Tałant Dujszebajew: Pokochałem polskie święta [GALERIA]

2016-12-23 8:25

Urodzony i wychowany w Kirgizji trener reprezentacji polskich piłkarzy ręcznych Tałant Dujszebajew (48 l.) dopiero jako dojrzały człowiek w Hiszpanii i w Polsce przekonał się, na czym polega magia świąt Bożego Narodzenia. Opowiada o tym Czytelnikom "Super Expressu".

Super Express: - Jak pan wspomina święta swojego dzieciństwo w kirgiskim Frunze?

Talant Dujszebajew: - Urodziłem się i wychowałem w Związku Radzieckim. U nas oficjalnie nie było religii i świąt. Dla mnie czymś wyjątkowym była wizyta Dziadka Mroza. Takiego waszego Świętego Mikołaja. Przychodził w nocy z 31 grudnia na 1 stycznia. Kiedy rano się budziłem, koło łóżka stał worek z czekoladami i cytrusami. Do dziś czuję ten zapach mandarynek, które wtedy były wyjątkowym rarytasem.

- W Hiszpanii, gdzie dziś ma pan dom, święta Bożego Narodzenia miały już chyba zdecydowanie bardziej uroczysty charakter?

- To zupełnie inna kultura. Dla Hiszpanów, Polaków i dla mnie najważniejsze jest spędzenie tego wyjątkowego czasu z rodziną. Jeden mój syn mieszka w Barcelonie, drugi - w Macedonii, my z żoną - w Kielcach. Dlatego cały rok czekamy na święta, żeby nacieszyć się sobą. Najpierw w Kielcach, a potem u nas w Santander.

- Są jakieś zwyczaje świąteczne, które wciąż pana zaskakują?

- W Hiszpanii na wigilię wszyscy jedzą owoce morza, a następnego dnia - tylko słodycze, i to w olbrzymich ilościach. Z kolei w Polsce święta mają niepowtarzalny urok. Kolędy, choinka, opłatek, życzenia. Po pierwszej klubowej wigilii w Vive pokochałem tę atmosferę.

- Smakował panu opłatek?

- Bardzo. Jest delikatny i smaczny, choć wiem, że ma bardziej charakter duchowy niż konsumpcyjny.

- W tym roku święta to miły przerywnik w przygotowaniach do styczniowych mistrzostw świata we Francji. Polska zagra bez największych gwiazd. Młodzi wytrzymają presję?

- Jestem pewien, że tak. Muszą tylko uwierzyć, że mają równie duże umiejętności jak Szmal czy Bielecki. Brakuje im tylko doświadczenia. Kola i Sławek też nie od razu byli wielcy, też kiedyś zaczynali. Najważniejsze to się nie bać. Muszą wyjść i walczyć o swoje. Tym, którzy mi zarzucają, że krzyczę na zawodników, odpowiem, że każdego z nich kocham jak syna. Zależy mi na nich i kiedy widzę, że się boją, nie radzą sobie z presją, to nie usiądę i nie będę na to spokojnie patrzył. Tylko jak ojciec muszę krzyknąć, wstrząsnąć nimi, by zaczęli walczyć.

- Pan uwielbia wygrywać. Z odmłodzoną i mocno przebudowaną kadrą Biało-Czerwonych o sukces na mundialu będzie trudno...

- Widzę, jak ci chłopcy starają się na treningach. Gdybym im pozwolił, to kończyliby zajęcia, dopiero kiedy nie mieliby sił stać na nogach. Mają wielką ambicję, ale to dopiero początek naszej pracy i będę zadowolony, jeśli Polska wyjdzie z grupy i znajdzie się w czołowej ósemce mistrzostw.

- Czego panu życzyć podczas tych świąt?

- Cierpliwości. Żeby jej wystarczyło na najbliższe cztery lata, na zbudowanie mocnej reprezentacji Polski.

Najnowsze