W pierwszych rundach kibice skandowali nazwisko "Pacmana", ale z czasem mistrz WBO wagi półśredniej radził sobie coraz gorzej. W piątym starciu zainkasował kilka mocnych ciosów, sam zaś miał problemy z czystym trafieniem Meksykanina. Kolejne starcia wyglądały podobnie - Marquez umiejętnie kontrował, "Pacman" machał rękoma, ale z rzadka trafiał. Werdykt wywołał burzę gwizdów. Tylko jeden z arbitrów postawił na remis: 114-114. Dwaj sprezentowali wygraną Filipińczykowi, punktując 115-113 i 116-112.
- Po raz drugi zostałem okradziony. Nie wiem, co mam zrobić, by wygrać - mówił załamany Marquez, który przegrał z Pacquiao na punkty w 2008 roku. - Trudno walczyć, gdy ma się przeciwko sobie rywala i sędziów - dodał Meksykanin, który zastanawia się, czy nie zakończyć kariery.
- Dałem z siebie wszystko i wygrałem zasłużenie - ripostował Pacquiao, który za wątpliwą wygraną zgarnął 22 mln dolarów. - Rewanż? Mogę z nim walczyć zawsze i wszędzie - dodał.
Kibice są oburzeni. W ankiecie na szanowanym portalu fightnews.com aź 57 proc. głosujących jako zwycięzcę wskazało Marqueza. Za Pacquiao opowiedziało się 33 proc., 10 - typowało remis.