"Cieszyński Książę" walczy o koronę króla UFC! Jan Błachowicz przed życiową szansą na mistrzowski pas

2020-09-24 15:43 Dominik Durniat (Polsat Sport), Abu Zabi
Jan Błachowicz,  trener Robert Złotkowski
Autor: MARCIN GADOMSKI/SUPER EXPRESS Jan Błachowicz, trener Robert Złotkowski

Wieczorem 23 września Jan Błachowicz stał przed hotelem W mieszczącym się w Abu Zabi na wyspie Yas i z uśmiechem na ustach oglądał pokaz fajerwerków. Światła na niebie rozbłyskały przez wiele minut, ale nie z powodu powrotu UFC na popularną „Fight Island”, lecz z okazji Święta Narodowego Arabii Saudyjskiej. Niemniej, wszyscy kibice „Cieszyńskiego Księcia” i fani mieszanych sztuk walki w Polsce mają nadzieję, że będą mieli sposobność, by z podobną fetą przywitać Polaka po gali UFC 253, na której Błachowicz zmierzy się z Dominickiem Reyesem w starciu o pas mistrzowski kategorii półciężkiej. Pojedynek ten nazywany jest przez wielu „największą walką w historii polskiego MMA”.

Błachowicz przed MISTRZOWSKĄ walką z Reyesem. Przeszedł test na KORONAWIRUSA

Rozwijamy nasz serwis dzięki wyświetlaniu reklam.

Blokując reklamy, nie pozwalasz nam tworzyć wartościowych treści.

Wyłącz AdBlock i odśwież stronę.

Wiekopomne wydarzenie

Pierwszy raz w historii istnienia mieszanych walki zawodnik z Polski stanie do walki o pas największej i najważniejszej organizacji na świecie. Specjalnie użyłem słowa „zawodnik”, bo wszyscy pamiętamy piękne chwile, gdy najpierw Joanna Jędrzejczyk sięgnęła po pas UFC na gali UFC 185, a potem broniła go pięciokrotnie. Długo nam przyjdzie również czekać – a może nigdy już tego nie doświadczymy – na pojedynek dwóch reprezentantów kraju nad Wisłą w starciu o pas, a przecież do takiej sytuacji doszło w Nowym Jorku na UFC 205, kiedy to Karolina Kowalkiewicz próbowała odebrać tytuł „JJ Champion”. Te momenty, te walki będą na zawsze w naszych sercach, ale bez wątpienia w tym samym katalogu należy umieścić pojedynek Jana Błachowicza z Dominickiem Reyesem, do którego dojdzie w nocy z soboty na niedzielę 27 września. Trudno wyobrazić sobie, by program Polsat Sport nie przeżywał oblężenia w okolicach godziny 5:30 nad ranem, kiedy to do klatki przy dźwiękach utworu „I will never give up”, który bardzo lubiany przez Polaka zespół „The Analogs” nagrał specjalnie na tę okazję, będzie szedł „Cieszyński Książę”. Mamy do czynienia bowiem z sytuacją wyjątkową. Po przebyciu drogi od spektakularnego debiutu, przez cztery porażki w pięciu pojedynkach, bycie o krok od zwolnienia, po fenomenalną passę siedmiu wygranych w ostatnich ośmiu bojach, 37-letni Jan Błachowicz stanie w końcu przed szansą, na którą pracował całe życie. Pracował, ale też wierzył, że niezależnie od przeciwności losu, porażek i trudów, na końcu tej drogi będzie czekał błyszczący złoty pas z wyrytymi trzema literami U-F-C.

Dewastator

Nie będzie jednak łatwo sięgnąć po to trofeum, ponieważ równie mocno będzie o nie walczył nazywany „Dewastatorem”, Dominick Reyes. Amerykanin meksykańskiego pochodzenia dorobił się tego przydomku dzięki siedmiu nokautom w dotychczasowej karierze. 30-latek z Kalifornii jak walec przejechał się po sześciu rywalach, którzy czekali na niego na drodze do walki o pas. Dopiero ówcześnie panujący mistrz Jon Jones, uważany również za najlepszego zawodnika w dziejach mieszanych sztuk walki, znalazł sposób na 30-latka. Starcie było jednak niezwykle wyrównane i spora część ekspertów uważała, że to pretendent powinien opuścić Toyota Center w Houston z tytułem. Amerykanin za jeden z najważniejszych elementów przed pojedynkiem mistrzowskim z Błachowiczem wskazuje właśnie fakt, że już miał okazję poczuć, jak to jest, gdy na szali leży pas. „Rywal nie ma znaczenia, liczy się podejście do starcia. Mam już doświadczenie w walce mistrzowskiej. Wiem, kiedy trzeba odpocząć, kiedy zaatakować, czego się spodziewać” – komentował na środowym spotkaniu z mediami Reyes.

Legendarna Polska Siła kontra amerykański atletyzm

„Legendarna Polska Siła” to nieodzowny hashtag, który towarzyszy Janowi Błachowiczowi od jego pierwszej wygranej walki w UFC z Ilirem Latifim w 2014 roku. Od tamtej pory pochodzący z Cieszyna zawodnik nie tylko prezentował ją setki razy w swoich postach i wywiadach, ale przede wszystkim w słynnym Oktagonie, o czym przekonali się chociażby Luke Rockhold i Corey Anderson – dwaj ostatni rywale Polaka, którzy po walkach z nim oglądali świat z perspektywy desek i nie pamiętali ostatnich kilku minut po spotkaniu z pięścią cieszynianina. Z kolei Amerykanin na każdym kroku podkreśla, że nikt w kategorii półciężkiej nie może równać się z jego atletyzmem. Jan Błachowicz również zwracał uwagę na ten element, ale przede wszystkim chwalił jego umiejętności stójkowe: „Oglądałem Reyesa od pierwszych starć w UFC. Znam go bardzo dobrze. Jest bardzo dobrym kickbokserem, walczy z odwrotnej pozycji, ma mocne kopnięcie lewą nogą i uderzenie z lewej ręki. Jego najmocniejszą stroną jest stójka”. Trenujący w WCA Fight Team Warszawa zawodnik był jednak jednocześnie pewny, że nie taki wilk straszny, jak go malują: „Znajdę drogę, by go pokonać. W moim klubie jest wielu mańkutów i wyśmienitych kickbokserów. Niczym mnie zaskoczy. To on będzie zaskoczony, kiedy spotka się z kimś takim, jak ja” – zakończył odpowiedź na jedno z pytań na środowym spotkaniu z mediami Polak.

Wzajemny szacunek

Słowa chwalące rywala, to nic niezwykłego w przypadku tego zestawienia. Zarówno Błachowicz, jak i Reyes z olbrzymi szacunkiem odnosili się do siebie przez wszystkie dni poprzedzające ich mistrzowskie spotkanie na wyspie Yas. „Prawdziwy wojownik rozpoznaje prawdziwego wojownika. Uważam, że Jan jest najpoważniejszym rywalem w wadze półciężkiej i drugim najlepszym zaraz po mnie” – mówił Amerykanin. Z kolei „Cieszyński Książę” tak odpowiedział na pytanie o to, czy nie wolał zmierzyć się w starciu o pas z Jonem Jonesem, ponieważ ten zwakował tytuł: „Kiedy dowiedziałem się, że walczę o pas, to się ucieszyłem, potem dostałem wiadomość, że rywalem będzie Dominick Reyes i czułem małe rozczarowanie, ale po dwóch dniach stwierdziłem, że najważniejsze jest to, że pas jest na szali, Reyes to także świetny zawodnik, który prawie pokonał Jona Jonesa. Było bardzo blisko. Cieszę się, że z nim zawalczę”. W podobnym tonie wypowiadał się zresztą o sprawie popularnego „Bonesa” Reyes. Ewidentnie obaj pretendenci do pasa są już znużeni tematem byłego mistrza i chcą skupić się wyłącznie na pojedynku, do którego dojdzie już w ten weekend.

Fight Island, czyli Wyspa Walk UFC

UFC wraca na wyspę Yas w Abu Zabi, która przez całą społeczność mieszanych sztuk walki – oraz przez samo UFC – nazywana jest „Fight Island”, czyli po polsku „Wyspa Walk”. Po niesłychanie udanej serii czterech wydarzeń spod znaku UFC, do których doszło w lipcu, największa organizacja MMA na świecie ponownie łączy siły z władzami Abu Zabi i tym razem na 5 tygodni zamyka sporą część sztucznej wyspy specjalnie po to, by mogły tam odbywać się gale. Miejsce, w którym mieszczą się luksusowe hotee, pole golfowe, parki rozrywki oraz tor Formuły 1 od ostatniego weekendu września do końca października zamieni się w arenę walk, na którą będą spoglądać oczy całego fighterskiego świata.

Podczas odbywania się wydarzeń UFC na terenie specjalnie wydzielonej zony mogą pojawić się wyłącznie zaproszone osoby, które jeszcze przed przyjazdem przechodzą skomplikowaną procedurę związaną z pandemią. Dla przykładu, Jan Błachowicz oraz członkowie jego ekipy, jeszcze przed opuszczeniem Polski musieli zbadać się na obecność SARS-CoV-2 poprzez pobranie wymazu z nosa lub ust. W badanym materiale poszukiwane są geny charakterystyczne dla koronawirusów. Po negatywnym wyniku, cała polska ekipa musiała następnie powtórzyć procedurę w Londynie i udać się na 48-godzinną kwarantannę w oddzielnych pokojach. Dopiero wtedy mogli wyruszyć specjalnie przygotowanym czarterem do Abu Zabi, gdzie zaraz po zameldowaniu się w hotelu badania powtórzono i znów umieszczono pretendenta do pasa i jego towarzyszy w kwarantannie. To oznacza, że choć wszyscy opuścili Polskę w środę 16 września, dopiero w ostatni poniedziałek mogli wyjść ze swoich pokoi. Inaczej było tylko w przypadku jednego z trenerów, Roberta Złotkowskiego, którego próbka pobrana w Londynie była nie do odczytania i były kickbokser musiał dwa dni dłużej poczekać w stolicy Anglii na negatywny wynik.

Tryb nocny

Na gali UFC 253 niezwykłe są nie tylko procedury medyczne i te związane z bezpieczeństwem, ale także godzina odbywania się wydarzenia. Amerykański gigant nie mógł pozwolić sobie na to, żeby kluczowe pojedynki odbywały się w niedogodnych godzinach dla fanów zza Wielkiej Wody, dlatego dostosowali je do swojego czasu. Z tego powodu walki karty głównej rozpoczną się o 4:00 czasu polskiego, natomiast Jan Błachowicz pojawi się w sławnym Oktagonie około 6:00-6:30. Organizator nie musi przejmować się niedogodną dla kibiców porą, ponieważ fani i tak nie mają wstępu do areny Flash Forum, gdzie dojdzie do najbliższej gali. Choć plotki głoszą, że majętni szejkowie potrafią bardzo głęboko sięgnąć do kieszeni, by znalazł się specjalnie dostawiony dla nich fotel gdzieś z dala od kamer okalających siatkę.

Wyjątkowe okoliczności wymagają specjalnego przygotowania, dlatego też Jan Błachowicz i polska ekipa już od wielu dni przestawia się na wczesnoporanne godziny pracy i wstają oraz trenują mniej więcej w tym samym czasie, w którym Jan ma pojawić się w klatce w nocy z soboty na niedzielę czasu polskiego. Rywal Błachowicza przyznał, że wręcz całkowicie przestawił się na tryb nocny: „Sypiam w dzień, a żyję w nocy, co w sumie jest mi na rękę, bo nikt mi nie przeszkadza. Wszyscy są w łóżkach” – powiedział Dominick Reyes podczas środowego spotkania z mediami.

Z duża dozą prawdopodobieństwa możemy uznać, że w łóżkach nie będą spokojnie czekali także polscy fani w nocy z soboty na niedzielę 27 września. „Cieszyński Książę” będzie miał okazję zostać królem kategorii półciężkiej, a kto chciałbym przegapić taką koronację?

Najnowsze