SPORT Piłka nożna Sporty walki Tenis Sportowcy Inne sporty Tabele Żagle Rio 2016
Sport sporty walki mma mma Łukasz Jurkowski o dramatycznym wypadku: Chciałem urwać sk*** łeb

Łukasz Jurkowski o dramatycznym wypadku: Chciałem urwać sk*** łeb

12.06.2017, godz. 10:24
Łukasz Juras Jurkowski, MMA, KSW
Łukasz "Juras" Jurkowski, wojownik MMA i spiker Legii Warszawa. foto: EAST NEWS

W minionym tygodniu słynny wojownik MMA Łukasz Jurkowski uległ wypadkowi na motocyklu. Spowodował go pijany kierowca samochodu dostawczego, a w zdarzeniu ucierpiała partnerka znanego z KSW spikera Legii Warszawa. Kilka dni później w emocjonalnym wpisie na swoim blogu "Juras" odniósł się do tamtego dramatycznego incydentu - Miałem ochotę urwać sk*** łeb - napisał o mężczyźnie, który doprowadził do wypadku.

W czwartek 8 czerwca Łukasz Jurkowski uległ groźnie wyglądającemu wypadkowi. Jadąc motocyklem zderzył się z samochodem dostawczym, który zajechał mu drogę bez sygnalizacji zmiany kierunku jazdy. Jak się okazało kierowca pojazdu był pod wpływem alkoholu. W całym tym dramatycznym zdarzeniu najbardziej ucierpiała partnerka "Jurasa", która z nim podróżowała. Teraz czeka ją rehabilitacja, ale wszystko mogło się skończyć o wiele gorzej. Znany z KSW zawodnik MMA może o mówić o sporym szczęściu.

Kilka dni po tamtych wydarzeniach 36-latek postanowił się odnieść do tego groźnego incydentu i przedstawił swoim fanom, jak wszystko wyglądało z jego perspektywy. A ta relacja jest wręcz przerażająca. W emocjonalnym wpisie na blogu czytamy m.in., że jego dziewczynę przed dużo poważniejszymi obrażeniami uratowała plandeka na samochodzie dostawczym, a sam Jurkowski miał ochotę "urwać łeb" kierowcy pojazdu.

- Jechaliśmy lewym pasem dwupasmowej jezdni ok 70/80 km/h (wbrew internetowym mądralom nie 170), kiedy to dostawczak postanowił nagle zmienić sobie pas na ten którym jechaliśmy my. Bez kierunkowskazów, bez spojrzenia w lusterko (...). Nawet nie zdążyłem zareagować naciśnięciem hamulca, a refleks mam naprawdę dobry... Ułamek sekundy, huk i cisza... Pierwsza rzecz, o której myślisz to żyję. Rozglądam się i szukam mojej dziewczyny. Leży na asfalcie i jęczy z bólu i przerażenia (...). Moja Marta podczas uderzenia przeleciała przeze mnie, zatrzymała się na dostawczaku i ze znacznej wysokości spadła na ziemię. Podchodzę do niej i sprawdzam, czy może ruszać kończynami. Ona też uderzyła głową. Szczęście, że w naciągniętą plandekę, która w minimalnym stopniu zamortyzowała uderzenie. W innym wypadku byłoby już po wszystkim... - czytamy we wpisie.

- Po sprawdzeniu mojej dziewczyny, pierwsza myśl zabiję gościa. Mało tego? Je*** próbował odjechać. Wiedział, że jest "trafiony", ale moimi środkami przekonałem go, że ma natychmiast wysiadać. Szczerze? Jakbym wiedział od początku, że jest na bani, to skatowałbym go na miejscu. Mówię to z pełną odpowiedzialnością. Miałem ochotę urwać sk*** łeb, ale ważniejsza była dla mnie moja Marta leżąca tam na asfalcie. Nie ma nic gorszego dla faceta, jak widok cierpiącej bliskiej osoby. Pierwsze prognozy dla Marty dobre. Rusza kończynami. Najważniejsze. Zabrali ją do szpitala. Ja zostałem na miejscu, aby dokończyć wszystko. Potem policjant powiedział mi, że ten gość wydmuchał 0,6 promila. Jak to usłyszałem myślałem, że wybuchnę ze złości. Chciałem wyciągnąć to ścierwo z radiowozu i zatłuc na miejscu. W takich chwilach nie myśli się o konsekwencjach. Bezradność - napisał na swoim blogu Jurkowski.

autor: Maciej Wdowiarski zobacz inne artykuły tego autora
Więcej sportu
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: