Paulina Guba wraca do czołówki kulomiotek A trener traci zęby od zagryzania

2019-08-07 12:31 Dariusz Chrabałowski
Paulina Guba
Autor: Paweł Skraba/Super Express Paulina Guba podczas mistrzostw Europy w Berlinie

Przed rokiem została niespodziewanie mistrzynią Europy z wynikiem 19,38 m. W tym sezonie Paulina Guba (28 l.) do niedawna pchała kulę o metr – dwa bliżej. Ale w końcu przypomniała, że należy do międzynarodowej czołówki. Wynik 18,65 m daje jej 5. lokatę w Europie i 13. na świecie w tym sezonie.

"Super Express”: - Czy to początek tego, co ma być w tym sezonie?

Paulina Guba: - Jestem zdecydowanie bardziej uśmiechnięta niż dotąd. Konkursy z wynikiem poniżej 18 metrów… To naprawdę bolało. Ale wraz z trenerem Edmundem Antczakiem nie zaplanowaliśmy żadnej odległości na ten rok, bo do tego trzeba mieć zdrowie, a ono w tym roku podupadło. Głowa teraz trochę odpocznie, bo strasznie się człowiek stresuje, gdy mu nie idzie.

- Co zatem dolega?

- Bolą mnie kolana. Raz jedno, raz drugie, a gdybym miała trzecie, to też by pewnie dokuczało. A kulę pcha się nie tylko ramieniem, ale także nogami. Dotąd miałam jakby trening „zastępczy”, bo szeregu ćwiczeń nie mogę wykonywać. Przygotowana jestem do startu w trzech czwartych. W Warszawie w ostatniej próbie „trafiłam” wreszcie kulę tak, jak pozwala moje przygotowanie siłowe i motoryczne. Mam nadzieje, że to nie jest moje ostatnie słowo. Chciałabym w tym roku pchnąć 19 metrów. Ale głównym celem są igrzyska 2020 w Tokio.

- Nie warto popróbować zaklinania kuli, by poleciała daleko?

- Nie ulegam zabobonom. Nie wożę własnej kuli na zawody. Nie rozmawiam z nią ani z sobą przed wykonaniem próby. Muszę mieć wtedy wolną głowę. A jeśli mam w niej mętlik, choćby wątpliwość czy podnieść nogę wyżej czy niżej, to mogę od razu wyjść z koła, bez pchania.

- Trener Edmund Antczak powiedział po ME zagadkowo, że „do tanga trzeba dwojga i nie można deptać się po palcach, żeby dobrze zatańczyć”…

- Pewnie miał wrażenie, że nie zawsze jestem zachwycona tym, co mi aplikuje na treningu. Ale ja ufam trenerowi, robię to, co mi każe. Trzeba grać do jednej bramki. Mam wsparcie trenera. Kiedy idzie źle, nie obraża się na mnie, tylko mówi, że zagryzamy zęby i jedziemy dalej. Chyba stracił część zębów zagryzając je w pierwszej części sezonu (śmiech).