- Ale trzeba jeszcze wylać dużo potu, żeby nadrobić zaległości, które miałam z powodu kontuzji - zaznacza w rozmowie z "Super Expressem".
- Pani trener Krzysztof Kaliszewski powiedział, że niedawno wykonała pani 70 rzutów ciężkim młotem, co można porównać z wysiłkiem potrzebnym do rozładowania wagonu z węglem. Ile takich wagonów rozładuje pani jeszcze przed mistrzostwami w Moskwie?
- W ubiegłym roku o tej porze zaliczyłam 876 rzutów więcej ciężkimi młotami, 5- i 7-kilowymi. Łatwo policzyć, że tych wagonów muszę jeszcze trochę rozładować, żeby nadrobić te zaległości. Chyba byłoby ich około dwunastu.
- Pani "rozładowuje wagony z węglem", a inni... "dorzucają koksu", szczególnie Białorusini. Ale zaczynają ich łapać kontrole antydopingowe, dzięki czemu złote medale mają otrzymać Tomasz Majewski i Szymon Ziółkowski. Może i pani dostanie wkrótce złoty medal?
- Nie można tego wykluczyć, może za jakiś czas będę mistrzynią olimpijską. Ale nie myślę o tym. Igrzyska w Londynie to już przeszłość, zdobyłam w nich srebrny medal i z tego też bardzo się cieszę.
- Dyskwalifikacje dotyczą lekkoatletów zza wschodniej granicy, również rosyjskiej młociarki Olgi Kuzienkowej. W Londynie przegrała pani z inną Rosjanką, Tatianą Łysienko, z którą później wygrała pani wszystkie 5 pojedynków. Nie dziwi to pani?
- Nie, o nic nie posądzam Tatiany. Przegrałam z nią złoty medal, bo mój najdalszy rzut, który dałby mi złoto, był spalony i pretensje mogę mieć tylko do siebie. Tatiana była świetnie przygotowana do igrzysk i myślę, że w Moskwie też będzie jedną z głównych faworytek, tym bardziej że startuje u siebie.
- Czy kary za doping nie są za łagodne?
- Są za łagodne. Jestem za tym, żeby tych, których przyłapie się na dopingu, dyskwalifikować od razu dożywotnio.