Andrzej Wasilewski o śmierci Dawida Kosteckiego: Powinna być druga sekcja zwłok! [TYLKO U NAS]

2019-08-13 12:50 rozmawiał Mateusz Fudala

Trwa medialna przepychanka pomiędzy pełnomocnikami rodziny Dawida Kosteckiego (38 l.), która domaga się przeprowadzenia sekcji zwłok pięściarza, a prokuraturą, która tego odmawia i wydaje kolejne oświadczenia. O zdanie zapytaliśmy Andrzeja Wasilewskiego, wieloletniego promotora „Cygana”. – Skoro swego czasu odkopywano groby i robiono ekshumacje zwłok wbrew rodzinom, to dlaczego nie zrobić sekcji na wyraźną prośbę rodziny Dawida? – pyta szef Knockout Promotions, który zdradził nam także kulisy niedoszłego pojedynku Kosteckiego z Royem Jonesem Jr. w 2012 roku.

„Super Express”: - Co pan czuje, gdy czyta pan kolejne doniesienia ws. śmierci Dawida Kosteckiego?

Andrzej Wasilewski: - Ogromny smutek. W głowie wciąż mam wiele miłych chwil, które wspólnie przeżyliśmy. Przeglądam jego zdjęcia z różnych okresów kariery i widzę przystojnego, młodego mężczyznę z błyskiem w oku i dużą fantazją. A teraz  w mediach oglądam jego fotografie z ostatnich lat i widzę faceta z dziwną fryzurą, o twarzy degenerata. To już był inny Dawid…

- Pełnomocnicy rodziny Kosteckiego Adw. Roman Giertych i Adw. Jacek Dubois domagają się przeprowadzenia kolejnej sekcji zwłok. Prokuratura odmawia.

- Chyba wszystkim powinno zależeć na wyjaśnieniu tej sprawy do spodu. Jakakolwiek sytuacja, w której czegoś się nie zrobi, może rodzić słuszne lub niesłuszne wątpliwości. Jeżeli rodzina domaga się przeprowadzenia kolejnej sekcji to wydaje się, że nic złego by się nie stało, gdyby takową zarządzono. Były już przecież w Polsce sytuacje, że odkopywano po latach groby, robiono ekshumacje i to nawet wbrew rodzinom, dla których to było bardzo bolesne. Dlaczego więc nie zrobić kolejnej sekcji w tak wrażliwej sprawie i jeszcze na prośbę rodziny? Gdybym był decydentem, natychmiast bym ją zarządził.

- Według notatki służbowej prokuratora Wojciecha Kapuścińskiego, do której dotarła „Gazeta Wyborcza”, na szyi Dawida stwierdzono „dwa niewielkie, czerwone punkty, które przypominają ślady powstałe w wyniku wkłucia igły”.

- Dla mnie to było oczywiste, że nikt nie zrobił mu dwóch zastrzyków w szyję. W mediach pojawiła się informacja, że mógł to być paralizator. Teoretycznie jest to możliwe, bo to jedyna metoda, by próbować kogoś zabić, by nie było śladów walki. Nie jestem patologiem, ale wiem, że w środowisku prawniczym mówiło się o podobnych przypadkach.

- Prokuratura w jednym z oświadczeń pisze, że Dawid w 2015 podejmował próbę samobójczą.

- To, że ktoś kiedyś coś ukradł to nie znaczy, że za 5 lat znowu będzie to robił, dlatego to dla mnie żaden dowód. Poza tym, odnośnie tej samobójczej próby z 2015 roku słyszałem różne głosy, np. takie, że to wcale nie była chęć odebrania sobie życia, a po prostu został pobity przez więźniów. Dochodziły mnie też informacje, że podupadał w subkulturze więziennej i nie był dobrze traktowany przez współosadzonych. Dlaczego? Nie mam pojęcia, może na kogoś zeznał i inni to źle odebrali? A może po prostu nie pasowało im to, że był… cyganem? Według zasad „starej grypsery”, żaden cygan nie mógł być tzw. „człowiekiem” za murami, nie mógł grypsować. Zaznaczam jednak, że to nie jest moja wiedza, a domysły. W tamtym czasie odsuwałem się od Dawida jak mogłem, bo czułem że to wszystko nie skończy się dobrze.

- Kiedy wasze drogi definitywnie się rozeszły?

- W marcu 2015 roku, kiedy ogłoszono, że Dawid był na dopingu w walce z Andrzejem Sołdrą. Jeszcze do tego czasu wspomagałem finansowo jego rodzinę. Pamiętam, że wyniki badań pojawiły się kilka miesięcy po gali i Dawid zarzucał nam, że wyciągnęliśmy je z krzaków w momencie, kiedy chciał opuścić grupę. To była kompletna bzdura. Od tamtej pory miałem do niego wstręt, podobnie zresztą jak trener Fiodor Łapin.

- Jak pan wspomina wydarzenia z 2012 roku kiedy miało dojść do walki Dawida z Royem Jonesem Jr. (do walki nie doszło, bo pięściarz został aresztowany 10 dni przed galą – red.)?

- Wydawało się, że jest duża szansa, by sąd dopuścił do tej walki. Mieliśmy mocne argumenty: historyczny pojedynek, wielodzietna rodzina, Dawid nigdzie nie uciekał, miał stałe miejsce zamieszkania i zatrudnienia. Mogliśmy uzyskać przepustkę, lub złożyć wniosek o wstrzymanie odbywania kary. Byłem z nim umówiony, że złoży takie pismo. Wiedział jednak lepiej i tego nie zrobił…

Pamiętam, że wraz z mecenasem Romanem Giertychem i adwokatem Tadeuszem Wolfowiczem udało nam się zroganizować błyskawicznie posiedzenie sądu penitencjarnego. Notabene, doszło do niego w areszcie na Białołęce, gdzie Dawid zmarł. Poruszyliśmy niebo i ziemię i była duża szansa, że Dawid stoczy ten pojedynek. Ale on nagle wstał, ogłosił, że nie uznaje żadnych wyroków, nie podda się żadnym rygorom i zdania nie zmieni. Dodał też, że wymiar sprawiedliwości w Polsce działa nieprawidłowo. Posiedzenie trwało 10 minut, nic nie dało się zrobić…