Kornelia Lesiewicz opowiedziała o swoich problemach
Kornelia Lesiewicz odnosiła pierwsze sukcesy w lekkoatletyce zanim jeszcze stała się pełnoletnia. W 2021 roku startowała jeszcze w zawodach juniorskich i zdobywała medale ME i MŚ, ale pojawiła się także na seniorskich halowych mistrzostwach świata w Toruniu i jako członkini sztafety 4x400 zdobyła brązowy medal, a do tego pojechała też na igrzyska olimpijskie w Tokio. Wszystko działo się jeszcze przed jej 18. urodzinami, więc trudno było się dziwić, że młodej biegaczce wieszczono naprawdę bogatą karierę. Niestety później nie było już tak kolorowo.
Młoda biegaczka wychodzi na prostą
Pierwszym poważnym problemem była kontuzja mięśnia dwugłowego, później zaczęła też wątpić we własne możliwości i myślała nawet o zakończeniu kariery. – Ostatnie dwa lata były dla mnie bardzo trudne pod względem psychicznym, nie mogłam sobie poradzić z tym wszystkim, co się działo. Był to ogromnie trudny czas, pogubiłam się, sama nie potrafiłam zawsze dawać z siebie 100 procent – powiedziała Lesiewicz w rozmowie z portalem WP SportoweFakty. Przyznała, że praca z legendarnym już Aleksandrem Matusińskim pozwala jej pozytywnie patrzeć w przyszłość. – Zmieniłam szkoleniowca, Sebastiana Papugę zastąpił Zbigniew Król, co też nie wszystkim się spodobało, trochę zostałam z tym sama. Na szczęście w porę trafiłam do trenera Aleksandra Matusińskiego i mam szansę na dobre bieganie w nadchodzącym sezonie – oceniła.
Kornelia Lesiewicz przybliżyła też, dlaczego jej kontuzja tak mocno zaważyła na tym, że dwa ostatnie sezony mogą iść w zapomnienie. – Muszę powiedzieć, że z moim zdrowiem wreszcie jest bardzo dobrze. Przez ostatnie dwa lata borykałam się z kontuzją mięśnia dwugłowego, nie byłam w stanie trenować na 100 procent. Ale od sezonu halowego nareszcie nic mnie nie boli. Konsultowałam się z trzema ortopedami i żaden z nich nie mógł zdiagnozować problemu, a noga ciągle bolała i nie byłam w stanie biegać. Jakiś czas temu trafiłam jednak na fizjoterapeutę, który wyprowadził mnie z tej kontuzji. Okazało się, że problem nie był w nodze, a do tej pory wszyscy skupiali się tylko na mięśniu dwugłowym, nie patrzyli szerzej – wyjawiła 20-latka. Jak dodała, teraz może w końcu trenować na pełnych obrotach. – Nareszcie wychodzę na prostą, trenuję na pełnych obrotach i jest to nawet zaskakujące. Na ostatnim zgrupowaniu w RPA miałam bardzo intensywne treningi i choć może to głupie, to sama się zastanawiałam, kiedy ten mięsień nie wytrzyma. Byłam bardzo przeczulona, bo to było aż niemożliwe, że przestałam czuć jakikolwiek ból – dodała.