Kliczko obronił tytuł (video!)

2009-03-22 11:30 Przemek Garczarczyk

W wypełnionej po brzegi Hanns Martin Schlayer Halle w Stuttgarcie, przed siedzącymi w pierwszym rzędzie "Cesarzem" Franzem Beckenbauerem i legendą tenisa Borisem Beckerem, Witalij Kliczko (37-2, 36 KO) łatwo obronił tytuł mistrza świata wagi ciężkiej WBC, wygrywając przez nokaut w 9. rundzie z niemieckim Kubańczykiem Juanem Carlosem Gomezem (44-2, 25 KO).

Pomimo, że Kliczko niczego specjalnego na ringu w Stuttgarcie nie pokazał, tylko chwilami "Czarna Pantera" Gomez był równorzędnym partnerem dla Dr Żelazna Pięść. Z biegiem rund zamienił się jednak tylko w tego, kim był dla Kliczki przed dekadą - przyzwoitego sparingpartnera. - Mam jeden tytuł, mój brat Władymir ma dwa. Brakuje nam tylko jednego do kolekcji, ale do końca roku będziemy go mieli - stwierdził Kliczko, sugerując, że chciałby, żeby jego następnym rywalem był mistrz świata WBA, Nikołaj Wałujew.

Najciekawsza wypowiedź wieczoru - przynajmniej z polskiego punktu widzenia - należała jednak do walczącego na tej samej karcie byłego mistrza świata wagi ciężkiej IBF i rywala Andrzeja Gołoty - Chrisa Byrda (41-5, 22 KO). Byrd walczył i wygrał w Stuttgarcie z bardzo słabym Matthiasem Sandowem (4-3, 0 KO) w wadze junior ciężkiej, czyli tej samej co Tomek Adamek i zaraz po walce nie ukrywał, kogo chce za następnego rywala. - Nie potrzebuję całej serii walk, by nabrać pewności siebie w tej kategorii wagowej, chcę od razu Tomasza Adamka, on jest najlepszy na świecie i zaraz po powrocie do Stanów zabieram się za załatwianie tej walki - oświadczył.

Niemcy kochają Ukraińców

Nie ma się co dziwić, że prawie 13,000 widzów w Stuttgarcie przyszło oglądać w akcji Ukraińca Witalija Kliczkę, bo zarówno on, jak jego młodszy brat Władymir właśnie tutaj w Niemczech, w 1996 roku rozpoczęli zawodową karierę. Kibice w hali zostali od razu na początku potraktowani sporą filmową dawką tego, jak ciężko jest być bokserem - najpierw przyglądali się się z zapartym tchem, jak Władymir pomaga dzieciom w Brazylii i na kontynencie afrykańskim, a kiedy było bliżej walki, wpatrywali się w ekrany podziwiając jak podczas swojego austriackiego obozu przygotowawczego Witalij, niczym Rocky Balboa, wyrabiał siłę rąbaniem drzewa i przedzieraniem się przez wysoki na metr śnieg.

Fritz Sdunek, trener Witalija przyznawał na trybunach, że bardzo cenił Gomeza... ale 10 lat temu, kiedy Kubańczyk był najlepszym pięściarzem wagi junior ciężkiej na świecie. - Kiedy sparowali przed 10 laty w Hamburgu, to Gomez był naprawdę dobry. Ale to było bardzo dawno temu, a w dodatku Witalij będzie jeszcze lepszy, niż kiedy walczył z Samuelem Peterem, bo nie bolą go plecy, kolana są w porządku i psychicznie jest w znacznie lepszej kondycji. Witalij wygra przez nokaut pomiędzy szóstą i ósmą rundą - zapowiadał.

Gomez wygrał jedną rundę

Taktyka Gomeza miała polegać na tym, że od początku narzuci szybkie tempo, będzie atakował z doskoku, zadawał cios lub dwa i uciekał zanim bardzo mechanicznie walczący Kliczko zdoła go trafić. Na początku się to nawet udawało, bo Gomez łatwo wyprzedzał ciosy mistrza świata, z łatwością lokując kilka lewych sierpowych w pobliżu twarzy obrońcy tytułu. Problem Gomeza w pierwszych dwóch rundach polegał jednak na tym, że nawet kiedy trafiał, jego ciosy nie robiły na Witaliju żadnego wrażenia, a wystarczył jeden prawy prosty Ukraińca w połowie drugiej rundy, by Czarna Pantera z Hawany natychmiast nabrała respektu. Szczególnie dla lewych prostych, które zyskiwały na celności i sile z każda minutą, kiedy Gomez tracił siły.

Od szóstej rundy wiadomo było, że Gomez zdaje sobie sprawę, że nie jest w stanie wygrać tej walki nawet najsilniejszym jednym ciosem. Nie dość, że dochodziły lewe proste Kliczki, to coraz częściej nic nie stało na przeszkodzie ciosów z prawej ręki mistrza świata. W siódmym starciu Kubańczyk jeszcze raz spróbował podkręcić tempo, ale zamiast zamęczenia Witalija, nadział się na jego prawy sierpowy i lewy prosty i padł na deski. Wstał i jeszcze raz się przewrócił, ale tym razem miał szczęście, bo Kliczko tak się rozochocił kolejnym trafieniem z prawej ręki, że padł razem z nim i sędzia Daniel Van de Wiele nie zdecydował się na liczenie.

Ostatnia, dziewiąta runda tej walki rozpoczęła się dziwnie bo odjęciem punktu Kliczce za uderzenie głową. Chwilę później doszedł celu prawy, bity z góry cios Kliczki, później lewy sierpowy i Gomez ponownie padł na ring. Udało mu się wstać, ale otrzymał kolejny prawy na szczękę. Gomez stanął przy linach i odwrócił się plecami do szykującego się do zakończenia walki Kliczki. Nie padł już jednak ani jeden cios, walka została zakończona dokładnie w 1 minucie i 49 sekundzie tego starcia.

- Gomez był trudniejszym rywalem niż Samuel Peter. Podziwiam wolę walki i serce Gomeza, który jest moim przyjacielem. W następnej walce nie chcę bić się z Maskajewem, bo to nie ma sensu. Złożyłem już w tej sprawie protest w Sportowej Komisji Arbitrażowej w Genewie, żeby zobaczyć czy WBC może mnie zmusić do walki - powiedział obrońca tytułu. Na wielkie pieniądze, przynajmniej w Stanach nadal nie może liczyć, bo nie pokazał nic, co zmusiłoby kibiców do oklasków, a stacje telewizyjne do przygotowywania kontraktów. Wygrywanie z byle kim i w byle jaki sposób może zda egzamin nad Renem, ale nigdy w salach Nowego Jorku, czy Las Vegas.

Najnowsze