SPORT Piłka nożna Sporty walki Tenis Sportowcy Inne sporty Tabele Żagle Rio 2016
Sport piłka nożna mundial 2018 El. MŚ 2018. Rumunia - Polska. Tak grali do tej pory kadrowicze Adama Nawałki

El. MŚ 2018. Rumunia - Polska. Tak grali do tej pory kadrowicze Adama Nawałki

08.11.2016, godz. 11:48
Polska - Armenia 2:1
foto: Super Express

Podopieczni Adama Nawałki w piątkowy wieczór stoczą bój z Rumunią o trzy punkty w eliminacjach mistrzostw świata 2018. Biało-czerwoni po trzech kolejkach mają na koncie siedem punktów, lecz wcale nie przyszły one nam łatwo i przyjemnie, jak się wielu osobom wydawało po Euro 2016. Nasi kadrowicze musieli się sporo namęczyć, aby być nadal w grze o wyjazd do Rosji, ale i sami są sobie winni takiemu, a nie innemu stanowi rzeczy.

Po udanych mistrzostwach Europy we Francji w wykonaniu podopiecznych Adama Nawałki w kraju zapanowała euforia. W końcu narodziła się drużyna, która jest w stanie walczyć jak równy z równym z największymi potęgami europejskiego futbolu, o czym można było się przekonać choćby w el. Euro 2016 w dwumeczu z Niemcami (2:0, 1:3) oraz w trakcie imprezy, kiedy po wyrównanym meczu padł remis 0:0, choć gdyby Arkadiusz Milik wykorzystał swoją szansę, to moglibyśmy wygrać drugi raz z mistrzami świata. Ostatecznie nasz triumfalny marsz zakończył się na ćwierćfinale, w którym to przegraliśmy dopiero po serii rzutów karnych z późniejszym triumfatorem imprezy, Portugalią 3:5 (1:1 w regulaminowym czasie gry i dogrywce).

Tak więc do rozpoczynających się eliminacji mistrzostw świata przystępowaliśmy w doskonałych humorach. W końcu, kto miałby nam zagrozić? Wiele osób już widziało nas w Rosji. Jednak już w pierwszym meczu o mało nie przegraliśmy z Kazachstanem, który mieliśmy ograć łatwo i przyjemnie. Ostatecznie w Astanie udało nam się zremisować, lecz nasza gra nie powalała na kolana, nie przypominaliśmy zespołu, który kilka miesięcy temu był o krok od strefy medalowej.

Wypadek przy pracy, nawet najlepszym się zdarza, zamieszanie po Euro 2016, gorące transfery z udziałem naszych kadrowiczów, nie wszyscy jeszcze zdążyli odpocząć. Tak to sobie tłumaczyliśmy, lecz mieliśmy nadzieję, że w spotkaniach z Danią i Armenią będzie zdecydowanie lepiej. I owszem w pierwszym pojedynku na PGE Narodowym błysnął Robert Lewandowski, który trzykrotnie pokonał Kaspera Schmeichela, lecz znów wkradło się rozprężenie w nasze szeregi i zamiast pewnego zwycięstwa do ostatnich minut musieliśmy martwić się o końcowy wynik, ponieważ rywale strzelili dwa gole. Nie wiele lepiej, a nawet tragicznie było trzy dni później z Armenią. Przez cały pojedynek męczyliśmy się z dużo niżej notowanym przeciwnikiem, który był o krok od wywiezienia trzech punktów ze stolicy i sprawienia ogromnej sensacji. Skórę znów uratował nam kapitan kadry, wykorzystując w ostatnich sekundach dośrodkowanie Kuby Błaszczykowskiego.

Jak się później okazało wpływ na taką, a nie inną grę poszczególnych zawodników miała impreza zakrapiana alkoholem. Wprawdzie nie padły żadne nazwiska, lecz atmosfera wokół kadry zrobiła się kiepska. Wiele osób zastanawiało się, czy i jakie zostaną wyciągnięte konsekwencje wobec osób, które złamały zasady. Ostatecznie skończyło się na pogrożeniu palcem ze strony selekcjonera i karach finansowych. Zawodnicy dostali drugą szansę i tylko od nich zależy, jak ją wykorzystają, ponieważ kolejnej mieć nie będą, o czym poinformował Adam Nawałka na konferencji prasowej otwierającej zgrupowanie przed meczami z Rumunią i Słowenią. Tak więc w piątek liczą się tylko i wyłącznie trzy punkty, które pozwolą nam na spokojną zimę i przystąpienie do dalszej rywalizacji z pozycji lidera swojej grupy. Cel jest jasny - awans na mistrzostwa świata. Jego brak po tak udanym Euro będzie sporym rozczarowaniem.

autor: Paweł Nowakowski zobacz inne artykuły tego autora
Więcej sportu
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: