SPORT Piłka nożna Sporty walki Tenis Sportowcy Inne sporty Tabele Żagle Rio 2016
Sport piłka nożna Zbigniew Boniek dla SE: Nienawiść i haki nie mogły dać wygranej

Zbigniew Boniek dla SE: Nienawiść i haki nie mogły dać wygranej

31.10.2016, godz. 08:04
Zbigniew Boniek
Zbigniew Boniek foto: CYFRASPORT

Zbigniew Boniek (60 l.) bez trudu zapewnił sobie drugą kadencję na stanowisku prezesa PZPN, nokautując Józefa Wojciechowskiego (99 głosów do 16). "Zibi" będzie zarządzał związkiem do 2020 roku. Potem piłkarska centrala będzie miała nowego szefa, bo prawo nie przewiduje trzeciej kadencji.

"Super Express": - Czy to nie było tak, że gdy usłyszał pan, kto jest kontrkandydatem, to się pan zaśmiał? Józef Wojciechowski po tym, co się stało z Polonią, nie miał szans odbudować wizerunku.

Zbigniew Boniek: - Mógłbym wymienić 100 tysięcy firm czy stowarzyszeń na świecie, które są dobrze zarządzane i nikt inteligentny się nie pcha, żeby zmieniać tam władze. No a pan Wojciechowski dał się "wypuścić". Gdy analizowałem go od pierwszego dnia, bo analizować przeciwnika trzeba, to zrozumiałem, że wybrał złą drogę. Nie wiedział, co znaczy być prezesem PZPN, mówiąc o kredytach, obligacjach. Takich rzeczy statut PZPN nie dopuszcza, FIFA tym bardziej nie zezwala na bezpośrednie finansowanie klubów. Poza tym żadna kampania oparta na nienawiści czy hakach nigdy nie była zwycięska. Myślę, że w ostatnich dniach pan Wojciechowski czuł, w którym kierunku to zmierza. Niby przychodzili do niego ludzie, zapewniali o poparciu, ale wydaje mi się, że nie czekał już na nic innego jak tylko na porażkę w głosowaniu o metodę wyboru prezesa i wyjście z sali. Bo gdyby nie wyszedł, to musiałby mówić 10 minut o tym, co chce zrobić, a nie był przygotowany. Widziałem, jaki był spięty. Ale nie czuję do niego awersji, wręcz przeciwnie - jest trochę szalony, ma szalone pomysły, ale to jednostka absolutnie pozytywna.

- Jest dla Wojciechowskiego miejsce w polskiej piłce? Parę klubów jest do przejęcia.

- Gdyby wyciągnął pewne wnioski z czasów Polonii, to tak. Ma pieniądze, mógłby zarządzać swoim klubem. Tylko że jego słabą stroną jest to, że daje się "wypuszczać". Gdy widzę, kto mu doradzał w Polonii i teraz... To nie są ludzie, którzy mają wizję.

- Przykre, że wybory skończyły się farsą.

- Większa farsa by była, gdyby Wojciechowski wrócił na salę. Ale dobrze zrobiliśmy, przeprowadzając głosowanie na dwóch kandydatów, bo to zamyka możliwość odwołań.

- Zamyka? Wojciechowski groził, że zaskarży do sądu wyniki, sugerując, że nie było tajności. Nie boi się pan tego?

- Nie tylko się nie boję, ale głośno się z tego śmieję. Wszystko odbyło się jak trzeba. Wojciechowski przegrał i tyle. Używając terminologii żużlowej, źle wyszedł spod startu i na pierwszym łuku wpadł w bandę.

- Co się wam nie udało w trakcie pierwszej kadencji?

- Nie ma niczego, co by się zupełnie nie udało. Nie awansowaliśmy do finałów Euro U-21, zabrakło 1,5 minuty.

- No ale to akurat nie zależało od PZPN.

- Ale to jest kadra PZPN. To my ją układamy, stwarzamy jej warunki, a potem wiadomo - są trener, zawodnicy. Czujemy się więc za nią odpowiedzialni.

- Za pierwszą kadrę chyba też? Czy ostatnia afera alkoholowa nie nadszarpnęła wizerunku Nawałki? Bo to pan zaczął wyjaśniać sprawę, a to tak, jakby dyrektor szkoły robił porządek za wychowawcę. A wychowawca albo wiedział i nie reagował, albo nie wiedział. Tak i tak źle.

- Nie wychodźmy z założenia, że czegoś nie wiedział, że to była jakaś kontynuacja czegoś. Reprezentacja nie przegrała 11 meczów o punkty, jest najwyżej w historii w rankingu. Nie dlatego, że balangują. To fajna grupa ludzi. Lubi, szanuje, kocha tego trenera. Ale to młodzi chłopcy, zdarza się czasem, że coś im "odleci" po pewnych sukcesach.

- Tylko że ten odlot mógł nas kosztować punkty z Armenią...

- No mógł, mógł, ale dzięki Bogu nie kosztował.

- Dzięki Bogu czy RobertowiLewandowskiemu?

- Nie mówmy też, że wszystko dzięki Lewandowskiemu. Robert też był w 2012 roku, a wiadomo, jak nam poszło. Kiedyś był Deyna, potem Boniek, a teraz Lewandowski. Jest kluczowym graczem, ale o sukcesie decyduje kolektyw. Choć ja rozumiem, że - zwłaszcza dla mediów - sukces musi mieć imię i nazwisko. Nie mamy nic przeciwko, aby to był Robert Lewandowski. Natomiast co do afery. To nie jest tak, jak niektórzy sugerują, że tam były "pawie" kontra "pawie". Niektórzy złamali kartę reprezentanta, a trener Nawałka zadecyduje, co z tym zrobić. Życie. Nie sądzę, aby pańskie dzieci, gdy dorosną, też we wszystkim i zawsze pana słuchały.

- Przed panem cztery lata w roli prezesa. Jaki ma pan plan na drugą kadencję?

- Chcemy poprawić jakość szkolenia w naszych akademiach, wrócić do tego, co kiedyś było naszą przewagą, czyli przygotowania fizycznego. Lewandowski, Krychowiak, Piszczek, Jędrzejczyk, Glik. 5 lat temu byli wątli, a teraz są superprzygotowani. Czyli można. Chcemy poprawiać sprawność, gibkość naszej młodzieży, bo coś z tym treningiem jest nie tak. Zrobiliśmy testy juniorom. Wielu z nich nie potrafi nawet wykonać skoku tygrysiego! A bez tego nie da się dobrze grać w piłkę. Chcemy zrobić suplement do Narodowego Modelu Gry, zimowy obóz dla zdolnych 13-14-latków. No i w dalszym ciągu podnosić jakość szkolenia trenerów.

autor: Rozmawiał Piotr Koźmiński zobacz inne artykuły tego autora
Więcej sportu
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: