Spotkanie zaczęło się od niespodziewanego przełamania Polki, które zaniepokoiło jej fanów. Radwańska odpowiedziała jednak błyskawicznie. Wyrównała i wysłała uspokajający sygnał, że wszystko jest w porządku. Do tego przełamania dołożyła drugie, utrzymała swoje podania i została nagrodzona nawet piłką setową. Mogła skończyć partię przy stanie 5:2, ale nie zrobiła tego i przedłużyła emocje w tym secie. Martić jeszcze raz wygrała przy serwisie Polki, doprowadzając do wyniku 5:4 przy swoim podaniu. "Isia" jednak nie dała nacieszyć się rywalce. Przełamała Martić i prowadziła 1:0.
Drugi set układał się o wiele spokojniej. Najpierw obie panie wygrały swoje podania, a następnie do dwóch wygranych gemów przy własnej zagrywce, Radwańska dołożyła przełamanie i zbudowała sporą przewagę. Przy stanie 5:3 serwowała na zakończenie meczu. Niestety, przespała okazję, dała się przełamać i wszystko zakończyło się tie-breakiem. W nim jednak od początku dominowała Polka. Prowadziła 2:0, później 5:1 i ostatecznie decydującą rozgrywkę wygrała 7:3.
To nie był wielki mecz Agnieszki Radwańskiej, ale trudno powiedzieć, by Polka namęczyła się z Petrą Mertić. Chorwatka dysponowała mocnym serwisem, ale nie zrobiła z niego zbytniego użytku. Radwańska pilnowała się, by grać na backhand rywalki. Często zapraszała ją pod siatkę, bo zdawała sobie sprawę, że taka gra będzie dla rosłej tenisistki niewygodna. "Isia" pokazała też kilka zagrań wręcz wirtuozerskich. One tłumaczyły, dlaczego Polka występuje w US Open z numerem dziesiątym. W drugiej rundzie rywalką Agnieszki będzie Julia Putincewa z Kazachstanu.
AGNIESZKA RADWAŃSKA - PETRA MARTIĆ 6:4, 7:6(3)