W 1993 roku brytyjski tor Donington Park gościł światową elitę Formuły 1. Od tego czasu na obiekcie odbywają się pomniejsze zawody. W minioną niedzielę pojawili się na nim kierowcy Formuły 4. Wśród nich był siedemnastoletni Billy Monger. Jedna z większych nadziei Wyspiarzy na zaistnienie w świecie sportów motorowych jechał w zawodach bardzo szybko. Okazało się, że zbyt szybko. W pewnym momencie na zakręcie wjechał w tył pojazdu Patricka Pasmy. Bolidy dosłownie złączyły się ze sobą, a ekipa ratunkowa wydobywała siedemnastolatka z pokładu prawie dwie godziny.
Gdy trafił wreszcie do szpitala, lekarze zaczęli rozpaczliwą walkę o uratowanie zdrowia młodego kierowcy. Ostatecznie musieli się poddać i amputować obie nogi Mongera. Historia poruszyła sportowy świat. Rozpoczęła się już kampania zbiórki pieniędzy na rzecz siedemnastolatka z Wielkiej Brytanii. Celem jest trzysta tysięcy euro. W akcję zaangażowali się już między innymi Jenson Button i Lewis Hamilton.
"Nasz kolega Billy Monger miał poważny wypadek. On potrzebuje naszej pomocy" - napisał na Instagramie Button. Hamilton nie mógł uwierzyć w to, co się stało. "Co za tragedia. Moje myśli i modlitwy kierowane są w stronę Billy'ego i jego rodziny" - napisał na Twitterze. Drugi z poszkodowanych - Patrick Pasma - opuścił szpital w poniedziałek.