TCS. Sven Hannawald dla „Super Expressu”: Możemy stworzyć ze Stochem ekskluzywny klub

2018-01-05 13:37 Rozmawiał Marek Żochowski
Sven Hannawald
Autor: Imago Sport and News/East News Sven Hannawald podczas 50. Turnieju Czterech Skoczni, w którym jako pierwszy zawodnik w historii wygrał wszystkie cztery konkury.

Wszystko zmierza ku wielkiej polskiej radości w sobotę na skoczni w Bischofshofen. Kamil Stoch ma taką przewagę nad konkurencją, że niemal zapewnił już sobie wygraną w 66. Turnieju Czterech Skoczni. Teraz gra toczy się o coś dużo większego: cztery triumfy w czterech konkursach TCS. „Super Express” rozmawiał o tym z jedynym skoczkiem, który dokonał podobnej sztuki w 2002 roku – Svenem Hannawaldem. Niemiec obserwuje zawody z bliska jako komentator Eurosportu.

„Super Express:” – Czy Kamil może już otwierać szampana?

Sven Hannawald: – Przed Stochem stoi otworem droga do zwycięstwa w turnieju. Nie widzę możliwości, by mając taką przewagę nie został triumfatorem. Jeśli wygrywasz trzy pierwsze etapy, a do tego jesteś w takiej formie, jest po sprawie. On może zrobić wszystko, co chce, chociaż Wellinger i Tande pokazali w Innsbrucku moc. Jedyne pozostałe pytanie dotyczy czwartej wygranej w czwartym konkursie. Powiedzmy, że dla mnie to też teraz wielce interesująca historia...

– Co ci mówi intuicja, czy nasz skoczek powtórzy twój wyczyn z 2002 roku?

– Cały sportowy świat zadaje sobie to pytanie. Co do mnie, to czuję, że Kamil jest w tej chwili naprawdę mocny i zdolny, by tego dokonać. Podchodzi do rywalizacji z dużym spokojem, aż bije od niego równowaga, zresztą cały polski team zachowuje się podobnie. A to dobry znak dla niego. Mam po cichu nadzieję, że pozostanę jedynym, który wygrał cztery konkursy, jeśli jednak Kamil dokona tego samego, pierwszy pobiegnę z gratulacjami. I powiem mu: witam w ekskluzywnym klubie. A właściwie superekskluzywnym na skalę światową! Do tej pory liczył jednego członka, teraz może być dwóch.

– To pokazuje jak ekstremalnie trudnym zadaniem jest wygranie czterech konkursów TCS.

– Bez dwóch zdań to największe wyzwanie dla skoczka narciarskiego, jakie tylko można sobie wyobrazić. Jeśli masz szczęśliwy dzień, możesz nawet zdobyć olimpijskie złoto, ale nie da się wywalczyć czterech triumfów na Czterech Skoczniach, bazując jedynie na szczęściu.

- Jeśli Stoch wygra po raz czwarty, poczujesz radość, czy jednak trochę smutek, że już nie jesteś jedyny?

– Zdecydowanie radość. Oczywiście zawsze dobrze być wyłącznym rekordzistą, ale będę szczęśliwy z dokonania Kamila, bo wiem jak wyjątkowa to sprawa i jak ciężko do czegoś takiego dojść. Zyska mój wielki szacunek.

– Co dzieje się w głowie skoczka, który wygrał trzy konkursy TCS i ma szansę na niesamowity wyczyn?

– Gdy wygrało się dwa razy, to przed trzecim konkursem w Innsbrucku można sobie mówić: spokojnie, jeszcze dwa podejścia, wiele może się zdarzyć. I nie ma specjalnego ciśnienia. Jeżeli jednak ma się w ręku trzecie zwycięstwo, dopiero zaczyna się jazda... Nie masz już żadnych wymówek, po prostu musisz wygrać czwarty raz. Po głowie chodzą różne dziwne myśli, zaczynasz tym żyć. Sądzę, że przed ostatnimi zawodami Kamil nie będzie spał za dobrze. Z drugiej strony, Stoch znany jest ze świetnego podejścia mentalnego, które powinno mu pomóc wygrać także w Bischofshofen. Zapowiadają się kapitalne emocje. Jak znam życie, cała Polska zasiądzie przed telewizorami.

– Czwartkowe zawody w Innsbrucku zakończyły się fatalnie dla najgroźniejszego rywala Kamila, Richarda Freitaga.

– Jesteśmy w Niemczech bardzo smutni po tym, co się przytrafiło Richardowi. W normalnych okolicznościach powinien walczyć z Kamilem do samego końca o zwycięstwo w turnieju. Nie miał szczęścia. Nie może skakać w Bischofshofen. Jestem jednak pewien, że się odbuduje na kolejne ważne zawody w tym sezonie, czyli igrzyska olimpijskie i mistrzostwa świata w lotach, i pokaże, na co go stać.

Najnowsze