"Super Express": - Otrzymujesz pomoc od rodziny?
Oskar Gollob: - Ogromną. Każdemu życzyłbym takiego wsparcia, jakie dostaję od taty i wujka. Chciałbym też jednak jak najwięcej robić samodzielnie, bo w taki sposób dużo się nauczę. Staram się nie nadużywać pomocy najbliższych, robić swoje.
Zobacz również: Lewis Hamilton najlepszy w Grand Prix Malezji!
- Napis "Gollob" na plecach to duża presja?
- Nie. Przyzwyczaiłem się. Za każdym razem mam tak samo napisane i chyba przez całą karierę zmian nie będzie (śmiech). Bardzo się cieszę, że się tak nazywam. Chciałbym dorównać tacie i wujkowi, żeby to nazwisko do końca kojarzyło się z dobrą jazdą.
- Denerwują cię opinie, że jeździsz na żużlu, bo załatwili ci to tata i wujek?
- Pojawiają się takie głosy. Ale to mówią ludzie, którzy mnie nigdy nie poznali. Jak można mówić takie głupoty o człowieku, którego się nie zna? Nie mam zamiaru się tym przejmować. Gorzej będzie, jeśli ktoś mnie pozna i dalej będzie mówił takie rzeczy.
- Jesteś w stanie dorównać sukcesom Tomasza Golloba?
- Chciałbym przede wszystkim jeździć tak długo jak wujek. To jest wielki sukces - lata jazdy, rywalizacji, zawodów, wylewanego potu. A sukcesy przyjdą same, jeżeli będę pilnie trenował.
- Nie miałeś wyjścia i musiałeś zostać żużlowcem?
- Chciałem robić w życiu coś, co mnie bawi. A tym czymś jest żużel. Prędkość, adrenalina i ta cała otoczka speedwaya - kocham to. Chciałbym to robić tak długo, jak mój wujek i tata.