Najmocniej bijący nauczyciel w Polsce dla SE.pl: Moim marzeniem jest walka z Łomaczenką

2019-10-17 15:05 rozmawiał Rafał Olszewski
Damian Wrzesiński
Autor: TOMASZ RADZIK SE Damian Wrzesiński

Damian Wrzesiński (32 l., 17-1-2, 5 KO) 19 października na gali Tymex Boxing Night 10 w Łomiankach stoczy swoją 21. zawodową walkę. Naprzeciw niego stanie notowany o blisko 100 miejsc wyżej w rankingu Miguel Cesario Antin (26 l., 18-3, 8 KO).

"Super Express": Już w najbliższą sobotę czeka cię pierwsza walka wieczoru w twojej karierze, opowiedz, jakie to jest uczucie?

Damian Wrzesiński: Staram się za bardzo nie nakręcać, cały okres przygotowawczy ostro zasuwałem, także jestem spokojny. Trzeba wyjść i już w ringu pokazać tą całą ciężką pracę, którą wykonałem. To, że to jest walka wieczoru dodatkowo motywowało mnie podczas treningów i na pewno doda adrenaliny przed samą walką, ale mam już tyle walk na koncie, że będę starał się to opanować, najważniejsze jest zwycięstwo.

- Twoim rywalem będzie Argentyńczyk Miguel Cesario Antin, klasyfikowany w rankingach sporo wyżej od ciebie, co o nim wiesz i jaki będzie plan na tę walkę?

- Postanowiłem sobie, że teraz w każdym wywiadzie na pytania o taktykę i samą walkę odpowiem tak: najważniejsze jest dla mnie zwycięstwo i będę robił wszystko, żeby wygrać. Szczegóły na temat taktyki i planu będę mógł zdradzić już po walce, ale rozwijam się wszechstronnie, aby pomimo ustalonej taktyki wykorzystywać wszystko, co mam i zawsze mieć coś w zanadrzu.

- Na razie biłeś się w dwóch kategoriach wagowych, lekkiej i super lekkiej. Mówiłeś, że stąd też wynika różnica w waszych miejscach w rankingu.

- No właśnie. Zanim zawalczyłem w wadze super lekkiej to dobiłem już do najlepszej 90 wagi lekkiej. Myślałem, że jak stoczę jedną czy dwie walki w innej kategorii to moja pozycja za dużo się nie zmieni, a wręcz jeszcze bardziej podskoczę w rankingach. Stało się inaczej, dlatego wracam do dawnej kategorii i waga lekka będzie moją docelową.

- Czyli Wasyl Łomaczenko już może się obawiać...

- Obserwuję go od długiego czasu, już od walk amatorskich. To jest mój idol i nie ukrywam, że moim największym marzeniem byłoby w dalekiej lub może nie tak dalekiej przyszłości się z nim zmierzyć, ale nie porywam się z motyką na słońce. Na razie skupiam się na tym, co czeka mnie w Łomiankach. Już pokazałem, że jestem najlepszy w Polsce, teraz chcę pokazać, że jestem najlepszy w Europie, a potem idziemy dalej.

- Twój kolega z grupy, Robert Parzęczewski notuje imponującą serię zwycięstw i już mówi się o jego wyjeździe na walki za granicę. Jak jest w twoim przypadku? Chciałbyś pójść podobną ścieżką?

- Mój promotor nie jest zwolennikiem wyjazdów na siłę za granicę, bo wiadomo jak to jest, walki są dobrze płatne, ale promotorzy gospodarzy tak wszystko ustawiają, żeby to ich podopieczny wygrał. Mam świetnego promotora Mariusza Grabowskiego, który potrafi dobierać rywali tak, aby cały czas poprzeczka była zawieszona coraz wyżej i aby w rankingach też piąć się coraz wyżej, wtedy zacznie się o nas więcej mówić i na pewno pojawią się też lepsze oferty czy to z kraju, czy za granicy. Nie uciekam od takich walk, ale wszystko z głową i z promotorem. Walczyłem już za granicą z wysoko notowanym w Europie Belgiem. Zlałem go, ale zostałem oszukany i nie wygrałem tej walki, ale nie żałuję, bo raz że to duże doświadczenie, a dwa, że był wysoko w rankingach. Uważam też że przez taką walkę zostałem zauważony m.in. przez pana Mateusza Borka.

- Pięściarstwo to nie jest twój jedyny zawód, jesteś też nauczycielem WF, jak udaje ci się to pogodzić?

- Plan w szkole mamy ustalony na cały rok, pod ten właśnie plan ustalam sobie treningi i przygotowania. Jeżeli mam szkołę rano to trenuję popołudniem, jeżeli mam szkołę po południu to trenuję rano przed szkołą i często jeszcze po szkole, tak układam sobie wszystko pod plan lekcyjny, aby móc, jak najwięcej trenować i z powodzeniem daje sobię radę.

- Jesteś surowym nauczycielem?

- Mam dużą rodzinę, w której jest dużo dzieci, zawsze mocno je do mnie ciągnie. Dzieci mnie lubią, ja zresztą tak samo lubię je. Tak samo jest w szkole, zwłaszcza z najmłodszymi klasami mam dobry kontakt. Wiadomo że musi być granica, której dziecko nie może w szkole przekroczyć i umiem tę granicę zachować. Ciężej jest ze starszymi klasami, bo mamy takie czasy że dzieci mają coraz większe prawa i nauczycielom czy rodzicom coraz mniej wolno i przez to dzieci czasem na za dużo sobie pozwalają, ale ja nie mam z tym problemu i daje sobie radę.

- Jak wygląda zainteresowanie boksem wśród młodzieży?

- Samo zainteresowanie moimi walkami jest fajne. Dzieci śledzą, wypytują, interesują się i oglądają z rodzicami. Część z nich jeździ też z rodzicami na moje walki i dopinguje. Wprowadziłem też w szkole zajęcia dodatkowe, ogólnorozwojowe z elementami techniki bokserskiej i z najmłodszych klas przychodzi na nie dużo dzieci, ze starszymi jest różnie. Dużo łatwiej zaszczepić chęć do trenowania sportów walki w młodszych osobach, starsi często wolą siedzieć przed komputerem. Im wcześniej się tą chęć zaszczepi, tym lepiej.

- Jesteś czynnym zawodnikiem, nauczycielem, masz dużo obowiązków. Zwłaszcza w mediach społecznościowych widać że możesz w tych sprawach liczyć na pomoc żony.

- Tak, wszędzie to podkreślam. Media społecznościowe są bardzo ważne, bo bez tego bardzo trudno jest znaleźć sponsora, który będzie w jakiś sposób pomagał w karierze. Żona się tym zajmuje i robi to bardzo dobrze. Nikt jej tego nie nauczył, uczy się sama i wychodzi jej to coraz lepiej. Oprócz tego zajmuje się dziećmi w domu, jak przygotowuję się do walki to mnie tam praktycznie nie ma. Przychodzę na chwilę coś zjeść i jadę na trening.

- Maciek Sulęcki przed ważnymi walkami wyprowadzał się z domu na jakiś czas.

- Tak, moja żona też rzuciła mi takie hasło, ale ja na razie się do tego nie przekonałem. Może jak na horyzoncie będzie walka o mistrzostwo Europy czy świata to wtedy o tym pomyślimy. Wtedy będę chciał wziąć też dłuższy urlop ze szkoły, aby przygotować się na 100%.

Najnowsze