Każda zaś potrawa meksykańska grozi człowiekowi wypaleniem przewodu pokarmowego przez hojnie dodawane chili.
„Góral” tego niebezpieczeństwa uniknął, ale teraz musi rozejrzeć się po Stanach za miejscem w którym podają uczciwego schabowego z kapustą, barszcz z uszkami, kluski na parze i co tam jeszcze „narodowego” lubi zjeść.
Bo „Koszmar” po walce okazał się fajnym, sympatycznym facetem. Spokojnie przyznał, że Adamka nie docenił. Polak okazał się twardszy niż myślał i znacznie lepszym bokserem niż mógł podejrzewać.
Niewielu bokserów stać na taki obiektywizm. Na ogół gość z gębą przerobioną na befsztyk tatarski próbuje nią nadrabiać, narzeka na niesprawiedliwość sędziów, stronniczość widowni i wiejące w hali przeciwne wiatry. Tak jakby przyznanie, że trafiło się na lepszego coś nieodwracalnie zabierało.
Arreola to jednak otwarty chłop, który nie boi się przegranej. Z takim zjeść schabowego, może nawet coś do tego wypić (np. wodę mineralną) i szczerze pogadać, to prawdziwa przyjemność.
Schabowy z „Koszmarem”
Tomasz Adamek umówił się z Chrisem Arreolą, że ten który wygra walkę, zaprosi rywala na obiad z potraw w stylu narodowym Arreola urodził się w Kalifornii, ale jest z pochodzenia Meksykaninem.