SPORT Piłka nożna Sporty walki Tenis Sportowcy Inne sporty Tabele Żagle Tour de Pologne 2017
Sport sporty walki boks ANDRZEJ KOSTYRA VIDEOBLOG o boksie: Mike "Wielki Łeb" Tyson

ANDRZEJ KOSTYRA VIDEOBLOG o boksie: Mike "Wielki Łeb" Tyson

12.06.2017, godz. 07:00
Źródło: Andrzej Kostyra

Nie było w ostatnim stuleciu boksu tak fascynującej, budzącej skrajne emocje, postaci jak Mike Tyson. „Najbardziej Niebezpieczny Człowiek Na Naszej Planecie” i – jak twierdził jego trener Teddy Atlas - „tchórz”. Siłacz z szyją byka i słabowina psychiczna, popadająca w depresję, bandzior, ale o gołębim sercu, bogacz i bankrut, facet bez wykształcenia, ale inteligentny, skazany za gwałt, ale kochający, upadły na dno i podnoszący się. Można mnożyć te sprzeczności. ANDRZEJ KOSTYRA w swoim blogu o boksie "Bokserskie grzmoty i anegdoty".

Byłem pierwszym polskim dziennikarzem, który został akredytowany na walkę Tysona o mistrzostwo świata (21.07.1989, w Atlantic City, z Carlem Williamsem). Wyjechałem wtedy do USA za własne pieniądze, w ramach urlopu z katowickiego „Sportu”. Potem komentowałem kilka walk „Żelaznego Mike'a”, kilka razy z nim rozmawiałem. Co mnie najbardziej uderzyło? Delikatny głos Tysona zupełnie nie pasujący do jego postury, zbudowany jak tur, a mówił dyszkantem, jakby go słowik dusił…Fascynujący facet. Żeby go zrozumieć, trzeba poznać jego dzieciństwo.

Matka alkoholiczka, ojciec (Jimmy Kirpatrick) – sutener. Ojciec nawet nie widział Mike'a, bo porzucił Lornę Tyson dwa miesiące przed narodzinami przyszłego mistrza świata w boksie. Trójka dzieci Lorny (Mike, siostra Denise i brat Rodney) często chodziła głodna i spała w ubraniach, bo elektrownia wyłączała prąd za niepłacenie rachunków. Mike sam musiał sobie radzić i zdobywał pieniądze jak jego koledzy z najgorszej dzielnicy Brooklyn, Bedford-Stuyvesant – kradł i napadał. Miał ksywkę „Big-headed Mike” (Mike Wielki Łeb). Chodził w butach w które wkładał gazety, aby zasłonić dziury.


Fot. EastNews

Jak zeznawał lekarzom, którzy go badali, jako dzieciak co najmniej 5 razy był tak znokautowany, że tracił przytomność, był bity i kijem baseballowym i cegłą. Jak to wszystko przeżył? Dzięki talentowi do boksu, który odkrył po raz pierwszy gdy ciężko pobił silniejszego, starszego i większego łobuza, który ukręcił głowę jednemu z jego ulubionych gołębi. Zapewne zgniłby w kryminale albo został zabity gdyby po 38 zatrzymaniach przez policję i zwiedzeniu wszystkich nowojorskich domów poprawczych nie trafił do zakładu dla szczególnie trudnej młodzieży w Einwood Cottage. To był pierwszy w jego życiu szczęśliwy przypadek, bo tam na młodego opryszka zwrócił uwagę były bokser Bobby Stewart pracujący w zakładzie jako kurator. Nauczył go podstaw pięściarstwa, a potem przekazał w godniejsze ręce sławnego trenera Cusa D'Amato, który zaopiekował się Mikem, a nawet w 1984 roku go usynowił.

Co było dalej, już wiecie, a więc tylko w wielkim skrócie. Mając 20 lat, 4 miesiące i 22 dni Tyson zniszczył Trevora Berbicka i został najmłodszym mistrzem świata wagi ciężkiej w historii zawodowego boksu. A potem zdemolował Michaela Spinksa w 91 sekund za 20 milionów dolarów (219 780 dolarów zarobku na sekundę), ożenił się z piękną aktorką Robin Givens, która co chwila oskarżała Tysona o brutalne traktowanie i jeszcze szybciej czyściła z matką jego konto.


Fot. EastNews

Bentley dla gliniarza? - To wszystko dlatego, że żona mnie pobiła, gdy znalazła w mojej kieszeni prezerwatywy – tłumaczył Tyson w maju 1988 przyczynę stłuczki spowodowanej przez niego na parkingu. I wręczył policjantowi kluczyki od kosztującego 150 tysięcy dolarów Bentleya ze słowami: „Weź go sobie, bo ja mam z nim dotychczas tylko kłopoty”. 4 września 1988 roku bez żadnego racjonalnego powodu Tyson wbił się swoim BMW 750i w drzewo. Dziennikarze pisali, że to była samobójcza próba. 14 lutego 1989 rozwiódł się z Givens i wszystko pozornie wróciło do normy. W dwu kolejnych walkach w obronie tytułu znokautował Franka Bruno i Carla Williamsa odnosząc 36. i 37. zwycięstwo z rzędu. Właśnie w tej walce z Williamsem zobaczyłem go i usłyszałem pierwszy raz na żywo. Williamsa wyrwał z butów, znęcał się nad nim jak tyran. I potem tym swoim delikatnym dyszkantem „jakby go słowik dusił” przepraszał i pocieszał znokautowanego.


Fot. EastNews

Niesamowity, fascynujący człowiek. Nie raz będzie jeszcze okazja o nim pogadać i napisać.

autor: Andrzej Kostyra zobacz inne artykuły tego autora
Więcej sportu
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: