Rosyjski lekkoatleta idzie w zaparte. Aleksandr Szustow odwołuje się od nałożonych kar

2020-07-27 13:41 Dariusz Chrabałowski
Skok wzwyż
Autor: Sebastian Wolny

Eks-mistrz Europy w skoku wzwyż, Rosjanin Aleksandr Szustow (36 l.) z wielkim zaparciem walczy z nałożonymi na niego karami. Nie przyjmuje do wiadomości, że złamał przepisy antydopingowe, za co został zawieszony w startach na cztery lata (2020-2024) i za co anulowano wszystkie jego wyniki w latach 2013-2017.

Szustow to mistrz Europy 2010, mistrz uniwersjady 2007 i brązowy medalista halowych ME 2011. Tych laurów nie straci, bowiem kary odnosza się do późniejszego okresu. Zawieszenie w startach nałożyła na niego rodzima federacja lekkoatletyczna, a uzyskane wyniki anulował sąd sportowy w Lozannie. Zarzut jest niekonkretny i powiela treść jednego z przepisów: „użycie lub próba użycia zabronionej substancji lub zabronionej metody”. Ale w toku postępowania ujawniono, że na pojemniku z próbką moczu pobranego od niego znaleziono zadrapania i ślady jej otwierania (zapewne w celu podmienienia moczu na czysty).

O opanowanej przez Rosję technice słabozauważalnego ingerowania w próbki antydopingowe szeroko pisze w książce, która ukaże się za kilka dni, były kierownik moskiewskiego laboratorium antydopingowego Grigorij Rodczenko. Wczesniej, dzięki jego świadectwu, sprawę tę ujawnił slawny raport Rocharda McLarena.


Skoczek twierdzi oczywiście, że jest czysty. Złożył odwołanie do komisji arbitrazowej sądu w Lozannie.


- Według materiałów sprawy wszystkie moje próbki dopingu były czyste, ale ludzie twierdzą, że brałem udział w jakimś programie. Dowody są poszlakowe – poskarżył się rosyjskiej agencji prasowej. - Ale w obecnej sytuacji dla nich korzystnie jest założyć, że braliśmy udział w takich programach - powiedział Szustow. - Nie wierzę, że to, co się tam wydarzyło [w sądzie], można nazwać sprawiedliwością.

Aleksandr Szustow zakończył starty w roku 2016. W ostatnim okresie kariery nie odnosił sukcesów. Nie zależy mu zatem na uratowaniu sportowych wyników, ale na uratowaniu twarzy i możliwości uzyskania wysokich funkcji w organizacjach sportowych swojego kraju.

Jego trenerem był Jewgienij Zagorulko, który prowadził także innego skoczka wzwyż, Daniła Łysienkę. Trener jest zamieszany w sprawę fałszowania dokumentów kontroli antydopingowej Łysienki. Ta sprawa odsunęła tymczasowo czołowych rosyjskich lekkoatletów od możliwości startów międzynarodowych.