"Super Express": - Jak pan wspomina początki Zmarzlika w Stali?
Władysław Komarnicki: - Odpowiem panu anegdotą. Osiem lat temu siedzę sobie spokojnie w gabinecie, a tu przychodzi do mnie trener Stasiu Chomski. Wyraźnie podekscytowany. "Panie prezesie, mamy świetnego 13-latka, przenieśmy go z minitoru na normalny, bo nabiera złych nawyków" - zaczął. "No to bierzemy go!" - odparłem ochoczo. "Jest jeden problem, chłopiec ma 13 lat i trzeba podpisać zgodę na jego jazdę na torze dla dorosłych. I to pan, jako prezes, musi złożyć ten podpis." "Co to za problem? Oczywiście, że podpisuję!" "Tyle, że jak coś mu się stanie, to pan będzie go do końca życia utrzymywał..." - ostrzegał Chomski.
- I podpisał pan tę zgodę?
- A jak pan myśli? Pewnie, że podpisałem! Jak żona się po latach o tym dowiedziała, to tylko popukała się w głowę. A wtedy w ogóle się nie zastanawiałem. Obniżyliśmy tylko chłopakowi ramę w motocyklu, bo do normalnej był za mały. Tak rodził się ten talent.
- Talent na miarę Tomasza Golloba?
- Co najmniej. Tomek Gollob bardzo mu zresztą pomaga w karierze. To talent czystej wody, stuprocentowy profesjonalista, również jeśli chodzi o życie prywatne. Mimo młodego wieku już dobrze ułożony. Grzeczny, wrażliwy, spokojny. Uwierzy pan, że on przez te wszystkie lata w ogóle się nie zmienił? Zawsze po meczu pytam go: "Bartuś, jak zawody?". A on odpowiada: "Panie prezesie, zawsze na tym samym miejscu".
- W Warszawie podczas Grand Prix również będzie pierwszy?
- Myślę, że ma szansę na pierwszą trójkę. A może i na zwycięstwo. Przy dobrym zbiegu okoliczności usłyszymy polski hymn. A mnie polecą łzy. I pomyślę sobie, że te osiem lat temu warto było zaryzykować.
- Może być trzecim polskim mistrzem świata?
- Powiem więcej: jak Pan Bóg da, nasz Bartuś będzie wielokrotnym mistrzem świata i najbardziej utytułowanym polskim zawodnikiem w historii. Ma ku temu wszelkie predyspozycje.