SPORT Piłka nożna Sporty walki Tenis Sportowcy Inne sporty Tabele Żagle
Sport piłka nożna reprezentacja Reprezentant Polski z MŚ 2002: Muszę pracować do 65. roku życia na marną emeryturę

Reprezentant Polski z MŚ 2002: Muszę pracować do 65. roku życia na marną emeryturę

18.05.2017, godz. 12:22
Paweł Sibik
Paweł Sibik foto: Super Express

Paweł Sibik to człowiek, o którym w 2002 roku mówiło się bardzo dużo. Ówczesny selekcjoner reprezentacji Polski, Jerzy Engel, zdecydował, że zabierze zawodnika Odry Wodzisław Śląski na turniej, odbywający się w Korei i Japonii. Wydawało się, że to przepustka do wielkiej kariery. Po latach z przygody z kadrą Sibikowi zostały tylko piękne wspomnienia. Obecnie musi ciężko pracować na emeryturę, która nie będzie zbyt pokaźna.

Na początku poprzedniej dekady Paweł Sibik uchodził za jednego z najlepszych piłkarzy w Ekstraklasie. O występującego w Odrze Wodzisław Śląski walczyła między innymi Legia Warszawa. Działacze nie chcieli jednak słyszeć o transferze swojej gwiazdy i blokowali każdą ofertę za pomocnika. Sibik znalazł także uznanie w oczach selekcjonera Jerzego Engela. Prowadzący biało-czerwonych fachowiec przed mistrzostwami świata 2002 zdecydował się przebudować trochę drużynę i zabrał do Azji między innymi zawodnika Odry.

Piłkarz na mundialu zagrał krótko ze Stanami Zjednoczonymi. Mimo tego miał pełne prawo liczyć, że mimo ponad trzydziestu lat na karku uda się mu zrobić większą karierę. Przygodę z piłką kontynuował jeszcze jakiś czas na Cyprze, ale nie mógł zapomnieć Wodzisławia Śląskiego. Odra do dziś zalega mu z wypłatą należnych pieniędzy, a najgorsze jest to, że formalnie były pracodawca Sibika... nie istnieje. - Mnóstwo kasy się rozpłynęło. Do dziś nie mam w ZUS uregulowanych pewnych spraw i nawet nie potrafię udowodnić, że to nie moja wina. Nie ma klubu, nie ma papierów, nie ma niczego. Będę pracować do 65. roku życia, a potem otrzymam marną emeryturę - powiedział w przejmującym wywiadzie dla sport.tvp.pl.

Po zakończeniu sportowej kariery Paweł Sibik osiadł w Dzierżoniowie i tam stara się być jak najbliżej piłki. Zajęć ma jednak mnóstwo i, żeby związać koniec z końcem, musi pałać się wykonywaniem obowiązków w kilku miejscach. – Jestem wiceprezesem Lechii Dzierżoniów, dyrektorem szkółki piłkarskiej, szefem szkolenia i członkiem zarządu w OZPN Wałbrzych. Zostałem też członkiem szkolenia Dolnośląskiego ZPN. Mam dużo zajęć, dla nikogo nie stanowię zagrożenia. Brakuje mi tylko czasu - podkreślił.

autor: Jakub Waśko zobacz inne artykuły tego autora
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: