SPORT Piłka nożna Sporty walki Tenis Sportowcy Inne sporty Tabele Żagle Tour de Pologne 2017
Sport piłka nożna polacy za granicą VIDEOBLOGI SE: Piotr Koźmiński. Lewandowski został niemieckim emerytem

VIDEOBLOGI SE: Piotr Koźmiński. Lewandowski został niemieckim emerytem

01.08.2017, godz. 19:55
Źródło: Kamil Kacperczyk

W trakcie kariery często jest pięknie. Gole, emocje, duże zarobki. Ale co potem? Czy piłkarz ma prawo do emerytury skoro przestaje zarabiać? W różnych krajach różnie to wygląda. Robert Lewandowski jest już niemieckim emerytem. Ale najlepiej rozwiązali to w Holandii. System jest tam tak dobry, że w ślady piłkarzy chcą iść tamtejsze… prostytutki.

U Niemców pięć lat wystarczy

W większości krajów piłkarze nie stanowią uprzywilejowanej grupy pod względem emerytalnym. Muszą czekać standardowo do wieku plus 60 i dopiero wtedy otrzymują świadczenia. W różnych krajach różnie jednak wyglądają warunki uzyskania emerytury. Jeśli chodzi o Niemcy to świadczenia emerytalne można już uzyskać po pięciu przepracowanych tam latach. I nieważne czy jesteś Niemcem, Polakiem, czy Grekiem. Pięć lat opłacanych składek za naszą zachodnią granicą oznacza, że po osiągnięciu wieku emerytalnego należy się świadczenie od niemieckiego ZUS. Czyli, Robert Lewandowski jest już… niemieckim emerytem, bo gra w tym kraju ósmy rok . Na szczęście wszystko wskazuje  na to, że w dalekiej przyszłości „Lewy” nie będzie jednak  musiał czekać z niecierpliwością na przelew niemieckiej emerytury, bo zarabia gigantyczne pieniądze, dużo inwestuje i już jest zabezpieczony na całe życie. Ale… wiadomo, że wielu piłkarzy podchodziło i podchodzi do życia bardziej lekkomyślnie niż Lewy. A jeśli tak, to najlepiej dla nich samych, żeby grali w Holandii lub Belgii.

Robert Lewandowski jest już niemieckim emerytem, ale i bez tego w przyszłości będzie zarabiał krocie

Odkładasz po 5225 euro miesięcznie i potem masz spokój

Piłkarze w Holandii muszą obowiązkowo odkładać sporą część pieniędzy z kontraktów, dzięki czemu zbiera im się całkiem spora suma. „A mogą ją ruszyć dopiero po zakończeniu kariery, po 34. roku życia” – precyzuje mi holenderski trener Robert Maaskant.

Ten system nazywa się CFK, to fundusz pomostowy dla piłkarzy i kolarzy. W zależności od wysokości zarobków piłkarz obowiązkowo odkłada na niego określoną kwotę. Jeśli jego zarobki wynoszą między 2167-3467 euro miesięcznie, to 15% tej kwoty musi być odłożona w ramach CFK. Jeśli pobory są na poziomie 3467-4767 euro, to 20% idzie na CFK. A z zarobków powyżej 4767 euro miesięcznie, na CFK idzie aż 30 procent, przy czym jest też pułap maksymalny: to 5225 euro miesięcznie. Rocznie zawodnik może więc odłożyć 66 300 euro. Jeśli gra przez 15 lat daje to daje to sumę 994 500 euro, czyli bardzo duże pieniądze na nowy start. Po zakończeniu kariery piłkarz w Holandii ma dwie możliwości: albo wypłacić uzbieraną kwotę jednorazowo, albo rozłożyć sobie na mniejsze (na przykład miesięczne) części, które mogą być pobierane maksymalnie przez 20 lat.

- Ten system jest bardzo dobry, choć oczywiście zawsze znajdą się tacy, którzy mają inny pomysł na obracanie swoimi pieniędzmi. W Holandii głośny był przypadek braci De Boer, którzy próbowali z tym walczyć – opowiada Robert Maaskant, były trener Wisły. – Frank i Ronald uznali, że nie chcą odkładać 30% w ramach funduszu, bo wolą inaczej inwestować pieniądze, na przykład w nieruchomości. Ale nie dostali zgody na „wyłamanie się” z systemu, usłyszeli, że to kolektywna umowa i nie może być od niej wyjątków – precyzuje Maaskant, który właśnie rzucił profesjonalną piłkę i założył Biuro pośrednictwa pracy w Amsterdamie dla studentów.

Jerzy Dudek: To najlepszy system na świecie

Zaletę holenderskiego systemu chwalą też Polacy, którzy mieli z nim do czynienia i są jego beneficjentami. – Gdy ja grałem, w latach 70-tych, to wyglądało to inaczej, te sprawy dopiero raczkowały, ale to świetna sprawa – mówi mi Janusz Kowalik, który robił kiedyś furorę w lidze holenderskiej, walcząc o koronę króla strzelców z samym Johanem Cruyffem. – Przez te wszystkie lata dość się napatrzyłem na tragedie i ruinę eks piłkarzy. Weźmy na przykład byłą gwiazdę Ajaksu, Wima Kiefta. Po zakończeniu kariery wszystko stracił. Nie to, że jest na zero. On ma milionowe długi!  Dostał pomoc socjalną, część pieniędzy może wydawać na swoje potrzeby, ale pozostała idzie na spłatę należności.

Były bramkarz Feyenoordu nie może się nachwalić holenderskiego systemu

Również Jerzy Dudek, który wielką międzynarodową karierę zaczynał w Holandii, bardzo chwali tamtejszy system emerytalny. – Holandia jest najlepszym przykładem! To jedyna szansa na unikanie bankructw i tragedii piłkarzy po karierze. Sam na to przeklinałem, a teraz wiem, że to najlepsze co może być – mówi mi Dudek. – W Holandii generalnie cudzoziemiec może mieć z górki pod niektórymi względami. Ja na przykład dostałem przywilej płacenia niższego podatku. Nie 51% jak mieli wtedy miejscowi, a 35%, bo podciągnięto mnie pod osoby, które wnoszą coś nowego i wzbogacają kulturę Holandii. Dotyczy to piłkarzy, aktorów, lekarzy itd…

Prostytutki też tak chciały

Rozwiązanie, które objęło piłkarzy i kolarzy bardzo spodobało się holenderskim… prostytutkom. W tym kraju pracują one na normalnych zasadach, ten zawód jest zalegalizowany. Zabronione jest jedynie zmuszanie do nierządu. Panie uprawiające najstarszy zawód świata są ubezpieczone, mają takie same prawa jak przedstawiciele innych profesji. Ale… W 2013 roku zrobiło się głośno o tym, że chciałyby mieć takie same prawa jak piłkarze i kolarze, czyli system, który pozwoliłby im pobierać emeryturę zaraz po wycofaniu się z profesji. Prawnik reprezentujący wspomniane panie tłumaczył, że podobnie jak piłkarzom, tak i prostytutkom ciężko jest pracować po 40-tce, a oba zawody to ciężka, fizyczna praca. Adwokat walczący o ich prawa do specjalnego funduszu tłumaczył, że klienci wolą młodsze panie, a koneserów 40+ jest stosunkowo niewielu, co praktycznie wyklucza możliwość zarobkowania. O sprawie pisały media w wielu krajach, ale potem sprawa ucichła, więc, jak się wydaje, wszystko w tym sektorze zostało po staremu.

Holenderskie prostytutki chciały być jak tamtejsi piłkarze

W Belgii dają piłkarzowi drugie życie

Podobny system jak w Holandii, obowiązuje w Belgii, z tą różnicą, że pieniądze najczęściej wypłacane są jednorazowo po zakończeniu kariery.
- Warunki są dwa: musisz skończyć 35 lat i nie grać już w piłkę – mówi mi jeden z byłych reprezentantów Belgii. – To świetny system, wielu moim kolegom dał drugie życie. Wiadomo jak to jest w trakcie kariery, nie każdy myśli o przyszłości, mając 20 lat. A to drogie samochody, imprezy, rozwody… Pieniądze szybko się rozchodzą, dlatego taki zastrzyk z systemu emerytalnego pozwala na złapanie bardzo głębokiego oddechu. U nas na fundusz idzie do 30 procent wypłaty, ale można tam też przerzucać premie. To  jest dobre również dlatego, że praktycznie nie ma opodatkowania. Pieniądze na funduszu procentują, przy ich odbiorze wprawdzie płacisz podatek, ale jest on na tyle niski, że pokrywa go to, co urosło dzięki oprocentowaniu w trakcie lat oszczędzania. Upraszczając: to co włożyłeś, wyjmujesz, to jakby kasa netto – opowiada mi Belg.

Oczywiście i w Belgii zdarza się, że piłkarze tracą pieniądze w trakcie kariery, a potem wcale nie mądrzeją. Znane są przypadki, w których byli zawodnicy, nie mogąc się dobrać do pieniędzy z funduszu (nie mieli jeszcze 35 lat), zapożyczali się na konto wypłaty emerytury. I gdy tylko kończyli 35 lat, wypłacali kasę, którą tak naprawdę już wcześniej stracili.

- Na szczęście tych przypadków aż tak wielu nie ma. Bo ten system ma w sobie jeszcze jedną mądrość: gdy masz 20 lat, wydaje ci się, że jesteś i zawsze będziesz panem świata. Nie myślisz, a wydajesz. Gdy jednak przekroczysz 30-tkę, wtedy zaczynasz doceniać to, że te pieniądze tam leżą, że zmusili cię do ich odkładania. One tam są bezpieczne nawet przed tobą samym, jeśli masz jakiś problem. A gdy masz już 35 lat i karierę za sobą, wtedy mówisz: jakie to mądre. Dostajesz często kilkaset tysięcy euro i możesz spokojnie funkcjonować – mówi mi jeden z belgijskich beneficjentów tego systemu.

Polska? Były piłkarzu: radź sobie sam!

A jak jest w Polsce? Mówiąc kolokwialnie: po zakończeniu kariery piłkarz musi sobie radzić sam. Nie należy do żadnej uprzywilejowanej grupy, czyli nie może liczyć na wcześniejszą emeryturę. Dostanie świadczenie dopiero gdy skończy 65/67 lat i będzie miał 25 przepracowanych lat (jeśli tych naliczonych lat jest mniej to  może otrzymać tylko coś na kształt emerytury cząstkowej).
Co więc robić, gdy przestaje być pięknie, gdy już nie strzela się goli, nie broni rzutów karnych czy nie zalicza pięknych asyst? Wtedy na myślenie o ekonomii często jest już za późno… Myśleć o przyszłości piłkarz MUSI wcześniej, najlepiej od razu po tym jak zaczyna zarabiać większe pieniądze. Jednym z ludzi, którzy pracują nad tym, aby zawodnik po karierze nie został z niczym jest Michał Jonczyk, były piłkarz Górnika Zabrze, który przedwcześnie zakończył grę z powodu kontuzji. Jonczyk założył firmę EduSport, która obsługuje oraz edukuje piłkarzy pod wieloma względami.

- Na szczęście poziom świadomości u naszych graczy się podnosi – mówi mi Michał. – Ostatnio jeden z menedżerów powiedział, że teraz  w szatni coraz częściej gracze licytują się, kto ma więcej mieszkań. Wcześniej licytacja dotyczyła głównie tego kto ma więcej samochodów.

Polskim piłkarzom z pomocą może przyjść Michał Jonczyk

EduSport zapewnia piłkarzom wsparcie w obszarze sportowym tj. trening mentalny, trening motoryczny, trening piłkarski czy dietetyka, obszarze prawnym, podatkowym, wizerunkowym no i przede wszystkim uczy graczy jak zarządzać pieniędzmi

- Proponujemy zawodnikom bezpieczne lokaty, depozyty. Jeśli chodzi o inwestycje, to jest oczywiście sporo możliwości. Na pewno warto wkładać pieniądze w nieruchomości, a jeśli ma się ich już kilka, a  na koncie wciąż dużą nadwyżkę, to wtedy proponujemy na przykład inwestycje w start-upy. Tylko że to już jest dla zawodników na wyższym poziomie finansowym. Mówimy tu o czołówce ekstraklasy i naszych piłkarzach z ligi zagranicznych. To trochę droga Roberta Lewandowskiego, który też zainwestował w start upy. Tylko że jak mówię: to widzę raczej jako kolejny etap, bo jednak te inwestycje niosą ze sobą ryzyko. Dlatego warto w nie wchodzić wtedy, gdy jest się już zabezpieczonym.

Kiedy odpada kokon bywa już za późno

Przejście piłkarza „na drugą stronę”, czyli koniec kariery to często bardzo trudny moment.

- Bo zawodnik ma przez kilkanaście lat zorganizowane życie, o nic nie musi się martwić. Sprawy sportowe, finansowe itd.. – wszystkim zajmuje się klub, a sprawy domowe są najczęściej domeną żony czy partnerki. Zawodnik żyje w takim kokonie, który po zakończeniu kariery odpada. I co wtedy? Do emerytury ma jakieś 30 lat. Był panem piłkarzem, więc nie pójdzie pracować do kawiarni czy do sklepu. A liczba posad trenerskich czy dyrektorów sportowych jest przecież ograniczona. Dlatego niezbędne jest planowanie swojego życia po karierze na długo przed jej zakończeniem.

Jonczyk pracuje teraz nad ciekawym projektem: - Jestem po pierwszych rozmowach z ministerstwem sportu i Polskim Związkiem Piłkarzy. Chcielibyśmy stworzyć program wspierający edukację zawodników. Chodzi o kursy z umiejętności miękkich i twardych, ukierunkowanych na prowadzenie własnej firmy w przyszłości, o staże biznesowe czy naukę zarządzania własnymi finansami - takie trzy filary, na których chcemy budować przyszłość piłkarzy.

Firma Jonczyka współpracuje obecnie z kilkudziesięcioma piłkarzami. – Cały czas zgłaszają się do nas kolejni, szukający porad finansowych, prawnych czy podatkowych. To fajny sygnał, bo świadczy o tym, że nasza renoma rośnie.

Według Jana Tomaszewskiego polski ZUS to instytucja z kosmosu

A jak wygląda sytuacja emerytalna byłych polskich piłkarzy, tych, którzy grali za czasów PRL? Jak się okazuje, wcale nie za ciekawie. – W wielu przypadkach koledzy nie mają emerytur, bo ZUS to jest instytucja z kosmosu! – denerwuje się Jan Tomaszewski. – Wiadomo, że w PRL nie było kontraktów profesjonalnych, ale przecież piłkarze byli zatrudniani w różnych zakładach pracy. I te składki były płacone. A mimo to, z tego co się orientuję, o te emerytury jest ciężko. Bo te zakłady są w wielu przypadkach już polikwidowane, trudno o zaświadczenia, choć jest przepis, że wystarczy dwóch wiarygodnych świadków, aby potwierdzić zatrudnienie danej osoby w zakładzie pracy. Tyle że to i tak się komplikuje z różnych powodów. PZPN  też próbował podziałać, wystawiając zaświadczenia, ale i to nie pomaga. W ZUS wiedzą „lepiej” i efekt jest taki jak mówię: wielu ludzi ze środowiska nie ma żadnej emerytury! – denerwuje się Tomaszewski.

W Hiszpanii renta albo do roboty!

Wydaje się, że na polu ubezpieczeń sporo do powiedzenia powinny/mogłyby mieć związki zawodowe piłkarzy. Ten w Hiszpanii (AFE) kilka razy próbował opracować coś na kształt zabezpieczenia emerytalnego, ale zawsze kończyło się na planach. Co więc dzieje się tam z piłkarzem po zakończeniu kariery?  Wytłumaczył mi to Rafał Lebiedziński, w przeszłości dziennikarz, a obecnie przedstawiciel La Liga na Polskę.

- Zawodowi piłkarze, tak jak reszta zawodowych sportowców, od 2013 są wpisani w Regimen General de Seguridad Social z 1986 roku. Kiedy są czynnymi zawodnikami i grają w La Liga, płacą max składki ZUS czyli 3.751,20€ miesięcznie. Kiedy kończą profesjonalną karierę, to wielu kieruje się do Tribunal Supremo, żeby uzyskać rentę inwalidzką (incapacidad permanente total) w związku z niemożnością kontynuowania kariery przez liczne kontuzje albo konkretny uraz (przykłady Lopetegui, Amunike, Velez etc.). Ta renta to 55% składki odprowadzanej do ZUS. Po ukończeniu 55 lat renta wzrasta do 75% składki i tak aż do 67 roku, kiedy piłkarz wchodzi w wiek emerytalny. Rentę (jej maksymalna wysokość to 1800 €) można łączyć z normalną pracą, na przykład trenerską. W Hiszpanii osiąga się wiek emerytalny w wieku 67 lat albo 65 lat i 38 lat i 6 miesięcy odprowadzanych składek – tłumaczy Lebiedziński.

Po rentę z reguły zgłaszają się piłkarze, którzy nie radzą sobie finansowo po karierze, albo nie mają pomysłu na dalsze funkcjonowanie. Gwiazdy, jak  na przykład Carles Puyol, odpuszczają chodzenie po sądach, choć były kapitan Barcelony, ze względu na ciężką kontuzję kolana, nie miałby problemów z uzyskaniem takiego świadczenia.

Gilewicz: piłkarzu pomyśl co będzie za 15 lat!

Wspomniane wyżej rozwiązanie belgijsko-holenderskie bardzo podoba się Radosławowi Gilewiczowi, który większą część kariery spędził akurat w Austrii. – Gdy słucham o tym systemie, to aż mi żal, że nigdy mnie nie objął, bo nie funkcjonuje w Szwajcarii, Niemczech i Austrii, czyli tam gdzie grałem – mówi mi Gilewicz. - To co wymyślili Holendrzy jest super, bo chroni nieodpowiedzialnego piłkarza przed nim samym. Poza tym młodość… Każdy ma kiedyś 20 lat, a ciężko tak młodemu człowiekowi wytłumaczyć, że musi już wtedy myśleć o przyszłości. Ale korzystając z okazji apeluję do młodszych kolegów: nie myślcie o tym, co będzie jutro, pojutrze. Myślcie o tym, co będzie za 10-15 lat! Wtedy docenicie wszystkie wcześniejsze wysiłki, aby zabezpieczyć swoją przyszłość.

Gilewicz żałuje, że nie grał w kraju z tak dobrym systemem emerytalnym jak Holandia

Jednym z zabezpieczonych graczy jest Jacek Bąk, który przez wiele lat zarabiał duże pieniądze między innymi we Francji i w Katarze. – Należy mi się francuska emerytura, bo grałem tam 10 lat. Ale dopiero, gdy osiągnę wiek emerytalny, czyli grubo powyżej 60 lat. No więc albo się dożyje, albo nie – mówi mi Bąk. – Jaka będzie wysokość tej emerytury? Kiedyś widziałem jakieś wyliczenia, powinno to być kilka tysięcy euro miesięcznie – przyznaje były reprezentant Polski.

W Anglii też można odkładać, ale dobrowolnie

Na koniec jeszcze jeden kraj, Anglia, czyli kolebka futbolu. O tym jak wyglądają tam sprawy emerytalne opowiedział mi Tomasz Kuszczak. – Kiedy przyjechałem do Anglii w 2004 roku obowiązywały inne zasady niż teraz. Wtedy było coś na kształt funduszu, ale wpłaty były DOBROWOLNE. W sumie fundusz jest do dziś, ale działa na innych zasadach. Zawodnicy, którzy trafili do profesjonalnej piłki na Wyspach przed 2006 rokiem, mogli wpłacać część pieniędzy na fundusz i wypłacić je po ukończeniu 35. roku życia. Teraz to się znacznie wydłużyło, możesz wybrać pieniądze dopiero po 55. roku życia. Maksymalna kwota wpłat to 40 tysięcy funtów rocznie – opowiada bramkarz Birmingham. To oznacza, że profesjonalny piłkarz na Wyspach, odkładający przez 15 lat te pieniądze może zaoszczędzić 600 tysięcy funtów. Spory pieniądz, który dla wielu po karierze jest jak zbawienie. – Jest jedna furtka, aby użyć tych pieniędzy wcześniej. Warunkiem jest ich wykorzystanie na działalność biznesową. Nie można więc z tej kasy kupić sobie domu z basenem, ale można kupić coś, co da profity: na przykład salon fryzjerski, jakąś halę. I jeszcze jedna ciekawostka: jeśli za jakiś czas sprzedasz wspomniany salon, to nie możesz tych pieniędzy schować do kieszeni. One mają wrócić do kasy funduszu i albo czekać tam na ciebie aż osiągniesz odpowiedni wiek do ich wypłaty, albo przydać się do kolejnej inwestycji. A co ja sądzę o tym systemie? Nie jest zły, ale nie skorzystałem z niego. Mam inny pomysł na inwestowanie pieniędzy. Wadą tego rozwiązania jest to, że często zmieniają się zasady. Zgadzam się natomiast, że najlepszy na świecie jest ten system holenderski. Mam tu w zespole piłkarza z Holandii, który całą wcześniejszą karierę spędził właśnie w tym kraju. I mówił, że jeszcze nikt w świecie piłki nie wymyślił nic lepszego niż to co zaproponowali Holendrzy – kończy Kuszczak.

Bramkarz Birmingham ma inny pomysł na inwestowanie pieniędzy

Czy inni pójdą ich śladem? – U nas wcześniej nie funkcjonowały żadne fundusze, izraelscy piłkarze nie dostawali nic po karierze. Dopiero teraz coś się zaczyna dziać i jest pomysł, aby wprowadzić obowiązkowe składki, które pomogą złapać drugi oddech kiedy już się nie gra – mówi mi jeden z izraelskich dziennikarzy piszący o piłce.
Osobiście nie mam wątpliwości: ten system jest godny polecenia i skopiowania. Na pewno pomógłby piłkarzom uniknąć wielu życiowych dramatów…

autor: Piotr Koźmiński zobacz inne artykuły tego autora
Więcej sportu
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: