To dlatego polskie siatkarki przegrały z Turcją. ZATRWAŻAJĄCE liczby

2020-01-12 6:55 JWa
Malwina Smarzek-Godek
Autor: Paweł Skraba Malwina Smarzek-Godek

Niestety, w sobotę stało się jasne, że polskie siatkarki nie zagrają na igrzyskach olimpijskich Tokio 2020. Nasze reprezentantki po heroicznym, pięciosetowym boju przegrały z Turcją 2:3 w półfinale turnieju kwalifikacyjnego. Szansa na wielki finał eliminacji była ogromna, jednak została zaprzepaszczona w czwartym secie. Czego zabrakło w meczu Polska - Turcja, by to biało-czerwoni kibice świętowali kolejny sukces?

W meczu Polska - Turcja wszystko zaczęło się jak w bajce. Podopieczne Jacka Nawrockiego w pierwszym secie zaprezentowały się z najlepszej możliwej strony i pewnie ją wygrały. Niestety, z piłki na piłkę rozkręcały się rywalki i to Turczynki po drugiej odsłonie wyrównały stan rywalizacji. Nasze reprezentantki zupełnie się nie poddały i po trzech partiach wróciły na prowadzenie. Siatkarki znad Wisły zdawały sobie sprawę, że są bardzo blisko kolejnego wspaniałego zwycięstwa. Zaledwie jeden set dzielił je od finału turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk olimpijskich, w którym czekała już niemiecka kadra. Czwarta odsłona pojedynku miała bardzo dramatyczny przebieg.

Przy stanie 12:17 wydawało się, że nic nie uchroni Polek przed tie-breakiem. Wtedy jednak nastąpiło odrodzenie naszej drużyny i nagle na tablicy wyników pojawił się rezultat 19:19. Później znowu do roboty wzięły się rywalki i wyprowadziły stan na 21:23. Trzy kolejne punkty z rzędu sprawiły jednak, że to Polki miały pierwszą piłkę meczową w sobotni wieczór. Nie wykorzystały jej. Podobnie jak czterech kolejnych przy stanach 25:24, 26:25, 28:27 i 30:29. Ostatecznie w tej dramatycznej partii lepsze okazały się rywalki.

W decydującym piątym secie Turcja wygrała już 15:11, choć długo gra trwała na zasadzie punkt za punkt. Ostatecznie jednak nieco rozbite po czwartej partii biało-czerwone musiały uznać wyższość przeciwniczek. Co zadecydowało o niepowodzeniu? Oczywiście, przede wszystkim brak zimnej krwi w decydującym momencie czwartego seta i nieumiejętność zakończenia rywalizacji, mając odpowiednie ku temu przesłanki. Kilka razy przecież biało-czerwone miały w górze piłki na zakończenie spotkania. Być może to kwestia doświadczenia.

Nie pomogła też dyspozycja naszej liderki. Malwina Smarzek-Godek zazwyczaj ciągnie kadrę za uszy i dzięki jej punktom udawało się wygrywać mecze, których nie mieliśmy prawa rozstrzygnąć na swoją korzyść. Tym razem jednak jej procent w ataku był wyjątkowo słaby. Na 61 piłek skończyła zaledwie 17, co daje marne 28% skuteczności (łącznie zdobyła 22 punkty). Musieliśmy więc długimi fragmentami rozgrywać tylko do Magdaleny Stysiak, na co Turczynkom było znacznie łatwiej się przygotować. Dla porównania liderka rywalek - Meryem Boz - zakończyła bój z 36 punktami i 47% skutecznością w ataku.