SPORT Piłka nożna Sporty walki Tenis Sportowcy Inne sporty Tabele Żagle Tour de Pologne 2017
Sport piłka nożna polacy za granicą Robert Lewandowski zastrzegł się, żeby go inni nie okradali!

Robert Lewandowski zastrzegł się, żeby go inni nie okradali!

21.01.2017, godz. 14:13
Robert Lewandowski
Robert Lewandowski foto: Andrzej Lange/Super Express

Wizerunku Roberta Lewandowskiego (29 l.) oraz jego logo "RL" nie można sobie ot tak wykorzystać. Najlepszy polski piłkarz wziął przykład z innych gwiazd sportu i zastrzegł swój znak towarowy. Chodziło o to, żeby nie zdarzyła się sytuacja, że ktoś bezprawnie skorzysta z logo, a przy okazji na tym zarobi.

Logo "RL" było długo i pieczołowicie przygotowywane.

- Cała operacja trwała około trzech miesięcy. Pracowało przy tym kilka osób, każdy miał prawo się wypowiedzieć i podzielić się swoimi uwagami - mówi Tomasz Zawiślak, przyjaciel i wspópłracownik Lewandowskiego. - Ostateczne zdanie należało do Roberta. Finalnie dostał kilka propozycji i tę wybrał. A zastrzeżenie logo to bardziej była nasza decyzja. Od tego Robert ma sztab ludzi, żeby za niego załatwiali takie sprawy. Bardziej my się zajmujemy jego wizerunkiem, niż on się martwi, co ma zastrzegać.

Pełnomocnicy Roberta zarejestrowali znak towarowy w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) z siedzibą w Alicante (kosztuje to tysiąc euro). Od tego momentu nikt nie może korzystać z jego logo.

- Jeśli ktoś na przykład wyprodukuje bieliznę, posługując się znaną na rynku nazwą, ale napisze to na produkcie inną niż w oryginale czcionką, to firma też ma prawo go pozwać. Tak samo jest z logo "RL". Na przykład jeśli ktoś wypuści napój izotoniczny z napisem RL, to możemy pójść z tym do sądu - tłumaczy.

Zdarzały się problemy z wykorzystywaniem wizerunku Lewandowskiego przy okazji promocji produktów.

- Była taka sytuacja m.in. z perfumami, że umieszczono zdjęcie Roberta na opakowaniu. Na szczęście to wyjątki. Każda sprawa jest traktowana indywidualnie. Jeśli coś się wydarzy, siadamy i zastanawiamy się, czy idziemy z tym do sądu, czy nie. Na razie takiego przypadku nie mieliśmy - podkreśla Zawiślak.

Więcej sportu
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: