SPORT Piłka nożna Sporty walki Tenis Sportowcy Inne sporty Tabele Żagle Tour de Pologne 2017
Sport piłka nożna piłka nożna Siedział za zlecenia zabójstwa kochanki, teraz znalazł nowy klub. Sponsorzy uciekli

Siedział za zlecenia zabójstwa kochanki, teraz znalazł nowy klub. Sponsorzy uciekli

14.03.2017, godz. 18:05
Bruno, Brazylia, piłka nożna
foto: EAST NEWS

Bruno był wielką nadzieją brazylijskiej piłki nożnej. Kilka lat temu, gdy grał we Flamengo, postrzegano go jako jednego z najlepszych bramkarzy w Kraju Kawy. W 2010 roku złamał jednak swoją karierę i całe życie. Sąd uznał, że zlecił zabójstwo swojej kochanki i skazał na dwadzieścia dwa lata więzienia. Po siedmiu latach, przynajmniej chwilowo, wyszedł na wolność i od razu podpisał kontrakt z drugoligowym klubem. Tym samym podzielił środowisko skupione wokół nowego pracodawcy. Kilku sponsorów natychmiast wycofało się z dofinansowywania zespołu Boa Esporte.

Dramat Bruno zaczął się w 2010 roku. W lutym tego roku Eliza Samudio, która marzyła o karierze modelki, urodziła syna Bruninho. Kobieta utrzymywała, że ojcem dziecka jest bramkarz. Piłkarz marzył wówczas o występie na mistrzostwach świata w swoim kraju w 2014 roku i znajdował się cały czas w polu zainteresowań selekcjonera "Canarinhos". Niespełna pół roku później wszystkie jego plany legły w gruzach. Samudio i dziecko zniknęli, a głównym podejrzanym stał się golkiper. Trafił do aresztu na trzy lata, a później odbył się głośny proces. Ostatecznie skazano go na dwadzieścia dwa lata więzienia.

Mimo, że Bruno nie przyznał się do zarzucanych czynów, to został uznany za winnego. Pod koniec ubiegłego miesiąca, po siedmiu latach za kratami, udało mu się wyjść na wolność. Sąd uznał, że na czas rozpatrzenia odwołania od wyroku jest to uzasadnione. Tym bardziej, że brazylijski wymiar sprawiedliwości był dość opieszały i przez dobre kilka lat nie rozpatrzył pisma złożonego przez skazanego. Bruno w placówce Santa Lucia nie próżnował. Ciężko trenował i podejmował pracę, by zasłużyć na przychylność sądu.

Tuż po wyjściu na wolność bramkarz podpisał kontrakt z drugoligowym Boa Esporte. Władze klubu po podpisaniu umowy zaznaczyły, że wiążą się z człowiekiem a nie kryminalistą. Również sam zainteresowany podkreślał, że jest inny niż wcześniej. - Ludzie płakali przeze mnie. Sprawiłem, że cierpieli. Sam też cierpiałem. Chcę walczyć o powrót - mówił jakiś czas temu w rozmowie z "Globo". Na nieszczęście zarówno klubu, jak i piłkarza, do tych opinii nie przychylają się inni. Kilku sponsorów Boa Esporte już wycofało swój kapitał z piłki.

autor: Jakub Waśko zobacz inne artykuły tego autora
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: