Dawid Kubacki ładuje akumulatory. "Rośnie we mnie głód skakania"

2020-05-14 13:52 Dariusz Chrabałowski
Dawid Kubacki
Autor: AP PHOTO/KERSTIN JOENSSON Dawid Kubacki

Za sobą ma najlepszy rok w karierze. Wygrał cykl Grand Prix na igelicie, potem Turniej Czterech Skoczni i trzy konkursy Pucharu Świata. Zanotował serię dziesięciu pucharowych występów bez schodzenia z podium. Mistrz świata w skokach narciarskich Dawid Kubacki (30 l.) chciałby wrócić już na rozbieg.

Gdyby nie epidemia, właśnie teraz wraz z kadrą Michala Doležala byłby w trakcie pierwszego zgrupowania na skoczni. Plany trzeba było zmienić.

- Zwykle zaczynaliśmy skakanie na początku maja. Teraz plany obejmują koniec maja i początek czerwca. Rośnie we mnie głód skakania - nie kryje skoczek klubu Wisła Zakopane. - Tym bardziej, że sezon skończył się wcześniej niż zwykle

Przedwczesne zakończenie sezonu 2019-2020 wypadło akurat w jego 30. urodziny.

- Raczej nie chciałbym dostawać takich urodzinowych prezentów - śmieje się Dawid. - Ale trzeba to było zaakceptować. A sama decyzja była chyba słuszna, bo do tej pory nie słyszałem, by w światku skoków narciarskich ktoś się zaraził koronawirusem.

Wznowienie treningów przez kadrowiczów nastąpiło jeszcze w marcu, tyle że odbywały się one indywidualnie.

- Trenowałem w domu i w garażu, który udostępnił mi trener Grzegorz Sobczyk. Wszyscy mamy w domu własny sprzęt, ale pożyczyłem też coś ze szkoły sportowej w Zakopanem. Moje treningi obserwowali trenerzy asystenci, a z trenerem Doležalem kontaktowałem się przez Skype’a. Treningi były ciężkie w minionych tygodniach, bo teraz twardo ładujemy akumulatory. I mogę powiedzieć, że nie był to okres stracony, chociaż realizacja programu była nie taka jak zakładaliśmy. Uzyskane wskaźniki są wyższe niż rok temu. Nie chcę ich wyjawiać, ale mogę powiedzieć, że mam niemal optymalną wagę ciała – 63 kilogramy. W zimie wynosiła 62 kilo.

Dawid i Marta Kubaccy świętowali niedawno pierwszą rocznicę ślubu. Rocznica wypadła po okresie wielkich sukcesów Dawida . I zaprzeczyła teorii, że założenie rodziny skraca odległości lotów skoczka.

- Obrączka na palcu nie waży tyle, żeby ucinała mi metry - mówi ze śmiechem szczęśliwy małżonek. - Usłyszałem o tej teorii już po ślubie, wcześniej jej nie znałem. Wobec mnie się nie potwierdziła. No chyba że byłbym wyjątkiem potwierdzającym regułę, ale wątpię.