"Super Express": - Coraz częściej bywa pan w Europie.
Michael Buffer: - Tak, prawie cały czas jestem w podróży, podoba mi się cała Europa. Tylko w Moskwie byłem już sześć czy siedem razy. Doskonale poznałem też Niemcy, gdzie pracuję od ponad dwudziestu lat i odwiedziłem wszystkie wielkie miasta. Dobrze wspominam również wizytę w Polsce we Wrocławiu, gdzie prowadziłem galę Adamek - Kliczko. Wspaniała impreza
- Pracuje pan niemal w każdy weekend. Ile krajów odwiedza pan w ciągu roku?
- W ubiegłym roku odwiedziłem 33 kraje. To naprawdę najwspanialsza i najlepsza praca na świecie.
- Jak długo będzie pan to robił?
- Może jeszcze przez 2-3 lata, stuknęła mi już siedemdziesiątka. Ale bardzo kocham swoją pracę, skoro jestem zdrowy, to nie ma powodu przechodzić na emeryturę.
- Pracował pan przy walce stulecia Mayweather - Pacquiao. Jakie to doświadczenie?
- To była wielka promocja boksu. Sama walka niektórych zawiodła, bo była jednostronna. Mayweather miał lepszy plan i kontrolował przebieg pojedynku. Pacquiao jest świetny, ale to nie była jego noc.
- Co pan sądzi o tłumaczeniach Pacquiao, że przegrał, bo walczył z kontuzją?
- Kontuzja barku była prawdziwa, bo przeszedł operację i czeka go rok przerwy. Na pewno nie był przygotowany na sto procent, ale kim jestem, żeby za niego decydować, czy powinien odwołać walkę? Pewnie myślał, że i tak sobie poradzi, ale było widać, że nie jest sobą w ringu.
- Kto zastąpi takie gwiazdy jak Mayweather i Pacquiao, kiedy odejdą?
- Mistrz świata wagi średniej Giennadij Gołowkin staje się faworytem kibiców. Wygrał przez nokaut 20 walk z rzędu, kapitalnie się go ogląda. Smakowicie zapowiada się walka Canelo - Cotto i zwycięzca powinien zmierzyć się z Gołowkinem. Jest też kolejny król nokautu Siergiej Kowaliow, który mógłby walczyć z Adonisem Stevensonem o tytuł najlepszego zawodnika kategorii półciężkiej, a w wadze ciężkiej boksują groźni Powietkin, Fury, Wilder i oczywiście wielki mistrz Kliczko. Boks ma się dobrze.