Łukasz Jurkowski podjął decyzję o zakończeniu kariery. Po walce z Pudzianem musi nosić ciemne okulary | Andrzej Kostyra

2021-06-09 16:34
Łukasz Juras Jurkowski po walce z Pudzianowskim
Autor: KSW / ZRZUT EKRANU Łukasz "Juras" Jurkowski po walce z Pudzianowskim

Walka Mariusza Pudzianowskiego z Łukaszem „Jurasem” Jurkowskim – wygrana przez Pudziana w trzeciej rundzie – była wydarzeniem ostatniego weekendu w polskim MMA. W rozmowie z Andrzejem Kostyrą Juras wyznał, że nie zamierza już wracać do zawodowego sportu, choć jak sam przyznał, nie czuje się przegranym po walce z Pudzianem. Na jego twarzy wciąż widać jednak skutki tego starcia.

- Co ta przegrana z Mariuszem Pudzianowskim dla Ciebie znaczy?

Łukasz Jurkowski: Ojejku. Celem sportowca jest wygrywanie, ale nie czuję goryczy, że przegrałem…. Cieszyłem się możliwością, że mogłem wziąć udział w takim pojedynku, że mogłem wejść do klatki. Przed samym wyjściem do klatki, gdy zaczęli grać „Sen o Warszawie”, Janek (Błachowicz – przyp. Red.) mówił mi: „Ciesz się każdym momentem tego co się teraz wydarzy, bo to jest ostatni raz”. Dlatego nie traktuję tego w formie porażki. Ja wygrałem tym pojedynkiem zdecydowanie więcej…

- Zacytowałeś słowa Janka, że to jest Twój ostatni raz. Czy rzeczywiście jest to Twój ostatni raz w klatce?

ŁK: Nie mówię już o ostatnich razach, bo już wcześniej się żegnałem. Dlatego nie będzie już wielkiej sceny i dramy. Ale tak, to już wystarczy. Mówiłem przed pojedynkiem, że porażka oznacza, że już nie mam czego szukać w tym sporcie i… naprawdę starczy. 22 lata w sportach walki, w zasadzie 23, to wystarczy. Czas powiedzieć: „Juras, już się do tego nie nadajesz. Swoje zrobiłeś. Pas”.

- Nie zlekceważyłeś Pudziana, nie przygotowywałeś się za krótko?

ŁK:  Nie. Zacząłem treningi zaraz po tym, gdy był telefon z KSW z propozycją walki. Sam jestem zdziwiony, że udało się wykorzystać ten czas optymalnie. Może z jeden trening mi wypadł. Udało się wszystko pogodzić. I treningi, i obowiązki i pracę. Może jeszcze ze 2 tygodnie by się przydały. Ale Pudzian jest tytanem pracy. W tym pojedynku pokazał, że odrobił lekcję na piątkę.

- Pudzian chyba w trakcie walki namawiał Cię, żebyś się poddał. Przyszło to Ci w ogóle do głowy?

ŁK:  Mariusz rzeczywiście mówił ze trzy razy, żebym się poddał. Ale nie. Odpowiadałem mu że nie ma takiej możliwości. Ja się nie poddaję. Nigdy nie ma takiej opcji. Mówiłem: „Wal dalej, ja się nie poddam”…

-...ale chyba głowa troszeczkę bolała i szumiało po tych wszystkich ciosach.

ŁK:  Bardziej niż po weselu na Podlasiu o 6 rano.

Rozmawiał Andrzej Kostyra.

Cały wywiad do obejrzenia w materiale wideo umieszczonym niżej:

Podziel się opinią
Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE
Najnowsze