Tomasz Świątek, ojciec mistrzyni juniorskiego Wimbledonu: Iga sama dobrze wie, czego chce [WYWIAD]

2018-07-21 7:15
IGA ŚWIĄTEK
Autor: AP IGA ŚWIĄTEK

Za sukcesami polskich tenisistów zawsze stoją ich rodzice. Nie inaczej jest w przypadku Igi Świątek (17 l.), mistrzyni juniorskiego Wimbledonu. Tego triumfu nie byłoby gdyby nie wsparcie jej ojca, byłego wioślarza, uczestnika igrzysk olimpijskich Seul 1988. Tomasz Świątek (54 l.) opowiedział "Super Expressowi" o początkach kariery córki.

"Super Express": - Córka wioślarza i olimpijczyka była skazana na sport?
Tomasz Świątek: - Skazana? Na pewno nie. Nigdy nie wywierałem presji, nie było tak, że sport to jedyna droga i jak się nie uda to koniec świata. Po prostu zawsze wyznawałem zasadę, że uprawianie sportu nie musi przeszkadzać w życiu, a może za to bardzo pomagać. Chciałem, żeby Iga i jej starsza siostra Agata coś trenowały, najlepiej indywidualną dyscyplinę, tak żeby same odpowiadały za sukcesy oraz porażki i uczyły się sobie z nimi radzić. Najpierw próbowaliśmy z pływaniem, ale przez problemy zdrowotne Agaty musieliśmy zrezygnować. Potem padło na tenis. Zaczęła Agata, a potem Iga starała się ambitnie ją naśladować.

- Jaką osobą jest Iga? Ona sama mówi o sobie, że jest strasznie uparta i zawzięta...
- To prawda i doskonale widać to na korcie. Iga i Agata mają zupełnie inne charaktery. Agata jest spokojna, może nawet za bardzo. Iga za to zawsze była uparta i lubiła sama o wszystkim decydować.

- Były momenty kryzysowe, gdy mała Iga chciała ten cały tenis rzucić?
- Oczywiście, że były chwile słabości. Iga miała momenty załamania, gdy na przykład nie potrafiła nauczyć się jakiegoś uderzenia i pojawiały się myśli: "po co ja to robię, to wszystko bez sensu". Namówienie małego dziecka do regularnego i sumiennego treningu jest dosyć trudne. Jak się samo nie zmotywuje, to próby zmuszania go do tego są moim zdaniem bezcelowe. Słyszałem o różnych przypadkach rodziców przymuszających swoje dzieci do treningu siłą, ale efekty tego są zawsze fatalne. A Iga jest taką osobą, której nie trzeba i nie ma sensu do niczego namawiać. Ona wie czego chce i trzeba jej jedynie pomóc w sprawach organizacyjnych.

- Dziadek sióstr Radwańskich sprzedawał wartościowe obrazy, żeby wnuczki miały pieniądze na tenis. Rodzice Janowicza pozbywali się sklepów...
- A ja takich barwnych historii opowiadać nie będę. Ale też było ciężko i musiałem - brzydko mówiąc - uprawiać tzw. "rzeźbę". Przyszedł moment, gdy z własnych środków finansowych już nam nie starczało. Wiadomo jak duże są to koszty - podróże, treningi, ceny zagranicznych hoteli... A w tenisie juniorskim dzieciaki jeżdżą na turnieje i grają - jak ja to nazywam - o plastikowy puchar. Trzeba w to wszystko zainwestować, ale nie ma, nawet w przypadku sukcesów, żadnej gratyfikacji finansowej. Na szczęście teraz już jest współpraca z Warsaw Sports Group i nie muszę przed każdym turniejem martwić się o pieniądze.

- Iga w szkole radzi sobie nie gorzej niż na korcie. Ostatnio powiedziała, że rodzice wychowali ją w przekonaniu, że edukacja jest najważniejsza i że gdyby źle się uczyła, to pewnie nie grałaby w tenisa. Chce skończyć studia.
- Prawda jest banalna: sportowa kariera trwa krótko. Po 30-ce nagle człowiek staje się sportowym emerytem. Do tego zawsze może nas spotkać jakaś kontuzja. Iga była tego doskonałym przykładem, gdy w poprzednim sezonie przez pół roku była wyłączona z gry przez poważny uraz stawu skokowego. Taka kariera nagle może się skończyć i co wtedy? Wykształcenie jest potrzebne. Takie jest moje zdanie i obie moje córki się tego trzymają.

TOMASZ ŚWIĄTEK, ojciec mistrzyni juniorskiego Wimbledonu Igi Świątek
Autor: MAREK ZIELIŃSKI/SUPER EXPRESS TOMASZ ŚWIĄTEK, ojciec mistrzyni juniorskiego Wimbledonu Igi Świątek
Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE
Najnowsze