SPORT Piłka nożna Sporty walki Tenis Sportowcy Inne sporty Tabele Żagle Rio 2016
Sport sporty walki boks ANDRZEJ KOSTYRA: Druga wojna Andrzej Gołota - Riddick Bowe

ANDRZEJ KOSTYRA: Druga wojna Andrzej Gołota - Riddick Bowe

29.05.2017, godz. 00:00
Źródło: Andrzej Kostyra

Powiem szczerze. Z tysięcy bokserskich walk – zarówno amatorskich jak i zawodowych - jakie oglądałem naocznie najpierw jako dziennikarz katowickiego Sportu, potem „Super Expressu” i na końcu jako komentator sportowy, żadna nie zapadła mi tak głęboko w pamięci jak II Wojna Andrzej Gołota – Riddick Bowe w Atlantic City 14 grudnia 1996. Pierwszy i jedyny raz w dziennikarskiej karierze byłem tak zdenerwowany, że po walce miałem kłopoty z odczytaniem własnych notatek, które robiłem w przerwach pojedynku. Tak drżały mi ręce - pisze w pierwszym odcinku swojego bloga Andrzej Kostyra, szef działu sportu "Super Expressu".

Gołota był już wtedy sławny. Jego pierwszy pojedynek z Bowe w Madison Square Garden 11 lipca 1996 zakończył się największą bójką w XX wieku, pokazywaną przez wszystkie telewizje świata. Andrew walczył fenomenalnie, wyglądał na najlepszego wówczas boksera na świecie w wadze ciężkiej. Jego ciosy raz po razie wstrząsały Bowe. Ale w 4. rundzie zadał cios poniżej pasa i został ukarany ostrzeżeniem. W 6. rundzie to samo i drugie ostrzeżenie. W 7. kolejny faul i trzecie ostrzeżenie Wayne'a Kelly'go równoznaczne z dyskwalifikacją.

No i się zaczęło. Jeden z członków ekipy Bowe (Jason Harris) zaatakował Gołotę wielkim jak pół cegły telefonem komórkowym (rana po tym uderzeniu wymagała potem 11 szwów). Ktoś inny uderzył Andrzeja, na co on odpowiedział ciosem. Trener Gołoty też został pchnięty, upadł na ring i został z niego wyniesiony na noszach. A Andrzej (jak potem wspominał) halę opuszczał z kijem baseballowym.

Nie widziałem tamtej walki na żywo, ale naoczny świadek robiący zdjęcia spod samego ringu polski fotoreporter Wojtek Kubik, opowiadał mi tak: - Tłukli się wszyscy. W ringu i na trybunach. W ringu obóz Gołoty z obozem Bowe, poza ringiem tak samo. Biali z czarnymi, czarni pomiędzy sobą, biali z białymi. Totalny zamęt. Widziałem jak George Foreman chronił komentatora HBO Larry'ego Merchanta, inny z komentatorów Jim Lampley uciekł gdzieś gdy zniszczono mu stolik komentatorski. Tylko słynny Michael Katz zasłaniał jedną ręką głowę, a drugą stukał w maszynę nadając korespondencję do redakcji.

Chyba się nie dziwicie, że rewanżowy pojedynek Gołota – Bowe wywołał wówczas kolosalne zainteresowanie. Ja byłem wówczas wysłannikiem „Sportu” (komentatorem telewizyjnym był Janusz Pindera), siedziałem w 4 czy 5 rzędzie, kilka metrów od ringu. O 23:38 miejscowego czasu zabrzmiał pierwszy gong. Pierwsza runda dla Gołoty, który zadał 26 celnych ciosów przy 14 Bowe'a. Jeszcze w miarę spokojnie.

W drugiej rundzie szał radości, prawy i lewy sierp Gołoty i Bowe jak w zwolnionym filmie ląduje na deskach. Wydaje się, że triumf Andrzeja jest przesądzony. Dopada rywala przy linach, pompuje cios za ciosem. Ale Bowe nie pada. Sfrustrowany Andrzej (chyba ze zdziwienia, że Amerykanin jeszcze stoi) wali go z byka, dostaje pierwsze ostrzeżenie od sędziego ringowego Eddiego Cottona i rozcina sobie lewy łuk brwiowy. Statystyka ciosów trafnych w tej rundzie przygniatająca dla Gołoty: 71 -11.

W trzecim starciu górą Bowe (ciosy celne 43-27). Amerykanin z premedytacją wali w rozcięty łuk brwiowy Andrzeja i rana się pogłębia. W narożniku Gołoty jest jednak jeden z lepszych fachowców cutmanów w biznesie Joe Souza i zatrzymuje krwawienie. Na krótko.

W czwartej rundzie dramat. Na deski leci Gołota, ale żeby go powalić Bowe potrzebuje aż 14 ciosów (z czego cztery pierwsze to prawe sierpy), goni Andrzeja po ringu. Cotton upomina Gołotę, żeby nie bił poniżej pasa, ale jakby rzucał grochem o ścianę...

Andrew znów bije przy linach Bowe'a 3 razy poniżej pasa i Cotton nie ma wyjścia. Drugie ostrzeżenie dla ”Foul Pole” jak nazwał Gołotę Michael Katz. W przerwie po tym starciu słychać jak Roger Bloodworth krzyczy do Gołoty „No more body punches” (żadnych ciosów w tułów). Statystyka ciosów w celu 41-29 dla Bowe. Patrzę jak Janusz Gortat, przyjaciel i były trener Gołoty chowa głowę w rękach. Boi się latać samolotem, przyleciał jednak na prośbę Andrzeja na tę walkę, przemógł strach i musimy przeżywać kolejny stres.

Piąta runda, niesamowita. Gołota trafia prawym sierpowym i tak obija Bowe, ze ten chwieje się jak trzcina na wietrze. Aż w końcu pada, instynktownie łapie za prawą nogę Andrzeja i całuje mu but. I potem przez minutę obija go bezlitośnie przy linach. Gdyby nie liny Bowe by padł, ale opierał się o nie i jakoś dotrwał do gongu. Ciosy celne 56-17 dla Gołoty.

6 runda – wydaje się, że Bowe jest już spłukany, chwieje się nawet po lewych prostych. Ale w połowie rundy jakby ktoś podłączył go do respiratora i zaczyna atakować. Potem znów ożywia się Gołota. Runda dla Gołoty. Po sześciu rundach statystyka ciosów potwierdza przewagę Gołoty. Ciosy wyprowadzone 403-322, ciosy w celu 262-145. W przerwie Lou Duva krzyczy do Andrzeja: „Bij prostymi, zamęczaj go. I walcz na środku ringu, trzymaj ręce wysoko. Bij podwójnym prostym”

7 runda. Nie do wiary, że obaj do niej dotrwali. Jakim cudem? Gołota zaczyna od bombardowania. Ile może jeszcze wytrzymać Bowe? Wydaje się człowiek nie może wytrzymać takiego katowania. Gołota nie wypuszcza go przez prawie pół minuty spod lin. Potem znów zapędza go do lin i bije przez następne pół minuty. Bowe dostaje straszne lanie. Ciosy w celu 55-19 dla Gołoty. W przerwie sekundant Bowe mówi do niego: „If you do not show something in that round, I will stop it” ("Jeśli mi nie pokażesz czegoś w tej rundzie, zatrzymam walkę")

8 runda – znów zaczyna bombardowanie Gołota. Ale Bowe wciąż stoi. Jakim cudem? Powinien już dawno paść. Lewy sierp Gołoty pod gongu kończy tę rundę, po której statystyki ciosów pokazują przygniatającą przewagę Gołoty: 553-421 wyprowadzone i 361-187( w celu). „Więcej podwójnych lewych prostych. Pozostały tylko dwie rundy” - przypomina Andrzejowi w narożniku Duva

9 runda – zaczyna lewym prostym Gołota. Potem znów zapędza Bowe do lin i obija jak Foreman Muhammada Alego podczas pamiętnej walki w Kinszasie. Ale niestety… tak jak Big George nie może powalić opierającego się o liny. I nagle 1,21 min przed końcem rundy Bowe trafia prawym sierpem i odrzuca Andrzeja. Dalej straszne wymiany. 9 sekund przed końcem Gołota 3 razy uderza znów poniżej pasa (2 prawe sierpy i 1 lewy) i Eddie Cotton go dyskwalifikuje. Bowe długo leży na macie. Gołota chyba najlepszy wówczas bokser świata w wadze ciężkiej przegrywa wygraną walkę.

„Przez dyskwalifikację Andrew Gołoty w 2 minucie 58 sekundzie 9. rundy wygrywa Riddick „Big Daddy” Bowe” - ogłasza Michael Buffer. Do Bowe to chyba nie dociera, bo wciąż jest przy nim lekarz. Statystyki ciosów: wyprowadzone 638-476 dla Gołoty, w celu: 408-216 dla Gołoty. Ale wygrywa Bowe. Nie dziwcie się, że mi drżały ręce podczas tej walki i bazgroliłem w notatniku, nie mogłem odczytać tego co sam napisałem. To było bowiem widowisko jak z Koloseum, starcie dwóch gladiatorów. Miałem odczucie, że śmierć unosi się nad ringiem. Nigdy wcześniej i później czegoś takiego nie przeżyłem.

Po walce na konferencję prasowej długo czekaliśmy na bohaterów. Gołota siadł za stołem i ślina spływała mu z ust na brodę. Nie ocierał jej, bo chyba tego nie czuł. Bowe coś mówił, ale nic go nie rozumiałem, chociaż znam dobrze angielski. - Co on mówi? - zapytałem angielskiego dziennikarza z Mirrora, który siedział obok mnie na walce i po każdej rundzie powtarzał: My God, my God. What a fight, what a fight!!!”. - Stary, też nic nie rozumiem. On tak bełkocze – odpowiedział Anglik.

Obaj przepłacili te walkę utratą zdrowia. Pokonany Gołota zapłacił mniej, ale zaczął się bardziej zacinać w mowie. Zwycięzca Bowe zapłacił więcej, bo od zebranych ciosów poprzestawiały mu się klepki w głowie. Potem wpadł na szaleńczy pomysł wstąpienia do Marines, porwał z pistoletem dzieci i żonę. Dziś zarabia na życie sprzedając po 20 dolarów zdjęcia z autografem podczas walk rozgrywanych na Brooklynie. A Gołota żyje dostatnio w Chicago. Cięte poczucie humoru go nie opuszcza. Przekonałem się o tym gdy długo rozmawialiśmy podczas jego ostatnich wizyt w Warszawie. Najpierw gdy zeznawałem jako powołany przez niego świadek w procesie przeciwko Masie. A potem gdy dostał nagrodę „Super Expressu” dla Sportowca 25-lecia w Polsce. Ludzie go wciąż kochają.

Andrzej Kostyra

autor: Andrzej Kostyra zobacz inne artykuły tego autora
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: