Kuba Przygoński: zepsuta skrzynia i pięć "kapci". Nie ma większego pechowca na Dakarze

2020-01-06 17:48
Kuba Przygoński, Orlen Team. Rajd Dakar 2020
Autor: Orlen Team Jakub Przygoński na trasie Dakaru 2020

Nie tak wyobrażał sobie start w najtrudniejszej próbie terenowej świata Jakub Przygoński, najbardziej utytułowany kierowca Orlen Teamu w Rajdzie Dakar 2020. Przed rozgrywaną na bezdrożach Arabii Saudyjskiej imprezą nie ukrywał, że mierzy w podium, po tym jak w poprzednich latach zdobywał miejsca w pobliżu pudła. Jednak już pierwszy etap przekreślił marzenia. A to był dopiero początek pecha.

Przygoński jadący z niemieckim pilotem Timo Gottschalkiem stanęli zaledwie po 146 km jazdy, czyli w połowie otwierającego zawody odcinka specjalnego. Wszystko przez to, że rozleciała się skrzynia biegów w ich mini. Przyjechała ciężarówka serwisowa, podzespół został wymieniony, ale załoga straciła bite pięć godzin. Dojechała na metę już w ciemnościach.

– Niestety, pechowy dzień i bardzo zły start. Jechaliśmy dobrym tempem, byliśmy na trzeciej pozycji i wykonywaliśmy plan, ale nagle jakby straciliśmy napęd. Od razu czuliśmy, że jest to problem ze skrzynią biegów. Ostatnie 100 km jechaliśmy po zmroku, co było dodatkowym utrudnieniem. Dobrze, że jesteśmy na mecie, ale strata jest bardzo duża – powiedział Przygoński.

Załoga Przygoński – Gottschalk na drugi, poniedziałkowy etap wyruszyła z 19. pozycji startowej. Dotarła do finiszu, ale dalekim na 19. miejscu. Znowu dał o sobie znać potworny pech.

– Podczas tego etapu przebiliśmy łącznie 5 opon, a mamy tylko 3 koła zapasowe. Po wymianie jechaliśmy więc już bardzo spokojnie, a i tak jakiś kamień przeciął nam kolejną oponę. Następnego kapcia złapaliśmy przed samą metą i minęliśmy ją na trzech kołach – powiedział Kuba Przygoński. – Nie byliśmy w stanie wyprzedzać zawodników przed nami. Był straszliwy kurz, nic nie było widać przez całe 360 kilometrów. Niestety konsekwencje jednego złego etapu ciągną się przez dwa-trzy dni, dlatego teraz skupiamy się na powrocie do naszej grupy, żeby jechać wysoko. Ale nie poddajemy się i walczymy do końca.