Dramatyczne wyznanie Tadeusza Pawłowskiego: Dawali synowi 20 procent szans na przeżycie

2020-07-07 19:04 MF
Tadeusz Pawłowski, syn
Autor: Artur Hojny Tadeusz Pawłowski z synem Piotrem i żoną Anną

Z końcem czerwca Tadeusz Pawłowski pożegnał się ze Śląskiem Wrocław i w związku z problemami osobistymi przeniósł się do Austrii. Legendarny szkoleniowiec opowiedział, że miało to związek z chorobą syna. - Dawali mu 20 procent szans na przeżycie - wyznał Pawłowski.

Tadeusz Pawłowski to legenda Śląska Wrocław i do tej pory jest najlepszym strzelcem tego klubu w historii występów w ekstraklasie (63 gole). Po zakończeniu kariery zamieszkał w Austrii, gdzie pracował jako trener, a z czasem wrócił do ukochanego Śląska, który prowadził trzykrotnie: w sezonie 1992/1993, oraz w latach 2014-215 i w 2018 roku. Ostatnio pracował w akademii tego klubu, ale na początku lipca wrócił do Austrii. Teraz opowiedział dlaczego:

- Nie jest we Wrocławiu tajemnicą, że mam chorego syna, a teraz jeszcze żona leczy się onkologicznie - wyznał Pawłowski w rozmowie z Onetem. - Chcę być przy nich i wspierać bliskich. Decyzja została podjęta na początku roku, tylko pandemia troszkę pokrzyżowała nam szyki, bo zamknięto granice. Poza tym i tak nie zamierzałem podróżować, by nie podejmować żadnego ryzyka i w żadnych stopniu nie narażać żony oraz syna na zainfekowanie. Zostanie w Śląsku nie wchodziło w grę. Od początku jasne było, że żegnam się z klubem, bo są w życiu ważniejsze rzeczy niż piłka nożna. Przed decyzją nie rozmyślałem, co mam zrobić. Jesteśmy w Bregenz od 35 lat, połowę życia, więc tutaj też jest mój dom.

Tadeusz Pawłowski: Marzę, żeby Piotrek poszedł ze mną na mecz

Syn Tadeusza Pawłowskiego Piotr jest od lat sparaliżowany po pęknięciu tętniaka. Przed chorobą był utalentowanym piłkarzem - dostawał powołania do młodzieżowej reprezentacji Austrii:

- Jest stabilny. Piotrek ma sparaliżowaną jedną stronę. Komunikujemy się poprzez pokazywanie czegoś ręką czy kiwanie głową, niektóre rzeczy syn potrafi napisać (...) Dalej jest odżywiany dojelitowo, ale takie rzeczy jak lody czy zupy pani pielęgniarka normalnie daje mu na łyżce. Przy tego typu schorzeniach każdy, nawet najmniejszy postęp, daje nam wielką radość. Piotrek rehabilitował się w Austrii i Szwajcarii, ale uszkodzenia mózgu są tak duże, że trudno oczekiwać cudów. Nie mamy żadnego żalu, że Piotrek jest dziś w takim stanie, to i tak wielkie osiągnięcie, że przeżył - zapewnia Pawłowski w rozmowie z red. Dariuszem Faronem.

Piotr Stokowiec ma o czym myśleć... "To nie przystoi" [SUPER SPORT]

Legenda Śląska opowiedziała także, że ile jego syn przeszedł już operacji:

- Osiemnaście albo dwadzieścia, więc proszę sobie wyobrazić, ile razy jego życie wisiało na włosku. Mówimy o ciężkich operacjach serca czy głowy. Nie wiemy, czy czekają go kolejne zabiegi. Żaden lekarz nie jest w stanie przewidzieć, co się wydarzy (...) Kiedy pewnego dnia odwiedziłem Piotra na intensywnej terapii, zapytałem profesora, jakie syn ma szanse i usłyszałem, że dwadzieścia procent. Odpowiedziałem, że jesteśmy w znakomitej klinice, więc to bardzo dużo. Syn przez dziewięć miesięcy był w śpiączce farmakologicznej, ale wraz z żoną cały czas z nim rozmawialiśmy - tłumaczy Pawłowski, który od początku lipca pracuje w akademii piłkarskiej w Austrii:

- Kiedy było już wiadomo, że żegnam się z Wrocławiem i wracam do Austrii, zadzwonił sam prezes lokalnego związku i powiedział, że będzie zaszczycony, jeśli przyjmę jego propozycję. Jest trzech ludzi zatrudnionych na etacie, a mimo to dla mnie też znalazła się praca. Z drugiej strony jestem tutaj ceniony, to nie tak, że dostałem robotę za darmo.

Śląsk Wrocław wzmacnia kadrę. Kolejny transfer przed nowym sezonem

Super Raport 7 VII (goście: Nitras, Grzesiowski)

Rozwijamy nasz serwis dzięki wyświetlaniu reklam.

Blokując reklamy, nie pozwalasz nam tworzyć wartościowych treści.

Wyłącz AdBlock i odśwież stronę.