SPORT Piłka nożna Sporty walki Tenis Sportowcy Inne sporty Tabele Żagle Rio 2016
Sport piłka nożna polacy za granicą Waldemar Kita: Kibice Nantes nazywają mnie śmierdzącym Polakiem

Waldemar Kita: Kibice Nantes nazywają mnie śmierdzącym Polakiem

09.11.2016, godz. 08:57
Nazywają mnie śmierdzącym Polakiem
Waldemar Kita foto: AP Archiwum

Te obrazki pokazywała cała piłkarska Europa. W trakcie sobotniego meczu Nantes - Toulouse grupa 100 zamaskowanych pseudokibiców Nantes próbowała dostać się do loży polskiego prezesa i właściciela klubu Waldemara Kity (63 l.). - Ci ludzie nie dają mi spokoju. Nachodzą mój dom, przezywają od śmierdzących Polaków. Czy ktoś musi zginąć na stadionie, żeby władze coś z tym zrobiły? - mówi w dramatycznym wywiadzie dla "Super Expressu" Kita.

"Super Express": - O co chodzi? Nie gracie dobrze, ale to nie powód, aby atakować prezesa.

Waldemar Kita: - Oni chcieliby, żeby Nantes najlepiej grało w Lidze Mistrzów. Ja też bym chciał, ale przecież nie wszystko ode mnie zależy. Nie jestem trenerem, nie występuję na boisku, nie będę zmieniał szkoleniowca co miesiąc. Wyniki nie są najlepsze, ale idźmy krok po kroku. Gdybym 10 lat temu nie kupił tego klubu, to może by już nie istniał albo pałętał się po niższych ligach. Poza tym części z tych chuliganów nie podoba się to, że nie jestem z Nantes, że nie jestem Francuzem, ale Polakiem.

- Naprawdę pojawia się ten argument, że nie chcą Polaka?

- Oczywiście, że się pojawia. Przecież sobotni atak na stadionie nie był pierwszy. Ci ludzie pojawiali się pod moim domem, pod domem moich teściów, pod moim domem pod Paryżem nawet! Zostawiali napisy typu "jesteś śmierdzącym Polakiem", "wynoś się stąd", "Kita - polska mafia". Francja to piękny kraj, cudownie tu żyć, większość Francuzów to świetni ludzie, ale w Nantes jest grupka, której nie podoba się, że klubem rządzi Polak.

- "Czy ktoś musi zginąć, żeby ktoś inny w końcu zareagował?" - to pańskie, ostre, słowa.

- Tak, bo mamy do czynienia z biernością wyżej postawionych policjantów i lokalnych władz. OK, policja na stadionie zrobiła swoje, ale ich przełożeni od dawna nie kiwnęli palcem. Co z tego, że agresorzy są zatrzymani, skoro następnego dnia się ich wypuszcza? W Paryżu był ten sam problem i dopiero gdy zginęło kilka osób, zrobiono porządek. Czy na to czekamy w Nantes?!

- Boi się pan o życie?

- Nie, strachliwy nie jestem, poza tym mnie chronią. Boję się o innych na stadionie, tam były dzieci, które bardzo się przejęły tym atakiem, petardami. W takiej sytuacji łatwo o panikę i nieszczęście. Ja się nie ugnę. Nie będą mnie gnojki zastraszały. Jak trzeba będzie się bić, to będę się bił. Bo o swoje idee bić się warto.

- Dużo pan zainwestował w Nantes przez te 10 lat?

- Około 100 mln euro.

- To może lepiej zainwestować w Polsce? Kiedyś przymierzał się pan do Wisły.

- Tak, ale właściciel nie chciał jej sprzedać. To było właśnie wtedy - albo Wisła, albo Nantes. Nie mówię "nigdy", niemniej trudno byłoby mieć klub w Polsce, a mieszkać we Francji.

- A jak pan oceni Mariusza Stępińskiego, o którego tyle pan walczył?

- Prawie dwa miesiące, kosztowało mnie to nawet część wakacji (śmiech). Jest nieźle, strzelił trzy bramki. Musi się jeszcze sporo nauczyć, ale czuje się tu dobrze. Ostatnio dał nam wyrównanie, robi postępy. Myślę, że będzie grał i w Nantes, i w polskiej kadrze.

- Ma pan też nowy biznes, zajmuje się pan wydłużaniem penisów. Jak idzie?

- Bardzo dobrze. Wiem, że w Polsce się z tego śmiano, ale niesłusznie. To poważny problem, a seks w życiu człowieka odgrywa bardzo dużą rolę. "Jak się ma małego, to chce się mieć dużego". To naturalne. I my pomagamy to zrealizować.

autor: Rozmawiał Piotr Koźmiński zobacz inne artykuły tego autora
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: