PIOTR LISEK jak gimnastyk na drążku i poręczach. Rzeźbi formę, by skoczyć 6 metrów w Tokio

2020-11-25 11:34 Paweł Skraba

Od pierwszego startu dzielą go jeszcze dwa miesiące, ale Piotr Lisek (28 l.) już fruwa. Jeszcze nie nad poprzeczką, za to śmiga na gimnastycznych przyrządach. Ostro trenuje w hali COS w Spale. W kalendarzu 2021 aż roi się od mistrzowskich imprez: w marcu halowe ME w Toruniu i MŚ w Nankinie, a latem igrzyska w Tokio i ME w Paryżu.

Na drążku i na poręczach wywija Lisek niczym gimnastyk. Jego mięśnie nabierają mocy, „rzeźby” i sprawności. A trener Marcin Szczepański chętnie włącza się do ćwiczeń podopiecznego.

- Zapowiada się bardzo intensywny sezon. Oj będzie się działo. Mam głód skakania - deklaruje rekordzista Polski w skoku o tyczce (6,02 m). - Priorytetem w hali będą mistrzostwa Europy w Toruniu. Mam nadzieję, że jeżeli bezpieczeństwo pozwoli, to trybuny będą zapełnione przez polskich kibiców. Moim celem jest medal, choć wiem, że konkurencja nie śpi.

Minionej wiosny, zanim udostępnione zostały sportowcom hale i stadiony, tyczkarz ze Szczecina zbudował sobie skocznię w ogrodzie rodzinnego domu w Dusznikach (Wielkopolska).

- To wszystko uratowało mój sezon 2020. Zawodów było zdecydowanie mniej niż w latach poprzednich, ale dałem radę dobrze się przygotować, a wynik 5.90 m zadowala mnie. Cieszę się, że nie zostaliśmy w domach całkowicie zamknięci i nie osiedliśmy na laurach. A sprzęt w domu pozostał i czeka na mnie. Nawet kiedy już zapomnimy o pandemii, z chęcią odwiedzę skocznię w rodzinnym domu.

O czym marzy najlepszy polski tyczkarz przed 2021 rokiem?

- Moje marzenie nie zmienia się od paru lat: 6 metrów osiągnięte na igrzyskach. Zobaczymy, co to da, bo chłopaki skaczą bardzo wysoko. Mam nadzieję, że się do tego pociągu załapię (śmiech).

Najnowsze