38 kilometrów pływania, 1800 km na rowerze - to już za Karasiem, który od niemal sześciu dni jest na trasie 10-krotnego Ironmana i dzielnie walczy o pobicie rekordu świata. Do pokonania biegiem został mu dystans dziesięciu maratonów i Polak jest na dobrej drodze do spełnienia celu. Pomimo trudnych okoliczności, jakie napotyka niemal każdego dnia. W trakcie etapu rowerowego Karaś miał duży problem z oczami, z kolei z wtorku na środę poinformowano o odnowieniu kontuzji utrudniającej chodzenie. 34-latek musiał zrobić sobie kilkugodzinną przerwę, po której wrócił jednak do zmagań. Wówczas mówił, że resztę dystansu musi pokonać ciągiem, ale to się nie udało. W czwartek wieczorem ultratriathlonista zgłosił problemy z odciskami na stopach i członkowie jego teamu przygotowali mu specjalne buty z... wyciętymi przodami. Kilka godzin później Karaś zrobił sobie niespodziewaną przerwę.
Robert Karaś niespodziewanie zszedł z trasy. Zaskakujące słowa po powrocie na trasę
W nocy z czwartku na piątek Karaś zszedł na kilka godzin z biegowej trasy. Zespół natychmiast się nim zajął i przeprowadzono masaże. Taka decyzja miała związek z panującym w Brazylii upałem. Po wyczerpującym dniu zawodnik zrobił sobie krótką przerwę , ale ok. 5:00 czasu polskiego wznowił bieg. - Pierwszy raz się tak dobrze czuję na tych zawodach - powiedział na instastories swojego zespołu.
Za Karasiem już ponad połowa biegu. Do pokonania pozostało mu jeszcze 96 okrążeń (stan na 6:00), a każde z nich ma 1,6 km. To daje nieco ponad 150 km do celu. Karaś na trasie spędził już ponad 133 godziny, ale wciąż ma sporo zapasu do rekordu. Jego celem jest poprawienie zeszłorocznego wyniku Kennetha Vanthuyne’a – 182 godziny, 43 minut i 43 sekundy. Na trasie Brasil Ultra Tri rywalizują też Jurand Czabański i Rafał Godzwon.
Listen on Spreaker.