Polski sędzia uratował życie koledze po fachu. Reanimował go pół godziny!

2018-09-07 10:47 Maciej Wdowiarski

Łukasz Trawiński to na co dzień nauczyciel wychowania fizycznego oraz sędzia piłkarski, ale w wakacje został kimś jeszcze - bohaterem. Podczas kolonii dla dzieci nad morzem, gdzie pełnił rolę kierownika wyjazdu, uratował życie swojemu koledze po fachu! Gdy w trakcie porannej przebieżki mężczyzna gorzej się poczuł, pan Łukasz natychmiast rzucił mu się na pomoc. I dzięki ponad półgodzinnej reanimacji drugi z arbitrów wciąż żyje.

Łukasz Trawiński na co dzień pracuje jak nauczyciel wychowania fizycznego w Szkole Podstawowej nr 6 w Sochaczewie, a przy tym jest też sędzią piłkarskim. Podczas wakacji wraz z grupą dzieci pojechał zaś nad morze - do miejscowości Pogorzelica - na kolonię, gdzie pełnił funkcję kierownika wyjazdu. 

11 sierpnia przed godziną 6 rano pan Łukasz i jego pochodzący z Legionowa kolega Rafał - także sędzia - ruszyli na plażę, by przygotować miejsce na poranny trening dla dzieci. Na rozgrzewkę postanowili też zrobić sobie przebieżkę brzegiem morza. Wtedy wydarzył się dramat. - Po kwadransie mój kolega stracił siły i mówił, że się słabo czuje, po czym przysiadł, zrobił się fioletowy. Gdy zobaczyłem, co się dzieje, niezwłocznie rozpocząłem reanimację - powiedział arbiter cytowany przez portal Sochaczewianin.pl. Sytuacja była o tyle dziwna, że poszkodowany ma 40 lat, nie pije, nie pali, prowadzi sportowy tryb życia. Nic więc nie wskazywało na taki problem zdrowotny, ale jak się później okazało miał powiększoną prawą komorę serca, co podczas wysiłku nieomal zakończyło się tragedią.

Z powodu wczesnej pory na plaży było wówczas bardzo mało ludzi. Pan Łukasz nie mógł więc wyciągnąć telefonu i zadzwonić po pogotowie, bo cały czas starał się sam ratować kolegę - Po kilkunastu minutach walki o jego życie w końcu pojawiła się koło nas jakaś inna osoba. Gdy poprosiłem ją o pomoc, uciekła. Przez cały czas prowadziłem resuscytację krążeniowo-oddechową. Rafał co chwilę tracił przytomność, gdy próbowałem go ułożyć w tak zwanej bezpiecznej pozycji. Nie miałem zatem jak zadzwonić na pogotowie ratunkowe. Stwierdziłem, że lepiej uciskać jego klatkę piersiową i robić wdechy niż zająć swoją uwagę telefonem. Dopiero po ponad 20 minutach brzegiem plaży przebiegała kobieta z psem. Poprosiłem ją o pomoc. Zadzwoniła po pogotowie i zaczęła szukać wsparcia na miejscu. Po chwili dołączyła też do nas pani, która zawodowo jest pielęgniarką. W momencie przyjazdu ratowników medycznych była już nas trójka - relacjonował mężczyzna.

Jego bohaterski czyn pochwaliła załoga karetki, która zjawiła się ok. 35 minut po rozpoczęciu reanimacji. Można śmiało powiedzieć, że swoją szybką reakcją uratował życie koledze. A wszystkiego nauczył się... w szkole, gdzie dyrekcja przeprowadziła specjalne kursy ratownictwa przedmedycznego dla nauczycieli. 

Drugi z sędziów trafił do szpitala, gdzie wstawiono mu rozrusznik serca. Do domu wrócił cały i zdrowy, choć o sporcie może już zapomnieć. Do bohatera spływają teraz podziękowania od rodziny i znajomych pana Rafała oraz od niego samego. - Wcześniej byłem przekonany, że więcej osób przeszło takie szkolenia i ma wiedzę o udzielaniu pierwszej pomocy. Okazuje się jednak, że to nieprawda, dlatego uważam, że nauka podstaw pomocy przedmedycznej jest bardzo potrzebna, a wręcz konieczna - stwierdził Łukasz Trawiński.