- Trochę zabrakło dziś sprzyjających warunków. Pierwszy skok był
całkiem przyzwoity, natomiast ten drugi też nie był zły, ale dostałem w
powietrzu dwa boczne podmuchy, które wyhamowały mi prędkość i nie było
jak odlecieć w drugiej fazie - mówił Adam Małysz.
- W sobotę warunki na skoczni to była pestka przy tym, co mieliśmy
dziś. Poza tym, gdy wstrzymywano nas, a nie puszczano w międzyczasie
przedskoczka, wówczas spadała drastycznie szybkość. Ja miałem prędkość
gorszą chyba ze dwa kilometry od najlepszych, a to już jest trochę duża
różnica - kontynuuje złoty medalista MŚ w Sapporo.
- Widać, że cały team fajnie skacze i na podium mógł stanąć również
któryś z chłopaków. Można się tylko z tego cieszyć. Myślę, że moja
aktualna dyspozycja jest już całkiem przyzwoita. Chciałoby się lepiej,
ale poczekajmy, zobaczymy. To dopiero początek i powinno być coraz
lepiej - dodał Małysz.
- Gregor czy Simon mieli bardzo dobre warunki w pierwszym skoku, a
skaczą teraz naprawdę dobrze, więc przy odrobinie szczęścia potrafią
latać bardzo daleko - ocenia Polak.
- W Europie prawie nigdzie nie ma śniegu, zawody w przyszły weekend w
Harrachovie zostały odwołane, więc potrenujemy tu trzy dni, wrócimy do
domu i być może uda się rozegrać konkurs w Harrachovie w połowie
tygodnia. Cel, aby znaleźć się w najlepszej dziesiątce został
osiągnięty i jestem w dobrym nastroju przed kolejnymi zawodami Pucharu
Świata - zakończył z optymizmem Adam Małysz.
Małysz: Dostałem dwa boczne podmuchy
2009-12-06
19:03
Adam Małysz nie zdołał wskoczyć na podium w niedzielnym konkursie Pucharu Świata w Lillehammer. Najlepszemu polskiemu skoczkowi zabrakło przede wszystkim szczęścia.