więcej niż Dynamo przez dekadę. Różnica polega na tym, że w Zagrzebiu nikt nie sprzedałby najlepszego strzelca i asystenta, czyli Niko i Prijo za dwa miliony euro. Legia musi się nauczyć, że za takich zawodników trzeba wyciągać znacznie większe pieniądze.

- Z Nikoliciem mistrz Polski przeszedłby Ajax?
- Nie wiem, czy  byłoby łatwiej, ale znając Niko, to sądzę, że gdyby miał dwie takie sytuacje jak Necid w meczu z Ruchem i pierwszym spotkaniu z Ajaksem, to przynajmniej jedną by wykorzystał. Necid ma świetne warunki, ale potrzebuje czasu. Dlatego mnie w Amsterdamie bardzo brakowało Prijovicia, który jest silny i umie przytrzymać piłkę. Ale może dobrze, że teraz Legia jest skupiona tylko na mistrzostwie Polski. Jak je zdobędzie i znowu awansuje do Ligi Mistrzów, to zdominuje Ekstraklasę na lata. Tego jej życzę.

- Zabezpieczyłeś się finansowo na życie po karierze i co teraz zamierzasz robić?
- Mam restaurację nad morzem na wyspie Pag, zainwestowałem w mieszkania, które wynajmuje. Żona jest pedagogiem w przedszkolu i przymierzamy się do otwarcia takiej placówki. Jest opcja, że w agencji mojego menedżera będę monitorował polską ligę, Nie wykluczam też, że zostanę trenerem, w maju będę zdawał egzamin. Może w przyszłości będę współpracował z Legią? Choć raczej chłodno się ze mną rozstano, to wciąż kocham ten klub.

autor: Piotr Dobrowolski zobacz inne artykuły tego autora
Marcin Szczepański zobacz inne artykuły tego autora
Więcej sportu
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: