Kubica znów WŚCIEKŁY na Williamsa. Został ukarany przez błąd zespołu?

2019-11-18 11:56 MD
Robert Kubica
Autor: AP PHOTO/SERGEI GRITS Robert Kubica

Grand Prix Brazylii było już przedostatnim zaplanowanym na sezon 2019 Formuły 1. Robert Kubica ponownie zakończył je w obecnym sezonie po niemiłej historii. Tym razem otrzymał dwa punkty karne za to, że wyjeżdżając z boksu zajechał drogę prowadzącemu wówczas w wyścigu Maxowi Verstappenowi. Od razu po tym wydarzeniu rozgorzała dyskusja - zawinił Polak czy jego zespół, Williams?

Cała sytuacja miała miejsce na 22. okrążeniu wyścigu. Po wymianie opon Kubica wyjechał wprost pod koła Verstappena, a Holender zdziwiony takim obrotem sytuacji nie ukrywał swoich emocji w radiu, w którym wyraził się bardzo dosadnie pytając: "Co oni, ku***, zrobili?!".

Przedstawicielowi ekipy Red Bull Racing nie ma co się dziwić. Wszystko wyglądało bardzo groźnie i gdyby nie jego opanowanie, mogłoby dojść do poważnego wypadku mogącego poskutkować nawet zakończeniem przez 22-latka wyścigu.

W takich sytuacjach najczęściej wina przypisywana jest zespołowi, gdyż to on decyduje o wydaniu zielonego światła na opuszczenie boksu przez kierowcę. Kubica otrzymał takie pozwolenie i ruszył, a mimo to nieomal zderzył się z Holendrem. Polak został za to ukarany pięcioma sekundami, a dodatkowo nałożono na niego dwa punkty karne. Sędziowie uzasadniając swoją decyzję napisali, że wina leży po stronie kierowcy, gdyż mógł on opuścić aleję serwisową w sposób bezpieczny, 

Z takim uzasadnieniem nie zgodził się Polak. - Zareagowałbym, gdyby mi powiedziano wcześniej, że Vesrtappen nadjeżdża. Głównym problemem był przedłużający się pit-stop. W tym sezonie nam wychodziły, jednak zmieniono pewne części, by było jeszcze lepiej. W efekcie nawet chłopaki tracą zaufanie do tych części - stwierdził Kubica jasno dając do zrozumienia, że nie otrzymał odpowiedniego sygnału.

To kolejne tarcie na linii Kubica - Williams. Ostatni wyścig polskiego kierowcy w barwach angielskiego zespołu za dwa tygodnie w ramach Grand Prix Abu Zabi.