Koszykarz z „Misia” wspomina Polskę: Koledzy grali w karty w saunie, a ja się dusiłem

2021-10-07 19:59
Kent Washington: Opowiadam o Misiu kiedy kupuję kiełbasę
Autor: kadr z filmu "Miś" Kent Washington: Opowiadam o "Misiu" kiedy kupuję kiełbasę

Był gwiazdą koszykówki w Polsce, ale dzisiaj tylko najzagorzalsi i najstarsi fani basketu pamiętają Kenta Washingtona – zawodnika Startu Lublin i Zagłębia Sosnowiec oraz MVP ligi w 1980 r. Za to niemal każdy zna go ze słynnej komedii Barei „Miś”, w której demonstrował na ekranie maestrię w kozłowaniu piłką. Także o tym Amerykanin postanowił opowiedzieć w wspomnieniach znad Wisły, które właśnie spisał i zamierza opublikować.

A miał o czym opowiadać. Jako pierwszy amerykański koszykarz przyjechał do nas w zimę stulecia w styczniu 1979 r., był nad Wisłą w czasie stanu wojennego, uzyskał status supergwiazdy, publiczność we wszystkich halach waliła „na niego” drzwiami i oknami. Popularność ugruntował rólką w kultowym „Misiu”. Grał postać głównego bohatera Ryszarda Ochódzkiego w młodości, „kiedy był Murzynem”. Na ekranie zdejmował zielony szlafrok i czarował, bawiąc się z piłką do koszykówki. Trwało to kilkanaście sekund, ale do dzisiaj jest pamiętane, bo obraz Barei stał się filmem-legendą. Kent Washington nie ukrywa, że przede wszystkim z nim jest kojarzony.

– Im młodsza osoba, z którą rozmawiam, tym częściej muszę przypomnieć epizod z „Misia”, bym został rozpoznany – przyznaje Washington „Super Expressowi”. – Większość jest zbyt młoda, by pamiętać mnie jako koszykarza. Więc guglują mnie sobie, sprawdzają, jak byłem znany i jaka była moja polska historia. Gdy odwiedzałem w Holandii córkę, wpadałem do polskiego sklepu po kiełbasę. Kiedy sprzedawca słyszał, że mówię po polsku, zaczęła się wymiana zdań i przy okazji opowiadałem o „Misiu”. Doskonale zdaję sobie sprawę, że występ w tym filmie zwiększył moją popularność wśród Polaków. Teraz chciałbym, by młodsza generacja, która widziała film, dowiedziała się o mnie czegoś więcej także jako o koszykarzu i przy okazji o komunistycznej Polsce widzianej z mojej perspektywy – dodaje Washington, zachęcając w ten sposób do lektury swoich wspomnień, którym nadał tytuł „Kentomania”.

Na razie nie jest jeszcze przesądzone, w jakiej formie je opublikuje, wciąż szuka wydawcy w Polsce. Przetłumaczone fragmenty pojawiały się już u nas w obiegu publicznym. Na ten moment pewne jest tylko, że całość ukaże się jako e-book w języku angielskim na początku przyszłego roku.

„Na zawsze pozostanę wdzięczny ludziom w Polsce za to, że mnie zaakceptowali i pozwolili przetrzeć szlak następnym” – napisał Washington we wstępie do swoich memuarów.

Dzięki uprzejmości autora, publikujemy niewielki fragment wspomnień Kenta Washingtona z polskich czasów. Dotyczy pierwszych treningów w Starcie Lublin.

Koszykówka, Kent Washington, Start Lublin, koszykarz
Autor: Facebook Drużyna koszykarzy Startu Lublin z Kentem Washingtonem w składzie

Kent Washington – „Kentomania” (fragment wspomnień)

Moja integracja z drużyną

Już pierwsze doświadczenie na treningu siłowym i rzutowym otworzyło mi oczy. Sala do ćwiczeń klubu Start była wielkości boiska do koszykówki. Po każdej stronie parkietu umieszczono po pięć ławek, każda po 2,5 metra długości i 30 cm wysokości. Wzdłuż ściany zainstalowane były drewniane konstrukcje, wysokości trzech metrów i szerokości metr dwadzieścia. Wyglądało to wszystko jak jedna gigantyczna drabina. Używało się ich głównie do rozciągania ciała. Na końcu sali w osobnym pomieszczeniu były pozostałe przyrządy do ćwiczeń. Między innymi atlas, hantle, maty, piłki lekarskie, pasy z obciążeniem, płotki.

Syn Michaela Jordana trafił do aresztu! Poważne zarzuty

Ławki, maty, płotki i ciężkie pasy były potrzebne do doskonalenia skoczności i pracy nóg. Dzisiaj nazywa się to pliometryką. Podczas gdy jedna grupa brała udział w intensywnym treningu rzutowym w hali, druga była zajęta pracą w siłowni. Metodę te określa się jako trening obwodowy i jest ona niezwykle skuteczna. Każde ćwiczenie wzmacniające ciało trwało około minuty, z 30-sekundowym odpoczynkiem. Robiło się trzy serie, po czym zmieniało miejsce, względnie powtarzało się komplet ćwiczeń trzykrotnie. Stacji treningowych było siedem.

Legenda NBA ogłosiła zakończenie kariery! Wzruszające słowa, ciężko powstrzymać łzy

Nauczyłem się wielu nowych dla mnie rzeczy i poznałem ćwiczenia, które okazały się naprawdę innowacyjne. Codziennie zmieniały się stacje treningowe dla ćwiczących siłę, druga grupa pracowała nad rzutem. Po 30 minutach następowała zmiana. Kiedy ukończyliśmy cały ten cykl, szliśmy wszyscy na halę i przez 20 minut wykonywaliśmy rzuty wolne na oba kosze. Naprawdę spodobały mi się te treningi i potem często z nich korzystałem w kolejnych etapach życia i kariery sportowej. Muszę przyznać, że w Polsce poznałem takie techniki prowadzenia treningu obwodowego z wykorzystaniem rozmaitych akcesoriów, które w USA pojawiły się lata później.

Kent Washington: Opowiadam o Misiu kiedy kupuję kiełbasę
Autor: archiwum prywatne Kent Washington: Opowiadam o "Misiu" kiedy kupuję kiełbasę

Sportowiec z bloku wschodniego pracował nad całym ciałem, bez względu na uprawianą dyscyplinę. Pliometryka, ćwiczenie siły i wytrzymałości, trening techniczny, to wszystko były podstawowe składniki przygotowania do zawodów.

Skończyliśmy trening gierką trzech na trzech. Wtedy koledzy pomachali, żebym z nimi gdzieś poszedł. Wojciech ruszył ze mną, by służyć za tłumacza. Adam spojrzał na mnie, uśmiechając się.

– Codziennie po treningu idziemy do sauny. Chcesz pójść z nami? – spytał.

– Oczywiście. Chodźmy – odparłem.

Pamiętacie koszykarza z „Misia”? Kent Washington napisze książkę o Polsce

Sauna była ulokowana w głębi korytarza, po drugiej stronie hali. Wyszedłem z szatni przepasany ręcznikiem i podążyłem za kolegami. Przeszliśmy przez wielkie drewniane drzwi. Momentalnie poczułem gorąco. W drewnianym pomieszczeniu było kilka pryszniców, następne drzwi z drewna były wejściem do sauny. Miała ona wielkość połowy naszej szatni i dwa rzędy ławek wbudowanych w ścianę jedna nad drugą. Po jednej stronie leżała sterta nagrzanych do czerwoności kamieni tworzących specyficzny system wytwarzania wysokiej temperatury. Obok postawiono wiadro z wodą i z drewnianą chochlą w środku. Kiedy się tam znaleźliśmy... O rany, ale tam było ciepło! Ukrop dosłownie uderzył mnie w twarz, a na całym ciele czułem jakby kłucie setek igieł. Musiałem dostosować oddech, bo ciężko było w ogóle zaczerpnąć powietrza. Było ono gęste i jakby stało w miejscu. Zdjęliśmy ręczniki i usiedliśmy na nich.

Był Amerykanin, będzie chorwacki Polak. Igor Milicić obejmie reprezentację koszykarzy

Kiedy moje ciało zaczęło się jako tako dostosowywać do temperatury i wracał mi oddech, Adam wstał, wyjął chochlę z wiadra i chlusnął wodą na rozgrzane kamienie. Buchnęła para, a towarzyszyło temu syczenie takie jak wtedy, gdy coś bardzo zimnego styka się z czymś ekstremalnie ciepłym. Wtedy zrobiło mi się naprawdę gorąco, skóra zaczęła mnie palić i zaczynałem się dusić.

Tymczasem jeden z chłopaków wyjął talię kart i zaczęli sobie grać. Ja zaś jak najszybciej musiałem uciekać z tego pomieszczenia. W saunie nie wytrzymałem długo, a kiedy wyszedłem, poczułem się kompletnie odwodniony. Jestem pewien, że chichotali za moimi plecami. Myślę, że koledzy z zespołu dawali mi subtelną lekcję. To był chrzest, który mi przygotowali, żeby sprawdzić, czy jestem jednym z nich.

Koszykarz z Misia wciąż kocha Polskę

Wróciłem do szatni, Wojciech był ze mną. Zauważyłem skrzynkę z mniej więcej 25 butelkami wody, służącymi do zaspokajania pragnienia po treningach i meczach. Widziałem je już wcześniej, kiedy byłem w Polsce z moim akademickim zespołem. To była smakowa woda gazowana, butelki bez naklejek. Wojciech wziął jedną i wręczył mi drugą. Ponieważ moja była zamknięta kapslem, rozglądałem się za otwieraczem. Wojciech wziął moją butelkę i błyskawicznym ruchem otworzył, Manewr był tak szybki, że nie zauważyłem go.

– Jak to zrobiłeś – spytałem, patrząc na otwartą butelkę.

– Przyjrzyj się – powiedział.

Wziął inną butelkę ze skrzynki, by zademonstrować swą sztuczkę. Lewą ręką trzymał jedną butelkę pionowo, drugą ustawioną poziomo przyłożył do tamtej, zahaczył kapsle o siebie, wykonał ruch nadgarstkiem i kolejna woda była otwarta.

Byli koszykarze NBA wyłudzali kasę. 4 miliony dolarów strat

Kiedy pozostali gracze wracali z sauny, wszyscy sięgali po butelki i, stosując technikę Wojciecha, otwierali je.

– Jak było? – spytał Marek.

– Gorąco! Ale przyzwyczaję się – odpowiedziałem od razu przez tłumacza.

Pozostali zawodnicy pijąc wodę chichotali. – Do widzenia – powiedziałem, machając im, gdy wychodziliśmy z Wojciechem na obiad.

Potem każdym treningu wchodziłem z nimi do sauny i dzień po dniu zaczynałem przyzwyczajać się do żaru. Pomału stawałem się ich kolegą z zespołu! [tłum. MŻ]

Sonda
Czy „Miś” to najlepsza polska komedia w historii?
Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE