Kuba Przygoński był SZPIEGOWANY na Rajdzie Dakar 2020. Zobacz jak [WIDEO]

2020-01-18 6:20 Marek Żochowski, Arabia Saudyjska
Przygoński na Dakarze
Autor: MATERIAŁY PRASOWE Przygoński na Dakarze

Polscy zawodnicy uczestniczący w Rajdzie Dakar 2020 dojechali wczoraj do mety. Lider Orlen Teamu Jakub Przygoński przez problemy techniczne na początku musiał się zadowolić 19. miejscem (wygrał jego mentor Carlos Sainz), ale przez pozostały czas demonstrował tempo potwierdzające, że należy do światowej czołówki. Kierowca mini 4x4 musiał w czasie jazdy po Arabii Saudyjskiej uważać na kamienie, dziury, pułapki na wydmach, ale i na… czujne oko kamer w swoim samochodzie.

Pod sufitem auta Kuba miał zamontowane dwa pomarańczowe pudełka. To kamery śledzące każdy ruch kierowcy i pilota. – W samochodach czołówki wożone są kamery, które mają patrzeć czy załoga nie oszukuje – wyjaśnia Przygoński. – Jak mogłaby to robić? Na przykład zabierając na pokład telefon z dokładną mapą terenu. Dozwolony jest tylko roadbook (poglądowa lista punktów orientacyjnych przez które musi przejechać kierowca – red.). Tymczasem technologia jest tak zaawansowana, że nie ma problemu, by mieć w smartfonie całą trasę.

Nie da się skontrolować każdego uczestnika zmagań, więc organizatorzy Dakaru wymyślili, że wstawią do aut kamery, które pomogą wyłowić nieuczciwych. Przygoński chwali pomysł eliminujący potencjalne przekręty.
– Kamery zadziałały fajnie, bo stawka się wyrównała. Nie ma już takich sytuacji w Dakarze, że jeden samochód znalazł drogę, a reszta nie. I ta reszta myśli, że rywal coś kombinował. Kiedyś musiały się takie rzeczy zdarzać, coś czasami bywało nie tak – przyznaje Kuba.

Sędziowie losowo sprawdzają czy wszyscy rywalizują uczciwie. – My nie wiemy, kiedy kamery są włączone. Jak ktoś by wyciągnął telefon, to z miejsca dostaje dyskwalifikację. Wozimy ze sobą telefony na wszelki wypadek, ale umieszczone są z tyłu, poza kokpitem – wyjaśnia nasz kierowca.

Najnowsze