To chyba nie przypadek. Teraz wyszło na jaw, że czwórka tych olimpijczyków przyjechała na ważne, marcowe zgrupowanie w Portugalii z nadwagą... 35 kilogramów! Największą miał najbardziej doświadczony, szlakowy Rańda - aż 15 kilogramów! Najmniejszą Łukasz Pawłowski - 4 kg, pozostali po około 8 kg.
Szef wyszkolenia PZTW Bogdan Gryczuk twierdzi w rozmowie z "Super Expressem", że w okresie przygotowawczym dopuszcza się nie więcej niż 3 kilo nadwagi na zawodnika. - Bo inaczej trening idzie w próżnię. Tej osadzie dotąd nie przydarzyło się takie przewyższenie. Ale oni zawsze byli pewni, że wypocą nawet w ostatniej chwili nadmiar kilogramów. I to się im ostatecznie udało, ale kosztem odwodnienia i osłabienia organizmu - mówi Gryczuk.
Rańda przeprosił
Bezpośredni trener czwórki Marian Drażdżewski przyznaje, że taka nadwaga nie powinna się przydarzyć olimpijskim medalistom. - Zrobili głupotę. Ale nie uważam, aby była ona przyczyną wpadki w Londynie - ocenia Drażdżewski.
Główny "winowajca" Paweł Rańda (32 l.) zamieścił w Internecie film z przeprosinami za fatalny olimpijski start. Ale w rozmowie z "SE" stanowczo zaprzecza, aby nadwaga była przyczyną porażki.
Teraz stracą luksusy
- Na igrzyska przyjechaliśmy dobrze przygotowani fizycznie. Przegraliśmy w eliminacjach raptem o 0,4 sekundy. Wszystko z braku szczęścia i z powodu niuansów technicznych, a nie wcześniejszej nadwagi - twierdzi.
Rańda i spółka byli przed IO w elitarnym Klubie Polska, mieli komfortowe warunki przygotowań olimpijskich, niczego im nie brakowało. Tylko w tym roku wydano na nich około miliona złotych!!! To były pieniądze utopione w olimpijskim akwenie.
Po londyńskiej klęsce Rańda, Bernatajtys, Pawłowski i Siemion już nie będą mieć luksusów, stracą nawet prawa do stypendiów kadrowych. Może wtedy nie będą mieć kłopotów z nadwagą.