Iga Świątek swoje pierwsze sukcesy w seniorskich rozgrywkach tenisowych odnosiła pod wodzą Piotra Sierzputowskiego. To z nim w sztabie sięgała po pierwsze w historii polskiego tenisa zwycięstwo w turnieju singlowym Wielkiego Szlema, wygrywając w 2020 roku Rolanda Garrosa. Rok później sięgnęła po zwycięstwa w turniejach WTA w Adelajdzie oraz Rzymie. Wydawało się, że ich współpraca układa się wystarczająco dobrze, ale na koniec sezonu Polka poinformowała, że jej nowym trenerem zostanie Tomasz Wiktorowski, w przeszłości prowadzący Agnieszkę Radwańską. Jak się później okazało, to był strzał w dziesiątkę – pod wodzą Wiktorowskiego Świątek wygrała już 14 tytułów i dwa lata z rzędu kończyła rok jako numer jeden na świecie, a właśnie oboje otrzymali wyróżnienie dla najlepszej tenisistki i najlepszego szkoleniowca mijającego roku. Tenisowy trener Tomasza Wiktorowskiego, Paweł Kalinowski, wspomina w rozmowie z portalem Interia Sport pierwsze kroki obecnego opiekuna Igi Świątek w tej dyscyplinie i zdradza, co jest jego kluczem do sukcesu.
Taki jest Tomasz Wiktorowski. Te fakty z przeszłości wiele mówią o jego sukcesach
Tomasz Wiktorowski odnosił niemałe sukcesy jako trener Agnieszki Radwańskiej, a teraz może cieszyć się kolejnymi będąc opiekunem Igi Świątek. Ale w przeszłości Wiktorowski trenował nie tylko tenis, ale też koszykówkę, a jego zainteresowania wybiegały daleko poza sport. W rozmowie z Olgierdem Kwiatkowskim z Interii Paweł Kalinowski, pierwszy trener tenisowy Wiktorowskiego, przypomniał kilka faktów z jego przeszłości. Wspomina, że miał talent piłkarski, do tego w liceum trenował koszykówkę, przez co wówczas odpuścił nieco treningi tenisowe. Wyróżniały go warunki fizyczne, ambicja i profesjonalizm. – Nie lubił być słabszy w czymkolwiek do kogokolwiek. Był w tym trudny, ale to zdradzało, że miał wielkie ambicje. Lubił się uczyć. W przerwach między treningami przerabiałem z nim angielski. Na treningi nigdy się nie spóźniał, to drobnostka, ale świadcząca o tym, że był profesjonalny nawet jako dziecko. Nasz klub miał raczej charakter osiedlowy, nie zapewnialiśmy startu do zawodowego tenisa, bo to wymagało ogromnych pieniędzy – zdradził Kalinowski.
Trener Wiktorowskiego uznał, że lepiej będzie, jeśli Wiktorowski sam stanie się szkoleniowcem. – Tomek skończył liceum, poszedł potem na studia. Wprowadziłem taką zasadę, że ze studentów chciałem robić instruktorów. Tomek był jednym z pierwszych. Od razu powierzyłem mu stanowisko koordynatora, a miał wtedy tylko 20 lat. I robił to świetnie, a przecież to zajęcie wymagało wyjątkowych umiejętności organizacyjnych – podkreślił.
Dobra organizacja czasu i zadań to kolejna cecha Wiktorowskiego. – Na Politechnice Warszawskiej studiował na Wydziale Samochodów i Maszyn Roboczych, czyli tak jak jego ojciec. Uczył się bardzo dobrze i to na studiach dziennych. Miał średnią ponad 4,0 a równocześnie prowadził u mnie w klubie zajęcia z dziećmi i młodzieżą przez 30 godzin w tygodniu. Dostał m.in. grupę bardzo zdolnych dziewcząt, które stanowiły czołówkę w Polsce. Do tego był sparingpartnerem naszego najlepszego zawodnika - Marcina Maszczyka. Ogrom zajęć, które potrafił pogodzić, dowodzi, że był świetnie zorganizowanym człowiekiem w życiu i pracy. Widać to dobrze dziś kiedy od lat tak dobrze funkcjonuje w świecie zawodowego tenisa – zauważa Piotr Kalinowski w rozmowie z Interią.